157

Liczę na to, że jutro z nadgryzionego jabłka wyjdzie robal. I Wy też powinniście

telefon marki apple iphone w ręce
Niezależnie od tego, czy macie cokolwiek z jabłkiem z tyłu, czy też nie - w Waszym interesie jest to, by jutro media odtrąbiły koncertowe powinięcie się nogi Apple. Nogi może nie glinianej, ale nie tak mocnej jak niegdyś. Skończyło się już dyktowanie trendów, nie ma mowy o wyznaczaniu standardów. Teraz to Apple goni rynek i... zarabia pieniądze. Tym bardziej powinniśmy upatrywać w jutrzejszej konferencji oznak zadyszki, która i tak była nieunikniona.

Apple odkąd „odżyło”, bezczelnie wręcz pokazywało wszystkim producentom miejsce w szeregu. I miało ku temu mocne argumenty. To właśnie ten producent zrewolucjonizował dostęp do muzyki, zaproponował innowacyjne urządzenia, a następnie nie tyle osiadł na laurach, co w swojej bezczelności utonął. Na tyle, że próbował wmówić użytkownikom, że źle trzymali swoje telefony i dlatego gubiły zasięg. Tak mocno się w tym zatracił, że niektóre aktualizacje dla iOS zwyczajnie psuły urządzenia. Z technologii konsumenckiej uczynił religijny obóz, gdzie odmieńcy traktowani są jak dziwactwo. Słusznie? Niesłusznie.

Argumentów brak. Amazing nie działa

Rynek na szczęście się zmienił. Ja zaś dałem się Apple ponieść, gdy wypadła mi zmiana platformy. Potrzebowałem sprzętu niezawodnego, ładnego i co ważne – w miarę wszechstronnego. Przy okazji, do jabłuszka namówiła mnie bliska rodzina – postanowiłem spróbować. Żyję raz, a telefonów mogę mieć przecież mnóstwo. To nie podpisanie cyrografu z diabłem, ani kredyt na dwie dekady. Czy się zawiodłem? I tak i nie. Magia Apple mnie nie urzekła, choć mogę z ogromną pewnością powiedzieć, że poczułem się lepiej wyfruwając do sadu z wioski zabitej oknami. Mam jednak poczucie, że zwyczajnie przepłaciłem. Sprzęt, który leży teraz na biurku nie wydaje mi się być lepszym od tego, co pokazali ostatnio Samsung (pomijamy fakt, że Note 7 to iście „bombowy” kawałek technologii), czy też Sony. Niemniej, z 6S-ką się lubimy i dogadujemy. Ale…

iphone 7

Jako geek oczekuję od Apple, że iPhone 7 mnie zaskoczy. Tymczasem już jestem zaskoczony – spodziewaną wtórnością

Pal licho design, pal licho kolory i modę. Ja oczekuję tego, że opadnie mi szczęka i powiem: „myliłem się, Apple to król komórek tak, jak lew jest król dżungli (sawanny)”. Czy się tego doczekam? Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że nie. Co więcej – nie podoba mi się to, że Apple zamiast naprawić to, co rzeczywiście jest w iPhone’ach popsute (zasięg!), idzie w błahostki. Obarcza swoje kolejne urządzenia tymi samymi, poważnymi wadami. Kpiną jest to, że sprzęt za sporo pieniędzy energię pożera w oczach, a powerbank nie rozwiązuje wszystkich problemów. Intuicyjność systemu, komfort korzystania ze sprzętu i zwyczajne zadowolenie z posiadania telefonu idą wtedy w zapomnienie.

Patrząc na to, co Samsung robi na rynku, co pokazało Sony, jak mocno próbują inni producenci, mam wrażenie, że Apple zamknęło swoich klientów w rezerwacie, gdzie jest jedna racja, jeden sposób na siebie, a wszystko inne nie istnieje. Rynek nie spieszył się dotychczas z ponowną weryfikacją takiego podejścia i pozwalał firmie zarabiać więcej i więcej… aż do momentu, w którym smartfony zwyczajnie zwolniły. Mimo gorszych wyników – Apple to dalej hegemon. Gra kilkoma urządzeniami na rynku, zarabia krocie, ma bardzo lojalną rzeszę fanów. Trudno będzie do odwrócić.

Nie wiem, czy innowacja pod względem akumulatora, zasięgu to pogwałcenie konwencji, ale Apple ku temu się nie kwapi. Sądząc po przeciekach – nic nowego na tym polu się nie wydarzy. Będzie za to podwójny aparat w Plusie, brak jack’a 3,5 mm, iOS 10, mocniejszy procesor, więcej RAM-u. Innowacja? Gdzie tam. Pokazane zostanie światu urządzenie, które po raz kolejny rozkaże konsumentom iść do sklepu – a wszystko to w akompaniamencie wzniosłej muzyki, w asyście tańczących na scenie psów i wyraźnie podekscytowanej widowni. Obejrzę tę konferencję dlatego, że chciałbym się rozczarować – bo wieszczę przecież blamaż. Chciałbym się rozczarować, ale raczej nie będzie mi to dane.

Grafika: 1