278

Sprawdziłem jak pod koniec 2020 roku działają dostawy Poczty Polskiej w porównaniu z inPostem. Nic się nie zmieniło, wciąż jest dramatycznie źle

Mimo wieku, chyba wciąż jestem bardzo naiwny. Myślałem, że może zmiany, jakie dokonują się od lat na rynku dostaw przesyłek wpłynęły jakoś pozytywnie na usługi Poczty Polskiej. Okrutnie się pomyliłem.

Moje zdanie o Black Friday znacie, ale jednak udało mi się w tym roku złapać w lepszej cenie jeden produkt, na którego zakup szykowałem się od kilku miesięcy. A skoro już zacząłem kupowanie, to tego samego dnia nabyłem również 3 inne przedmioty – jednak już bez „czarnopiątkowych” promocji. Dawno nie robiłem tak dużych zakupów w sieci, postanowiłem więc sprawdzić, jak wypadnie usługa dostawy przez Pocztę Polską na tle Paczkomatów InPostu. Oferta była dość kusząca, bo w jednym ze sklepów za przesyłkę tym sposobem musiałem zapłacić równe 0 złotych – podejrzewam więc, że wiele osób decyduje się skorzystać z takiej oferty. No bo po ludzku, po co płacić za coś, co można mieć za darmo? Przy zamawianiu dojrzałem, że doręczenie może trwać aż 4 dni, więc byłem prawie pewien, że InPost i ich paczkomaty będą szybsze, nie spodziewałem się jednak, że w 2020 roku o tyle szybsze. I nie ma tu znaczenia, czy Poczta Polska oferuje lepsze usługi pod jakąś inną nazwą – test może nie był idealny, ale życiowy i to moim zdaniem jego największa wartość.

Sprzedawcy są szybcy, zaskakująco szybcy

Myślę, że dawno już minęły czasy kiedy trzeba było czekać długie dni aż duży sklep zaksięguje wpłatę (a to dzięki szybkim przelewom, BLIKom i tym podobnym), przygotuje zamówienie i przekaże je do wysyłki. Nie ma tu znaczenia, że 3 z 4 zakupów realizowane były za pomocą kont sklepów na Allegro, pieniądze dzięki szybkiemu przelewowi trafiły do wszystkich odbiorców tak samo szybko). Tylko jeden ze sklepów pokpił sprawę i nie nadał przesyłki tego samego dnia – w piątek 27.11.2020 roku. Ale rozumiem, były jakieś problemy z dostępnością – wysłali maila, przeprosili, zapytali jak mogą mi to wynagrodzić. Miło, ale jednocześnie wypadł mi z testu jeden sprzedawca, na szczęście ten z Paczkomatem. Co zabawne, mimo kilkudniowej obsuwy i tak dostałem jego produkt szybciej niż produkt sklepu, który wysłał mi go za pośrednictwem Poczty Polskiej.

Mamy więc w trzech przypadkach (1x Poczta Polska, 2x InPost Paczkomat) termin nadania 27.11.2020 w mniej więcej tych samych godzinach. Ale dodam, że sklep z wysyłką Pocztą wprowadził paczkę do systemu najwcześniej, co pozwoliło na nadanie tego samego dnia – niestety już w godzinach wieczornych. Patrząc na statusy z InPostu, podobnie zrobiły pozostałe sklepy. Dodatkowo na niekorzyść każdej z przesyłek wpływał weekend, ale jak się okazuje nie musi to wcale być przeszkodą.

Jakież było moje zdziwienie kiedy pierwszy z zamówionych produktów pojawił się w Paczkomacie już w poniedziałek, 30 listopada – w dodatku o godzinie 8:45.

Drugi następnego dnia – we wtorek 1 grudnia, o godzinie 7:35

Trzecia – dokładnie ta, której dotyczyły wcześniejsze przeprosiny i informacja o opóźnieniu w nadaniu przesyłki, 3w grudnia godzinach popołudniowych. Towar został natomiast nadany 2 grudnia.

Tak, dobrze widzicie – nie wspomniałem o przesyłce, która miała zostać doręczona za pośrednictwem Poczty Polskiej. Tu bowiem status od piątku był dokładnie ten sam i urywał się w sobotę 28 listopada z treścią „Przesyłka w transporcie”.

Żaden ze sklepów nie miał przewagi, bowiem żaden nie wysyłał towaru w obrębie tego samego miasta, co sprawiło, że pierwszą dostawą byłem nie tyle zaskoczony, co wręcz zszokowany, w końcu był to poniedziałek, zaraz po weekendzie.

Napiszecie, że powinienem wyrównać szanse i zamówić przynajmniej dwa towary z wysyłką przez Pocztę Polską – szczerze? Po tych przygodach nigdy więcej nie skorzystam z ich usług do czegokolwiek innego niż wysłanie listu, choć i tu postaram się poszukać alternatywy.

