43

Jak Microsoft chciał udowodnić, że Windows 10 nie szpieguje… i jak mu się to średnio udało

Po tym, jak przez Sieć przeszła burza wynosząca Windows 10 na wyżyny, przyszła mało przyjemna dla Microsoftu korekta w formie zamieszek w kwestii prywatności. Ten system operacyjny to zupełnie „inna liga”, jeżeli chodzi o OS-y Microsoftu i „dziesiątka” lubi namiętnie rozmawiać z serwerami Microsoftu. Co im szepce? Na pewno nic takiego, co mogłoby wywołać realne […]

Po tym, jak przez Sieć przeszła burza wynosząca Windows 10 na wyżyny, przyszła mało przyjemna dla Microsoftu korekta w formie zamieszek w kwestii prywatności. Ten system operacyjny to zupełnie „inna liga”, jeżeli chodzi o OS-y Microsoftu i „dziesiątka” lubi namiętnie rozmawiać z serwerami Microsoftu. Co im szepce? Na pewno nic takiego, co mogłoby wywołać realne oburzenie. Jednak w takich sprawach nikt się nie zastanawia. Miecze wyciągnięto z pochew i gigantowi wygrażano.

Bardzo długo ta kwestia była właściwie nierozstrzygnięta. Na Antywebie podaliśmy Wam świetne narzędzia będące właściwie skrótami do wyłączenia pewnych funkcji Windows, które warunkują wzmożone „romanse” systemu z Microsoftem po Sieci. Te rozwiązania świetnie przyjęliście, co stanowi dla nas dowód, że prywatność jest dla Was mimo wszystko bardzo ważna. Dlaczego mimo wszystko? Dlatego, że w obecnych realiach trudno mówić o prywatności absolutnej – walutą za korzystanie z danych usług jest często informacja i z tym niejako zaczęliśmy się już godzić.

Informacje o tym, że Windows 10 prawdopodobnie nas szpieguje wywołały szerokie dyskusje o tym, jak w ogóle wygląda dzisiaj prywatność w Internecie. Nietrudno się domyślić, że z tym jest pewien kłopot. Prawda jest taka, że i Apple i Google i Microsoft zbierają o nas mnóstwo informacji po to, aby na przykład dostosować do nas reklamy, czy ulepszyć usługi opierające się na tym, co zostanie od nas wyciągnięte + to, co znajduje się w Internecie. Cortana chociażby aktywnie korzysta z tego, gdzie się znajdujemy, co robimy, czego używamy. Nie inaczej jest z Google Now. Siri nie nie jest lepsza. A to dopiero wierzchołek góry lodowej.

padlock-597495_1280 (1)

Na blogu Windows wyjaśniono, o co w ogóle chodzi z uporczywym komunikowaniem się komputera z serwerami Microsoftu. Wszystko zostało przez Microsoft ubrane w otoczkę troski o użytkownika – tutaj nie jestem zdziwiony. Komu nie zależy na tym, by oprogramowanie w jego repozytorium nie było ciągle lepsze i lepsze, a praca z systemem bardziej komfortowa? Microsoft w tych kwestiach ma wiele do udowodnienia.

Nie inaczej jest z ustalaniem preferencji – Windows cały czas „nasłuchuje” i analizuje – co podoba się użytkownikowi, jakie słowa wprowadza najczęściej, po jakich i tylko patrzeć, aż będzie bazować głębiej na kontekście. Przechowywanie, przetwarzanie takich danych to ogromna wartość dodana do systemu i pod tym względem Windows 10 nie ma co zarzucać – ten system ma być inteligentnym i takim po prostu jest.

Ale to nie wszystko, czego chcieliśmy się dowiedzieć. No i forma jakaś taka…

keyboard-142332_1280

Microsoft nie odpowiedział między innymi na pytanie, dlaczego skoro ustawienia telemetrii są absolutnie wyłączone, a nawet OneDrive, Windows cały czas szepce coś na ucho serwerom Microsoftu i nie wiadomo co to jest (w tym wypadku Windows łączy się z ssw.live.com). Cały czas jeszcze nad Microsoftem wisi smrodek związany z aktualizacjami dla Windows 7 oraz 8.1, które powodują, że te stają się bardzo gadatliwe, a ponadto, na komputery z tym systemem „profilaktycznie” pobiera się Windows 10, nawet jeżeli nie zarezerwowano aktualizacji w aplikacji dostarczanej drogą Windows Update. Komunikacja dalej leży – wszystko ubrano w mdłą informację o tym, jak Microsoft bardzo troszczy się o użytkowników. Ja mogę o tym wiedzieć nic nie robiąc sobie z trąbiących o szpiegowaniu użytkowników, czy nawet serwisów technologicznych powtarzających bardzo nośne, owszem – bzdury.

Jednak Microsoft widząc taką reakcję powinien pochylić się nad tym tematem bardziej, wyjaśnić dużo więcej. Firma się zmienia, ludzie się zmieniają, ale Microsoft dalej mówi starym, znanym językiem – albo odburknie po prostu „soon”.

Grafika: 1, 2