43

Czas pożegnać stare, dobre iPhone’y, ale czy lepsze nie jest wrogiem dobrego?

Podobno zeszłoroczna konferencja, na której pokazano iPhone'a X, była najważniejszą w historii tego urządzenia. Owszem, po raz pierwszy znacząco zmienił się sam smartfon, ale Apple nie było(?) gotowe na kompletne odświeżenie swojej oferty. Zrobi to w tym roku, dzisiejszego wieczoru i to właśnie dziś zostanie zamknięty pewien rozdział w historii iPhone'a.

Jeśli pamięć mnie nie zawodzi, to po raz pierwszy na żywo śledziłem premierę iPhone’a 4 – problemy z Wi-Fi i tradycyjne show, jakie odstawił Steve Jobs były nie do zapomnienia. Przez moje ręce przewinęły się wszystkie modele telefonu Apple, ale nie wszystkie zostawały na dłużej.

Wraz z upływem czasu do wymiany urządzenia dochodziło u mnie coraz rzadziej – w pewnym momencie mało kto był w stanie uwierzyć w to, że ja nadal używam 4-calowego iPhone’a 5, które wspierało Apple udostępniając kolejne wersje iOS-a długo po jego premierze. iPhone 6 powrócił do obłych kształtów sprzed czwórki piątki, ale znacząco urósł (o wersji Plus nie wspominając). Te 0,7 cala wygląda na papierze mało imponująco, ale każdy kto wymienił iPhone’a 5, 5S, 5c lub SE na jeden z modeli od 6 wzwyż doskonale zdaje sobie sprawę, jak duże znaczenie mają te niecałe 2 centymetry przekątnej. Kolejne modele były wręcz nudne i o tym się ciągle powtarzało – Apple jakby nie mogło wyrwać się z letargu, tylko delikatnie usprawniając i zmieniając wygląd swojego smartfona. Aż nadszedł iPhone X. Dziesięć, nie „iks”.

A warto wbić sobie to do głowy, bo od dzisiejszego wieczora będziemy mówić o modelu „dziesięć S”, a nie „iks s”. Tak było przez lata, gdy mówiliśmy o  3GS, 4S, 5S czy 6S. Wracamy więc do tradycyjnego nazewnictwa, ale to jedyny ślad po tym, jaki iPhone był kiedyś. Definitywnie żegnamy bowiem przycisk Home – znak rozpoznawczy smartfonów z nadgryzionym jabłkiem na obudowie. W efekcie musimy pomachać na do widzenia także Touch ID, które najwyraźniej nie wróci jeszcze pod postacią czytnika wbudowanego ekran. Piszę „jeszcze” bo wciąż tli się nadzieja na zastosowanie takiego rozwiązania w kolejnych modelach (gdy większa część użytkowników dostrzeże niedoskonałość Face ID i zapragnie powrotu wygodnego, klasycznego czytnika odcisku palca). Wiele mówi się także o pozbyciu się 3D Touch, który wraz z haptycznymi odpowiedziami jest jedną z moich ulubionych cech iPhone’a oraz iOS-a. Niska popularność, wynikająca po części z nieudolnego przedstawienia nowinki użytkownikom, przyniesie koniec jednemu z najciekawszych wynalazków Apple. Szkoda.

Ale żebym nie został źle zrozumiany. Nie chcę kolejnego, takiego samego iPhone’a. Apple nareszcie stawia prawdziwy krok naprzód, a o tym jak ogromny wpływ wciąż ma na cały rynek mogliśmy się przekonać na przestrzeni ostatnich kilkunasty miesięcy, gdy ograniczenia technologiczne, których następstwem było wcięcie w ekranie, okazały się wzorem do naśladowania dla wielu producentów. Oczywiście Apple nie było pierwsze – nie mówię, że tak jest – ale trudno zaprzeczyć temu, że to właśnie za sprawą iPhone’a X ostatnie miesiące na rynku mobilnym wyglądały tak, jak wyglądały.

Wolałbym, żeby wcięcia nie było. Wolałbym, żeby Touch ID było nadal dostępne (może w logo na tylnym panelu, skoro nie w ekranie?). Wolałbym, żeby iOS pozwalał na zmianę domyślnych aplikacji. Dual-sim w iPhone nie wydaje mi się potrzebny. Lista życzeń jest długa, ale o ile zeszłoroczna premiera mnie w tak optymistyczny nastrój nie wprawiła, tak tym razem chyba zdołam przekonać się do któregoś z modeli. Może to będzie nawet iPhone Xc Bring it on, Apple.

Od dawna nie cieszyłem się tak na wydarzenie, podczas którego Apple pokaże nowe modele iPhone’a. Te prezentacje wciąż mają w sobie coś wyjątkowego, a premiera z jednej strony nie do końca nowych, ale z drugiej strony kompletnie nowych smartfonów będzie czymś szczególnym. Bądźcie z nami tego wieczoru – liveblog z relacją na żywo ruszy przed 19:00, a poza nim planujemy dla Was mnóstwo świetnych tekstów!