Końcówka tego roku bez wątpienia należy do Gwiezdnych Wojen. Zanim jednak w grudniu fani ruszą do kin, już za kilka dni będą mogli samodzielnie wziąć udział w bitwach o galaktykę. Niektórzy już mogą – w tym i ja. Pełna wersja Star Wars: Battlefront została udostępniona 12 listopada wszystkim posiadaczom konsol Xbox One, którzy opłacają abonament […]

Końcówka tego roku bez wątpienia należy do Gwiezdnych Wojen. Zanim jednak w grudniu fani ruszą do kin, już za kilka dni będą mogli samodzielnie wziąć udział w bitwach o galaktykę. Niektórzy już mogą – w tym i ja.

Pełna wersja Star Wars: Battlefront została udostępniona 12 listopada wszystkim posiadaczom konsol Xbox One, którzy opłacają abonament EA Access. Dokładnie tydzień przed premierą. Nie jest to jednostkowy przypadek, bo na analogicznych zasadach udostępnione były również Need for Speed oraz FIFA 16.

Gdzie tkwi haczyk? Gra jest w pełnej wersji i użytkownik ma dostęp do wszystkich opcji oraz trybów. Niestety może grać w sumie tylko 10 godzin. Tylko lub aż. Ten czas wystarczyłby do przejścia trybu fabularnego w niejednej produkcji.

Niech moc…

W Battlefroncie takie trybu nie ma. Nie znaczy to jednak, że w pojedynkę nie zagramy. Twórcy udostępnili nam trzy tryby. Pierwszy to szkolenie, w którym zapoznamy się z mechanizmami rozgrywki. W drugim (bitwy) możemy toczyć boje z botami i/lub drugim graczem na podzielonym ekranie. Split screen jest również dostępny w trzecim z trybów (przetrwanie), gdzie musimy odpierać kolejne grupy coraz to potężniejszych przeciwników. Wielki plus dla DICE za wprowadzenie opcji zabawy przy jednej konsoli. W większości gier AAA można o tym dziś zapomnieć, a tu proszę – fantastyczna niespodzianka.

Kluczową rolę odgrywa tutaj jednak multiplayer, bo to pod niego tworzono grę. Niestety tutaj już na podzielonym ekranie grać nie możemy, a szkoda. Nie znaczy to jednak, że będzie nudno. Jako rozgrzewkę możemy rozegrać potyczkę, a więc drużynowy deathmatch, w którym rywalizują ze sobą dwie drużyny po 10 graczy. Potem przechodzimy to poważniejszej zabawy. W trybie ładunek musimy wzajemnie wykradać sobie skrzynie z zasobami. W strefie zrzutu walczymy o kapsuły ze sprzętem – wygrywają ci, którzy zdobędą ich więcej. Trybu zatytułowanego Atak AT-AT chyba tłumaczyć nie trzeba. Wcielimy się tutaj w broniących bazy rebeliantów lub szturmujące imperium. Możemy też zabawić się w walkę w przestworzach w trybie eskadra. Ciekawie zapowiada się pogoń za droidami, gdzie warunkiem jest przecięcie i utrzymanie kontroli nad robotami. Mnie zaintrygował natomiast tryb łowy na bohatera, gdzie jedna osoba  wciela się w herosa, a reszta próbuje go dopaść. Rozwinięciem tego są bohaterowie i złoczyńcy, gdzie walczą ze sobą mieszane drużyny herosów oraz zwykłych żołnierzy. Tutaj kuleje trochę balans, bo pojedynczy szeregowiec nie ma najmniejszych szans w starciu z bohaterem. Otrzymujemy więc punkty nie za zabijanie herosów ale za same trafienie. Z jednej strony to oczywiste, ale z drugiej potrafi być też bardzo frustrujące.

