28

Nabroiłeś? To napraw błąd (nie dotyczy Apple)

Od kilku dni śledzę z zapartym tchem doniesienia na temat iPhone’a 5 i zaczynam dochodzić do wniosku, że atmosfera wokół nowego smartfonu nie przypomina tej, jaka towarzyszyła np. sprzedaży poprzednich modeli (zwłaszcza iPhone’a 4S). Niby wszystko jest ok (smartfon jest szybszy, wydajniejszy, ładniejszy i w ogóle lepszy od wszystkiego, co do tej pory stworzył człowiek), […]

Od kilku dni śledzę z zapartym tchem doniesienia na temat iPhone’a 5 i zaczynam dochodzić do wniosku, że atmosfera wokół nowego smartfonu nie przypomina tej, jaka towarzyszyła np. sprzedaży poprzednich modeli (zwłaszcza iPhone’a 4S). Niby wszystko jest ok (smartfon jest szybszy, wydajniejszy, ładniejszy i w ogóle lepszy od wszystkiego, co do tej pory stworzył człowiek), ale pojawia się coraz więcej krytyki. Albo faktycznie coś jest na rzeczy i Apple nie ustrzegło się wpadek albo Internet przejęli Polacy (mamy narzekanie we krwi, więc krytyka korporacji z Cupertino byłaby czymś normalnym). Innego rozwiązania nie widzę.

Przedwczoraj świat obiegła informacja, że Apple w pierwszy weekend sprzedało 5 mln nowych smartfonów. Czytałem oficjalną notkę firmy i myślałem, że po raz kolejny dowiedli, iż są skazani na sukces (nawet bez Steve’a Jobsa). Doszedłem nawet do wniosku, że taki wynik jest po prostu miażdżeniem konkurencji, która ma nikłe szanse na to, by go powtórzyć. Zaraz potem trafiłem jednak na tekst kolegi z branży, który przyjrzał się sprawie bliżej i przeczytał opinie analityków. A ci zachwyceni nie byli. Dlaczego? Ponieważ ich zdaniem, 5 mln nie jest satysfakcjonującym wynikiem. To tylko o 1 milion więcej, niż w przypadku pierwszego weekendu iPhone’a 4S.

Do tej pory Apple zawsze sprzedawało w pierwszy weekend dwa razy więcej smartfonów, niż rok wcześniej. Czyli w tym roku powinno to być 8 mln. Niby wpadka, ale idąc tym tokiem rozumowania musielibyśmy wymagać od firmy, by za kilka lat sprzedawała kilkadziesiąt milionów smartfonów w 2-3 dni. Inna sprawa, że zeszłoroczny wynik w dużej mierze był rezultatem przykrej okoliczności – śmierci legendarnego CEO korporacji. W tym roku nie było „emocjonalnej bomby” (przynajmniej nie o tak wielkiej sile rażenia) i mieliśmy po prostu do czynienia ze zwykłą sprzedażą. I nadal uważam, że osiągnęli świetny wynik (o ile to prawda). Sama sprzedaż jest jedną z wielu poruszanych ostatnio kwestii. Dużo większe emocje wywołują problemy z nowym sprzętem.

Od piątku czytam, że nowy smartfon ma problemy m.in. z Wi-Fi, ekranem (i to w kilku aspektach) oraz farbą na obudowie (o deficycie słuchawek już nawet nie wspomnę). Zapewne w większości przypadków mamy do czynienia z wadami, które dotyczą małej liczby smartfonów – usterki pojawiają się we wszystkich urządzeniach i nie da się ich całkowicie wyeliminować. Jednak wspomniana farba (zakładam, że większość kojarzy temat, ale przypomnę – użytkownicy smartfonów i testerzy narzekają na odpryski, które szybko pojawiają się na obudowie urządzeń; widać to zwłaszcza na czarnych modelach) zaczyna urastać do rangi poważnego problemu. I to nie tylko za sprawą częstego występowania.

Jeden z użytkowników iPhone’a 5 napisał do Phila Schillera (jeden z top menedżerów Apple) z informacją, dotycząca owych odprysków i pytaniem o ewentualną eliminacje problemu. Wiceprezes firmy udzielił krótkiej i klarownej odpowiedzi, stwierdzając, że w przypadku aluminium takie zadrapania są czymś naturalnym. Odpowiedź godna prawdziwego mistrza. Muszę przyznać, iż przypomina mi ona w pewnym stopniu styl wypowiedzi znanego polskiego polityka. Lubię go słuchać z jednego powodu – bawi mnie, a ja nigdy nie wiem, czy owe żarty powstają z rozmysłem, czy wychodzą mu naturalnie i nieświadomie. Podobnie jest w tym przypadku – jestem ciekaw, czy Schiller zaszalał w tym przypadku z pełną świadomością tego co pisze?

Trzeba mu przyznać, że ukręcił spory bicz na swoją firmę, z którego korzystają już krytycy Apple. Podkreślają oni „olewatorski” stosunek producenta do klienta i przypominają postępowanie HTC, które także miało problem z odpryskującą farbą w swoim flagowcu, ale szybko przeprosiło i naprawiło błędy. W przypadku Apple sprawa wygląda trochę inaczej. Ale czy to może mieć wpływ na notowania firmy? Rzucam okiem na wykres i… okazuje się, że akcje firmy tracą na wartości (zapewne nałożyło się na to kilka czynników).

Być może jest to zbyt śmiałe założenie i za chwilę okaże się, że byłem w błędzie, ale Internetu (i rynku) nie opanowali Polacy – możliwe, że Apple po prostu ma kłopot. I nie wie, jak sobie z nim poradzić.

Źródła zdjęć: memgenerator.pl, gsmarena.com