13

Jak Harry Plinkett podbił internet nabijając się z „Gwiezdnych Wojen”

Podejrzewam, że są wśród Was nie tylko osoby zainteresowane branżą technologiczno-internetową, ale również bardziej przyziemnymi rzeczami, takimi jak książki, muzyka, a może nawet filmy (od czasu do czasu). Podejrzewam również, że wśród czytelników Antyweb znajdzie się kilku fanów „Gwiezdnych Wojen”. Niedawno, w sieci ukazała się wideo-recenzja trzeciego epizodu gwiezdnej sagi – „Zemsty Sithów”. Jest to […]

Podejrzewam, że są wśród Was nie tylko osoby zainteresowane branżą technologiczno-internetową, ale również bardziej przyziemnymi rzeczami, takimi jak książki, muzyka, a może nawet filmy (od czasu do czasu). Podejrzewam również, że wśród czytelników Antyweb znajdzie się kilku fanów „Gwiezdnych Wojen”.

Niedawno, w sieci ukazała się wideo-recenzja trzeciego epizodu gwiezdnej sagi – „Zemsty Sithów”. Jest to ponad 110 minutowy materiał, który w chirurgiczny sposób rozkłada na części trzeci epizod „Gwiezdnych Wojen” (według produkcji ostatni) i pokazuje, że król (George Lucas) jest nagi. Wspomniana recenzja, w ostatnim czasie jest również zjawiskiem internetowym, o którym rozpisują się serwisy i blogi tematyczne.

Dlaczego? Otóż autorzy recenzji – studio Red Letter Media, stworzyli materiał, który choć jest dogłębnie analityczny (już bardziej chyba być nie może) to w prosty, śmieszny, a czasem nawet brutalny sposób opisuje warsztat filmowy Georga Lucasa.

Pierwsza część recenzji „Zemsty Sithów”


Kolejne części znajdziecie tutaj.

Wspomniana recenzja jest także ostatnią częścią cyklu, w którym wcześniej ukazały się również materiał dotyczące „Ataku Klonów” oraz „Mrocznego Widma”. Dla mnie recenzja Red Letter Media to jednak nie tylko kawał świetnej, analitycznej rozrywki, ale również wyraźny sygnał, w którym kierunku podążać będą niezależne produkcje wideo w sieci.

Pozwolę sobie przytoczyć statystyki dotyczące przedostatniej recenzji z cyklu (statystyki recenzji „Zemsty Sithów” nie są publicznie dostępne). Otóż pierwszą część recenzji „Ataku Klonów” (całość składa się z dziewięciu 10-minutowych klipów), w ciągu ostatnich 9 miesięcy obejrzało prawie 1,5 mln widzów (na YouTube). Biorąc pod uwagę specyfikę, tematykę i długość materiału, wynik jest według mnie rewelacyjny. Szczególnie, że jest to produkcja złożona z fragmentów innego filmu, a nie dzieło autorskie.

Z kolei recenzja „Mrocznego Widma” (dokładnie jej pierwsza część), przez 13 miesięcy obecności w sieci, obejrzana została przez prawie 3 mln internautów. Co prawda, w obu przypadkach występuje zjawisko spadku oglądalności kolejnych części tej samej recenzji. Obserwując jednak inne, podzielone na rozdziały produkcje internetowe stwierdzam, że to normalne. Mniej więcej 1/2-1/3 widzów jest w stanie obejrzeć całość.

Recenzje Red Letter Media są przykładem tego, że również dłuższe produkcje o bardzo wąskiej tematyce mają szanse odnieść sukces w sieci. Autorzy cyklu wykorzystali go nie tylko do promocji swojego studia (oraz innych jego produkcji), ale w celach stricte komercyjnych.

Po pierwsze same emisje w sieci generują przychód z systemów reklamowych stosowanych przez YouTube oraz inne serwisy wideo, w których dostępne są recenzje. Po drugie, studio prowadzi własny sklep z gadżetami, który prawdopodobnie nie generuje jakiś astronomicznych przychodów, ale Amerykanie kupują takie rzeczy. Po trzecie, promocja studia to także szansa na kontrakty dla firmy w bliższej lub dalszej przyszłości.

Ciekawe czy Lucas oglądał którąkolwiek z recenzji Red Letter Media?