Najważniejszy i najbardziej efektowny tryb to jednak Supremacja, gdzie drużyny liczą po 20 osób. Zadaniem każdej z nich jest zdobycie i utrzymanie punktów kontrolnych. W walkach biorą udział zarówno bohaterowie jak i pojazdy, więc mamy do czynienia z wojną totalną. Muszę przyznać, że robi to ogromne wrażenie.

featuredImage.img (1)

O co z tymi bohaterami chodzi? Gra na pierwszy rzut oka jest jedynie kosmicznym shooterem, w którym strzelają do siebie szturmowcy i rebelianci. Nic z tych rzeczy. Twórcy zadbali o solidny zestaw pojazdów: X-Wingi, A-Wingi, roboty AT-ST oraz AT-AT, a nawet skutery repulsorowe znane z walk prowadzonych w lasach Endoru. Do tego wszystkiego dodajemy system bohaterów. W niektórych trybach wcielamy się w nich od razu, a w innych musimy mieć po prostu szczęście. Zebranie znacznika na mapie może (ale nie musi – znacznie częściej będzie to wyrzutnia rakiet lub stacjonarne działko do rozstawienia) przekształcić nas w Dartha Vadera, Hana Solo, Luke’a Skywalkera i wielu innych bohaterów starej trylogii. Nie trwa to wiecznie i na zabawę mamy określony czas (pasek możemy odnawiać poprzez zabijanie przeciwników), ale jest niesamowicie satysfakcjonujące.

z ekranu Soczysty klimat wylewa się

Zresztą cały Battlefront taki jest. Rozgrywka dostarcza naprawdę dużo frajdy – rzecz jasna najwięcej fanom gatunku. Strzelanie z blasterów zostało dopracowane niemal do perfekcji. Klimat Star Wars udało się utrzymać w jednej całości – wręcz wylewa się on z ekranu. Czy naprawdę trzeba czegokolwiek więcej? Jeśli tak, to nie można pominąć zestawu ekwipunku, w skład którego wchodzą granaty, karabiny, bomby błyskowe, a także kusze używane przez… wszyscy wiemy kogo. Szkoda tylko, że tak go mało.

Gameplay został uproszczony do granic możliwości. Amunicja? Nieskończona. Życie? Odnawiające się. Przeładowywanie? Po co? Na naszej głowie jest zatem tylko to, by przeżyć. Warto przy tym nie przegrzewać blastera zbyt długimi seriami, bo wówczas nieco utrudnimy sobie realizację tego planu. A jeśli się nam znudzi to zawsze możemy zasiąść za sterami X-Winga i polować na Tie Fightery lub objąć kontrolę nad AT-ST i spacyfikować ukrywających się w lesie rebeliantów. W obu przypadkach gra się bardzo przyjemnie. Choć trzeba zauważyć, że fizyka podczas sterowania statkami kosmicznymi nieco kuleje.

featuredImage.img (2)

Battlefront nie jest standardowym shooterem z nakładką graficzną. To zupełnie nowa gra, gdzie wiele elementów oglądamy pierwszy raz. Mowa tutaj m.in. o systemie rozwoju bohatera, w którym możemy zdobywać karty ze specjalnymi umiejętnościami (granaty, snajperki, wyrzutnie rakiet, a w przypadku bohaterów rzucanie mieczem świetlnym, duszenie itp.). Ich rola na polu bitwy jest nieoceniona. Inne mapy, inna mechanika rozgrywki oraz wszechobecny klimat – naprawdę grzechem jest nazwać Battlefronta farbowanym Battlefieldem.

Twórcy zadbali o to, aby próg wejścia był tutaj możliwie najniższy. Całość oparto na systemie rang (poziomów) dających dostęp do nowych kart, broni itp oraz serwujących zastrzyk gotówki. Zaczynamy co prawda jako zwykły, szeregowy żołnierz, ale już po przejściu szkolenia i rozegraniu kilku pierwszych bitew zdobędziemy fundusze na nowe karty ze specjalnymi umiejętnościami, personalizację postaci lub nowe blastery. Tych w sumie jest niestety niezbyt wiele, bo 11.

