16

Jak na przestrzeni ostatnich 15 lat zmieniły się strony www?

HTML 5, CSS 3, PHP, Ajax, jQuery… Można by tak wymieniać i wymieniać. Internet roku 2011 jest kolorowy, dynamiczny, pełen grafik i animacji. Każda większa witryna jest wykonana tak, by cieszyć oko, a jej układ ma w możliwie największym stopniu ułatwiać nawigację. Ostatnie kilkanaście lat istnienia sieci zaowocowało niesamowitymi zmianami i szybkim rozwojem. Przyjrzyjmy się […]

HTML 5, CSS 3, PHP, Ajax, jQuery… Można by tak wymieniać i wymieniać. Internet roku 2011 jest kolorowy, dynamiczny, pełen grafik i animacji. Każda większa witryna jest wykonana tak, by cieszyć oko, a jej układ ma w możliwie największym stopniu ułatwiać nawigację. Ostatnie kilkanaście lat istnienia sieci zaowocowało niesamowitymi zmianami i szybkim rozwojem. Przyjrzyjmy się im bliżej.

Rok 1994 – powstaje portal Yahoo, pierwsza tego typu witryna, którą dziś nazwalibyśmy prawdopodobnie katalogiem stron www. Ale mniejsza z tym, zwróćmy uwagę na to, jak wyglądał ówczesny hit internetu.

Z punktu widzenia dzisiejszego internauty jest to archaizm w czystej postaci – żadnych grafik, niezagospodarowane tło, odpychające granatowe linki… Zapewne 90 proc. z Was widząc taką stronę, bez zastanowienia by zamknęło kartę i nie torturowało nią wzroku (chyba, że zawierałaby naprawdę potrzebne Wam treści). W 2011 roku wpisując w przeglądarkę yahoo.com widzimy coś takiego.

Prawda, że różnica jest kolosalna? Układ strony jest znacznie bardziej estetyczny, w całość wpasowano zdjęcia oraz wykorzystano nowoczesne elementy nawigacji – zakładki, suwak pod boksem „Today”. Nie da się ukryć, że całość prezentuje się po prostu ładnie. Ale to nie jest jedyny przykład. Można ich wskazać setki. Poniżej witryny Amazona i Microsoftu.

Chyba widać gołym okiem, co się zmieniło przez te kilkanaście lat na stronach internetowych czołowych firm z branży IT? Można by jeszcze przytoczyć Google, kilka polskich portali itp., które również w tym czasie przeszły wspaniałą ewolucję. Nie ma żadnych wątpliwości co do tego, że minione kilkanaście lat zaowocowało ogromem zmian w internecie.

Wszystko to kręci się jednak m.in. wokół nowych standardów webowych. W 1997 roku zadebiutował PHP, który pokazał nowe podejście do konstruowania stron www. Statyczne witryny pisane w HTML-u musiały ustąpić pola tym, których treść była generowana dynamicznie przez serwer po otrzymaniu odpowiednich instrukcji. Dawało to znacznie szersze pole do popisu webmasterom, którzy cierpieli na ograniczenia HMTL-a. Na ten sam rok datuje się narodziny JavaScript. Dziś trudno wyobrazić sobie dobrą stronę www, która nie wykorzytstuje tych standardów. Tymczasem na horyzoncie pojawiają się nowe – HTML5, który zupełnie zmienia obraz HTML-a jaki znaliśmy do tej pory, a także CSS3 umożliwiające na znacznie bardziej zaawansowane zmiany w wyglądzie poszczególnych elementów. Zatem za 5 lub 10 lat strony www będą wyglądały jeszcze lepiej i jeszcze ładniej.

Oczywiście nie możemy zapominać o szczegółach, które również odgrywają niebagatelną rolę w tej ewolucji. Wystarczy spojrzeć na liczbę fontów, które mamy zainstalowane w systemie. Webmasterzy mogą przebierać w nich do woli, a dzięki temu ogólny obraz strony jest spójniejszy, a prezentowane treści czytelniejsze. A dodajmy do tego różne style, odstępy między literami, poziomy wytłuszczenia itd. Aż kręci się w głowie.

Jest jeszcze Flash, który na przestrzeni ostatnich lat również rozwinął się nie do poznania. Z ociężałej i pochłaniającej ogrom zasobów systemowych technologii, programiści Adobe przeistoczyli go w jeden z głównych filarów obecnego obrazu sieci. Trudno sobie obecnie wyobrazić internet bez klipów z YouTube, animowanych bannerów czy chociażby efektownych reklam (choć zapewne dla większości z nas mógłby to być obraz atrakcyjny).