Czy przesyłka do mnie dotarła? Trochę tak, a trochę nie

Przez praktycznie cały tydzień status mojej przesyłki realizowanej przez Pocztę Polską wyglądał tak i w ogóle się nie zmieniał. W piątkowy poranek wyglądał identycznie jak w poniedziałek, wtorek, środę i czwartek.

Zerknąłem do niego dopiero w okolicach godziny 12:30-13:00 w piątek, ale dopiero po tym, jak po pół dnia siedzenia w domu i czekania na przesyłkę, która może dotrze do mnie właśnie dziś, zszedłem wyrzucić śmieci.

Jakież było moje zaskoczenie kiedy otworzyłem skrzynkę na listy. Obok papierowej korespondencji z banku (list bez potwierdzenia odbioru i znajduję podobny w skrzynce co miesiąc) leżało…AWIZO. Z datą, bez godziny. „list polecony”, „duży”. Z adresem mojej cudownej placówki pocztowej (o niej za chwilę) – ewidentnie wypisany przy biurku, a nie na ścianie czy kolanie, charakter pisma jest zbyt ładny, a litery zbyt dokładne napisane.

Stało się więc dokładnie to, co działo się kiedyś, kiedy jeszcze korzystałem z usług Poczty Polskiej. Listonosz nie miał mojej przesyłki, miał awizo, które wrzucił do skrzynki. Skąd ta pewność? Bo nigdy nie dostałem od niego nic innego niż list – i ja nie mam do niego pretensji, to bardzo fajny i miły człowiek, ale skoro zawsze widzę go z małą torbą i listami, a nigdy paczkami – to czemu tym razem miałby zrobić wyjątek? Rozumiem, że to odgórne założenie, że po paczki przychodzi się na pocztę. I co z tego, że przecież usługa, z której skorzystałem to dostarczenie przesyłki do domu, a nie do placówki poczty.

Szlag mnie trafił tak samo, jak trafiał kiedyś. Dlaczego? Bo w 2012 roku jakaś tęga głowa decydowała, do której placówki pocztowej przypisać mój blok. I nie uznała, że może warto wybrać dla mnie i moich sąsiadów najbliższą pocztę będącą w odległości 750 metrów. Zamiast tego dorzuciła mój blok do placówki będącej w odległości 2,4 km. Ale pal licho odległość, to chyba najgorsza poczta z jakiej kiedykolwiek korzystałem. Ciasna, zawsze pełna ludzi i mimo systemu numerków zmuszająca do czekania na obsłużenie od 30 minut wzwyż. Zapytałem tam nawet kiedyś dlaczego ponownie mimo tego, że cały dzień byłem w domu nie dostałem przesyłki, tylko AWIZO. Dwa razy. I dwa razy moje pytanie zostało całkowicie zignorowane. Piszę ten artykuł w piątkowy wieczór, dochodzi godzina 18:00, a ja powoli zbieram się na pocztę po swoją przesyłkę…ale jeszcze raz spojrzałem na awizo.przesyłkę można odebrać od dnia jutrzejszego„.

Jutro jest…sobota, wskazana placówka poczty jest zamknięta, co też potwierdza informacja na stronie https://pocztawarszawa.pl/.

Przesyłka w okolicach godziny 17:15 otrzymała status „Awizo – przesyłka do odbioru w placówce”. Co ciekawe z godziną 15:03, był on więc w „limbo” ponad dwie godziny. Nie ma informacji kiedy odebrać przesyłkę, trudno więc ocenić co ma większą moc – status na stronie, czy standardowa pieczątka na awizo.

Ostatecznie zaryzykowałem, co jak się okazuje, rozwija dodatkowo całą przygodę. Kiedy już dotarłem do okienka, rozmowa wyglądała mniej więcej tak:

– Dzień dobry, chciałbym odebrać przesyłkę. Proszę, oto awizo i dowód osobisty.
– Ale to z dzisiaj, musi pan przyjść jutro.
– Ale jutro jest sobota i poczta jest zamknięta.
– To w poniedziałek. Tu jest napisane – w następny dzień roboczy.
– Nie widzę na awizo słów „następny dzień roboczy”. Poproszę moją przesyłkę, w statusie na stronie internetowej poczty widnieje informacja, że można odebrać przesyłkę w placówce. Siedziałem cały dzień w domu, listonosz najprawdopodobniej nie miał jej przy sobie, bo nie dzwonił ani domofonem, ani do drzwi mieszkania.
– Proszę pana, listonosz nie miał pana przesyłki, bo nie ma obowiązku nosić dużych przesyłek, a to jest duża przesyłka. Proszę zobaczyć, tu jest zaznaczone, że duża.