Od strony wizualnej Battlefront wygląda nieźle. Nie jest to może majstersztyk, ale nie napisałbym, że gra jest brzydka (choć ładna też nie). Modele postaci prezentują się przyzwoicie. Podobnie jak same mapy. Te wypełniono po brzegi atrakcjami i platformami. Łącznie naliczyłem ich 9, co nie jest zbyt imponującą liczbą. W większości są to lokacje dobrze znane z filmów, więc można się tutaj poczuć naprawdę niesamowicie. A dodajcie do tego udźwiękowienie, które również jest w pełni odwzorowane. Blaster brzmi jak blaster, miecz świetlny naturalnie brzęczy, a w tle słychać melodie wyciągnięte prawdopodobnie żywcem w filmów. Fan Star Wars poczuje się jak w raju.

featuredImage.img

Niech żyje galaktyczne imperium!

Battlefront jest świetny. Po pięciu godzinach spędzonych przy grze jestem bardziej niż usatysfakcjonowany. Mam wrażenie, że fani Star Wars właśnie otrzymali grę swoich marzeń. Ja się tak dobrze nie bawiłem od czasów Jedi Knight: Jedi Outcast. Po nieco mniej udanym Jedi Academy nie natrafiłem już na shootera osadzonego w tej konwencji, który by mnie tak mocno wciągnął.

Nie każdemu jednak konwencja Gwiezdnych Wojen musi odpowiadać. Nie-fani prawdopodobnie w Battlefroncie nie znajdą “tego czegoś”, co jest tak oczywiste dla każdego, kto uwielbia sagę Lucasa. Fanów może natomiast odstraszyć zupełny brak fabularnego trybu dla pojedynczego gracza. Tak naprawdę Battlefront bazuje jedynie na tym, co było w filmach i nie dopowiada zbyt wiele od siebie.

Gra nie jest przy tym idealna. Mogłaby wyglądać lepiej, a także oferować nieco więcej broni, granatów itp. Chętnie zobaczyłbym też większą liczbę bohaterów – stara trylogia ma kilka ciekawych postaci, które warto by wykorzystać w tej roli. Nie są to jednak wady, które mogłyby w jakikolwiek sposób odrzucać lub zniechęcać do gry.

Twórcy Battlefronta mają doskonały „timing”. Ich gra debiutuje bowiem w gorącym okresie, gdy wszędzie wokół zaczynają nas atakować reklamy i akcje promocyjne, w których wykorzystywane są Gwiezdne Wojny. Nie jesteśmy jeszcze jednak nimi na tyle zmęczeni, by filtrować jakiekolwiek nowe informacje. Tym samym nowa gra DICE może popłynąć na tej fali aż do wielkiego sukcesu. Szczególnie, że będzie to zarazem pierwsza produkcja wykorzystująca też fabularne elementy z „Przebudzenia Mocy”. Nastąpi to jednak dopiero w grudniu. Wówczas Battlefront otrzyma DLC „Bitwa o Jakku” z dwiema nowymi mapami.

 

Konkurs

Zakładam, że też chętnie zagralibyście w Battlefronta już teraz. Poniżej zamieszczam zatem pięć kodów na miesięczny EA Access na Xboksie One. Wystarczy, że w polach oznaczonych znakiem zapytania wstawicie odpowiedni symbol (literę lub cyfrę) i kod jest Wasz. Proszę tylko, dajcie znać w komentarzach, które kody wykorzystaliście. Dzięki niemu będziecie mogli spędzić 10 godzin przy Gwiezdnych Wojnach i tyle samo przy nowym Need for Speed oraz FIFA 16. Subskrypcja daje dostęp też do krypty z bezpłatnymi (na czas trwania abonamentu) grami, wśród których są m.in. Dragon Age: Inkwizycja, Battlefield Hardline czy FIFA 15. Opłacam EA Access od roku i z czystym sumieniem mogę go polecić jako świetną alternatywę dla kosztujących krocie konsolowych produkcji. Oczywiście jest on dostępny tylko na Xboksa One, więc posiadacze PS4 muszą obejść się smakiem.

  1. N3D76-VKHBP-QVF2T-?KRKG-TJFFF
  2. NCJWC-77WJX-F62FY-FP6DQ-C367?
  3. DTF2V-XWNWV-8P2BY-R7QRB-F?BRF
  4. P?N8Y-WC3DM-2WP7T-928CR-YTCMR
  5. XRNR6-DYTKX-DCVTW-FWFV?-GCPMR