Zmieniło się też podejście do układu treści, choć tutaj trudno mówić o jakimś jednolitym nurcie. Jedni gloryfikują trzy kolumny, inni cenią podejście niekonwencjonalne. Jeszcze inni opierają nawigację swoich stron na horyzontalnych belkach tuż pod logo. Również tu daje się we znaki niemal nieograniczona swoboda webdesignerów, którzy równie dobrze mogą wyznaczać nowe kanony w funkcjonalności witryn, co utrudniać życie internautom.

Co dalej? W najbliższych latach prawdopodobnie czeka nas zacięta batalia pomiędzy HTML5, a Flashem, która prawdopodobnie prędzej czy później zakończy się zwycięstwem tego pierwszego. Nie ukrywajmy – piąte wydanie HTML-a oferuje ogromne możliwości, a przy tym zachowuje prostotę charakterystyczną dla poprzednich wersji standardu. Internet oparty na nim będzie się prezentował nad wyraz efektownie. Wystarczy obejrzeć kilka demonstracji, które prezentują możliwości HTML5.

Niewykluczone też, że stopniowo będziemy odchodzili od nazwy „strona www”, na co liczy Google, otwierając przed nami wrota Chrome Web Store. Coraz więcej witryn (w szczególności startupów) nosi znamiona zaawansowanych aplikacji, które nierzadko oferują funkcje charakterystyczne dla odpowiedników desktopowych. Przeglądarka internetowa przestaje natomiast być już tylko programem, a przeistacza się w platformę, dzięki której owe aplikacje możemy uruchamiać. Za kilkanaście lat jej znaczenie może wzrosnąć do tego stopnia, że ograniczy rolę systemu operacyjnego. W końcu wszystko, co potrzebujemy, znajdziemy w chmurze (włącznie z grami, które stają się coraz bardziej zaawansowane dzięki nowym standardom). Już teraz do przechowywania ważnych plików wykorzystujemy takie serwisy jak Dropbox czy SugarSync. W efekcie coraz większą rolę odgrywa polityka prywatności tego typu usług, która jeszcze przed kilkoma laty była traktowana jak postanowienia licencyjne wyświetlane w instalatorach. Nic w tym dziwnego – chcemy wiedzieć, czy nasze poufne dane nie trafią w niepowołane ręce.

Sieć staje się coraz pojemniejsza. Rozrasta się, by pomieścić nasze zdjęcia, posty na Facebooku, dokumeny w Google Docs, a nawet tożsamość. Dzięki własnym blogom (czy chociażby profilom w serwisach społecznościowych) możemy kreować się na specjalistę w danej dziedzinie lub po prostu dzielić poglądami. Strony www to już nie tylko informacje w czystej postaci nazywane niegdyś cyfrowymi odpowiednikami prasy. Obecnie łączą bowiem w sobie cechy wszystkich starych mediów – obraz, dźwięk i tekst. Przekaz tego rodzaju jest znacznie atrakcyjniejszy i przede wszystkim trwalszy niż w przypadku radia, telewizji czy gazet.

Jednak za tą ewolucją idą też zagrożenia. Wszędobylskie animacje, multimedia i nieograniczone gamy kolorów mogą doprowadzić do tego, że w końcu będziemy mieli do czynienia z jarmarkiem, w którym odnalezienie czegokolwiek zakrawa o cud. Forma może przerosnąć treść, której będzie się pojawiać coraz mniej z prostej przyczyny – konsumenci wolą proste i krótkie materiały, pisane możliwie najmniej skomplikowanym językiem. Nie bez znaczenia jest też ich postępująca personalizacja, o której swego czasu pisał Jan. Bardziej przystępna i łatwiejsza w obsłudze sieć, to sieć rozleniwiająca i ogłupiająca.

Jakich stron internetowych chcemy? Efektownych, świecących się jak choinki i pokazujących potęgę najnowszych stadardów webowych? A może w cenie jest minimalizm (a’la Google), w ramach którego otrzymujemy tylko ubrane w estetyczną oprawę najpotrzebniejsze funkcje? Z czasem pewnie przybędzie i jednych, i drugich. Nie powstrzymamy ewolucji i postępu. Możemy jednak naszym kliknięciem (lub nie) dać do zrozumienia autorom, w którą stronę należy podążać. W końcu to nam ma się podobać efekt ich pracy, czyż nie?