Chwila przerwy. Tak według Poczty Polskiej wygląda duża przesyłka:
– Proszę pani, ja nie wiem czy ona jest duża czy mała, bo nie widziałem jej na oczy. Jest u państwa w placówce, więc to raczej pani wie jaki ma rozmiar. Proszę o wydanie przesyłki.
– Nie mogę panu wydać przesyłki, bo jest nierozliczona.
– Ale z kim jest nierozliczona? Bo chyba tylko ze mną. Raczej nie z listonoszem, przecież sama pani przed chwilą powiedziała, że nie miał jej ze sobą, to z czego będzie się pani z nim rozliczała?
– Nie mogę wydać panu przesyłki, muszę ją rozliczyć. Nie mogę jej dziś rozliczyć.
– Proszę pani, to jest niepoważne. Zamówiłem usługę, według której macie państwo dostarczyć moją przesyłkę od nadawcy na mój adres, który jest wskazany na niej i na awizo. Nie zamawiałem usługi dostarczenia przesyłki do placówki poczty więc już tu nie dopełniliście państwo usługi. Przesyłka jest u państwa na miejscu, proszę mi ją wydać.

Zanim skończyłem mówić pojawiła się druga pani z poczty, która w niezbyt miłym tonie powiedziała:

– PAN MI TO DA!

Dałem jej „TO”. Mniej więcej przez 4-5 minut słuchałem jak pani z poczty, która wzięła moje awizo, przewalała coś w pomieszczeniu obok, z taką gracją, że słuchać było tylko „łup, łup, łup, łup”. Po chwili zaproszono mnie do wypisania się w książce odbiorów, wydano moją przesyłkę – podziękowałem, powiedziałem dobranoc i wróciłem do domu. 2,5 kilometra.

Poczta Polska na koniec 2020 roku? Nie polecam. Ale nie, nie jestem zdziwiony – nie da się oczekiwać dobrych usług od „firmy”, która nie musi się martwić konkurencją. Będzie nierentowna? To dostanie zastrzyk z budżetu państwa, przecież nie musi walczyć z innymi podmiotami i zachęcać klientów jakością czy szybkością usług.

Ale żeby było jasne – to, że korzystam regularnie z Paczkomatów InPostu i zasadniczo je sobie chwalę, to też nie jest idealnie. Zdarzało się, że nie działał ekran dotykowy i nie udało mi się odebrać paczki. Trzykrotnie musiałem wpisywać numer telefonu i kod PIN, bo aplikacja nie była w stanie otworzyć skrytki. Zdarzają się też dostawy do okolicznych paczkomatów, choć wtedy kolejnego dnia przesyłka ląduje już w moim kiedy przestaje być on przepełniony. Najgorsze jest niestety okres przedświąteczny gdzie trzeba odstać swoje na mrozie pod ciężarówką InPostu i odebrać paczkę osobiście. Choć i tak za każdym razem trwa to krócej niż na mojej poczcie, tylko jest trochę chłodniej.

Aktualizacja

Jestem właśnie po rozmowie z „moim” listonoszem. Ustaliliśmy, że musieliśmy się tego dnia rozminąć – faktycznie, przyznaję, nie było mnie przez krótką chwilę w domu -(co w pewnym sensie smutne, tego dnia przyjąłem bowiem 2 albo 3 kurierów ze służbowymi paczki ze sprzętem, więc można mówić o pechu). Okazuje się też, że w placówce pocztowej zostałem wprowadzony w błąd i moja przesyłka była w posiadaniu listonosza. Dowiedziałem się również, że na poziomie rozdysponowywania przesyłek zwykłych podejmowana jest decyzja, czy zmieści się ona w skrzynce pocztowej i jeśli tak – jest do niej wrzucana (czyli jeśli zamawiacie coś małego np. z Aliexpress, wszystko zależy od rozmiaru koperty) – jeśli nie, zostaje w placówce. Przesyłki polecone są natomiast w posiadaniu listonosza. Pana listonosza serdecznie pozdrawiam życząc Wesołych Świat i spokojnej pracy.

Skontaktowała się również z nami rzecznik prasowy Poczty Polskiej:

Uprzejmie informuję, że dokonał Pan porównania dwóch zupełnie różnych rodzajów przesyłek – listu poleconego z przesyłkami kurierskimi naszej konkurencji. List polecony jest usługą powszechną, regulowaną przez prawo pocztowe, z przewidywanym czasem doręczenia, który zależy od rodzaju listu (priorytet lub ekonomiczny). Poczta Polska daje klientom duży wybór rodzajów przesyłek, rozumiemy, że nie zawsze kupujący ma wpływ na rodzaj przesyłki, którą wybiera sprzedawca, jednak, jeśli jest taka możliwość zalecamy aby skorzystać z naszych usług kurierskich, które są bardziej adekwatne do wysyłania towarów zamawianych w e-sklepach i mają gwarantowane terminy doręczenia.  W przypadku usługi kurierskiej można wybrać także opcję dostawy pod wskazany adres lub w punkcie odbioru.

W przypadku tej konkretnej przesyłki nie miałem możliwości skorzystania z żadnej innej usługi z oferty Poczty Polskiej – więc tak, jak napisała Pani Rzecznik, warto samemu zgłębić informacje dotyczącą tego, jak zostanie w tym wypadku wysłany towar.