37

iPhone SE vs Pixel 4a – pojedynek, którego wygranymi będą konsumenci

Rok 2020 jest przełomowy w bardzo wielu dziedzinach. Jedną z branż, które dotarły do ważnego punktu zwrotnego w swojej historii, wydają się być producenci smartfonów. Idiotyczny trend wydawania na te urządzenia coraz większych pieniędzy, święcący od kilku lat tryumfy właśnie się kończy, a smartfonem który „przełamał” ten pęd, stał się o dziwo produkt Apple, czyli iPhone SE. Po kilku przesunięciach premiery, do walki z nim włączy się teraz Google Pixel 4a, a na tym pojedynku najbardziej powinni skorzystać konsumenci.

Silna marka i niska cena

Żeby nie było wątpliwości, żaden z tych telefonów nie jest idealny, żaden z nich nie będzie w stanie stanąć w szranki z przesadnie drogimi dziś flagowcami, ale… oba te telefony mają miks funkcji dający najlepszy na rynku stosunek jakości do ceny i zaspokoją wszystkie potrzeby jakichś 90% naszej populacji. Jednocześnie oba są, jak na dzisiejsze warunki, wręcz kompaktowe, co jeszcze bardziej rozszerza grupę potencjalnych klientów.

Informacje dotyczące sprzedaży iPhone SE już potwierdzają, że ten telefon bardzo namieszał na rynku, odbierając klientów nie tylko liniom premium iPhonów, ale także Androidowi. Pixel 4a jest więc swego rodzaju kontratakiem ze strony świata telefonów z zielonym robotem, i aż dziw bierze, że wśród pozostałych producentów większość biernie czeka na rozwój wypadków.

Ying i Yang rynku mobile

Co ciekawe, oba te telefony mają większość zalet i wad w zupełnie odrotnych miejscach. Jeśli iPhone daje topowe podzespoły, z Apple A13 czy WiFi 6 na czele, kosztem mniejszego i gorszego technologicznie ekranu, Pixel przyciąga właśnie „bezramkowym” OLED-em znacznie wyższej rozdzielczości, a oszczędności szuka w podzespołach takich jak procesor i inne układy.

Jednocześnie jakość obudowy iPhona ma wszystkie cechy produktów premium, a Pixel to trochę plastikowa mydelniczka. Przy czym dla części użytkowników, w tym i dla mnie nie jest to wada produktu Google, dobrej jakości tworzywa uważam za najpraktyczniejszy materiał dla smartfonów, a szklanych plecków jestem wręcz antyfanem.

Nawet w przypadku teoretycznie podobnych rozwiązań, te telefony stoją po przeciwnych stronach barykady. Dysponując tylko pojedynczymi, ale dobrymi aparatami głównymi, z pierwszych testów wynika, że iPhone robi trochę lepsze zdjęcia dzienne, za to Pixel miażdży go w przypadku nocnych. Oba smartfony nie błyszczą w kwestii czasu pracy na baterii, ale o ile Pixel pozwala jednak na trochę dłuższą pracę, to nie oferuje bezprzewodowego ładowania, będącego na wyposażeniu iPhone.

Dobre kompromisy

Jak widać po powyższym opisie, te telefony idą w wielu miejscach na kompromisy, ale pomimo, że każdy robi to zupełnie inaczej, w obu przypadkach są one przemyślane. Producenci dają nam „narzędzia”, które robią rzeczy dobrze, albo nie robią ich w ogóle.

To rzecz, z którą spory problem mają azjatyccy producenci, wstawiający tylko z powodów marketingowych śmieciowe obiektywy, kiepskie ekrany AMOLED itp. W efekcie pojedyncze obiektywy Pixela i iPhona w większości przypadków dadzą lepsze efekty niż 4 obiektywowe dziadostwa od „lepiej wyposażonej” konkurencji.

Cena i wsparcie

Ale najważniejsze są oczywiście koszty. W przypadku tych produktów nie chodzi tylko o cenę sklepową. Obaj producenci, a szczególnie Apple, dają nam telefony o których nie zapomną tuż po wypchnięciu ich za bramy fabryki, gwarantując kilkuletnie wsparcie aktualizacjami tak rozwojowymi, jak i bezpieczeństwa. A to oznacza, że przy cenie 349 – 349 $ możemy oczekiwać relatywnie długiego czasu ich życia, dobrej obsługi posprzedażowej i w efekcie kosztów niewiele wyższych, niż w przypadku telefonów z niższych półek.

Z tego właśnie względu zarówno iPhone SE, jak i Pixel 4a są w mojej ocenie najważniejszymi telefonami ostatnich lat. Pomimo że sam czekam na najmniejszego iPhona 12, to nie on zasadniczo przemodeluje rynek mobile. Zrobią to właśnie te dwa niepozorne telefony i ich następcy. Swoją drogą ciekawe czy mając tak dobrze wyceniony model, Google zdecyduje się w końcu oficjalnie wprowadzić go do sprzedaży w naszym kraju. Jeszcze ciekawsze jest to, jak odpowiedzą na to wszystko producenci azjatyccy. Pierwsze niedoskonałe jeszcze jaskółki, choćby w postaci OnePlus Nord, już się pojawiają i ucieczki od tego trendu w najbliższym czasie napewno nie będzie.