11

iPada mini jeszcze nie ma, a już są z nim problemy…

Od kilku dni z ekranu komputera atakuje mnie pewien produkt firmy Apple. I o dziwo nie jest to iPhone 5, który wprowadzono do sprzedaży stosunkowo niedawno. Mam na myśli iPada mini – nie wiadomo, czy sprzęt istnieje, a mimo to wszędzie jest go pełno. Najnowsza wersja wydarzeń jest taka, iż zobaczymy tablet 17 października. Ale […]

Od kilku dni z ekranu komputera atakuje mnie pewien produkt firmy Apple. I o dziwo nie jest to iPhone 5, który wprowadzono do sprzedaży stosunkowo niedawno. Mam na myśli iPada mini – nie wiadomo, czy sprzęt istnieje, a mimo to wszędzie jest go pełno. Najnowsza wersja wydarzeń jest taka, iż zobaczymy tablet 17 października. Ale nawet jeśli nie zobaczymy, to rynek nie zostawi tego produktu w spokoju – pewnie pojawi się nowa data. I wszystko zacznie się od początku.

Już na wstępie przyznam, iż niejednokrotnie pisałem w swych tekstach o plotkach na temat jakiegoś sprzętu. Zapewne poświęciłem też jakiś wpis iPadowi mini, bo sama kwestia stworzenia takiego urządzenia wydaje się ciekawa. Nie uważam, że plotowanie na temat pojawienia się jakiegoś nowego sprzętu czy usługi jest z założenia kiepskim pomysłem. Jeżeli do owych plotek dorzucimy sensowną argumentację za lub przeciw konkretnej premierze, to jak najbardziej jest to potrzebne. To motywuje do dyskusji i refleksji nad tym, czy dany projekt miałby wzięcie i czy w ogóle jest nam w jakimś stopniu potrzebny.

Tak było i w przypadku iPada mini i telewizora Apple – pisanie i rozmawianie o sensie wprowadzania ich na rynek jest nie tylko uzasadnione, ale wręcz mile widziane. Lubię czytać dobre teksty o sprzęcie, którego nie ma, ale przez „dobre” rozumiem tu naszpikowane argumentacją. Nie muszą zawierać informacji z „dobrze poinformowanych źródeł” i opierać się na schematach oraz grafikach wykradzionych z sejfu Tima Cooka albo Steve’a Ballmera lub materiałach wideo nakręconych kamerą umieszczoną w guziku podczas misji specjalnej w fabryce w Chinach.

Wystarczy kilka celnych uwag na temat braków u konkurencji i możliwości zagrania tą kartą w swoim produkcie, analizy sytuacji w sektorze (zarówno obecnej, jak i po ewentualnym wprowadzeniu nowego sprzętu/usługi na rynek) albo skupieniu się na niewykorzystanych do tej pory atutach konkretnej firmy. Można oczywiście pójść w drugą stronę i wytłumaczyć dlaczego nowy produkt będzie strzałem w stopę. Obecnie patrzę jednak na inne teksty i zaczynam się zastanawiać, czy przypadkiem nie przeoczyłem premiery iPada mini.

Autorzy cały czas poszerzają tematykę wpisów, dotyczących mniejszej wersji tabletu Apple (w tekście skupiam się na tym sprzęcie, ale można to odnieść również do innych urządzeń). Oprócz tych argumentacyjnych, mieliśmy już specyfikacyjne, designerskie, a teraz pojawiły się także usterkowe (określenia wymyślone na poczekaniu). Pisanie o parametrach technicznych jest jeszcze zrozumiałe – to dość istotna kwestia, którą można poruszyć przed ewentualną premierą.

Schody zaczynają się w przypadku designu nowego sprzętu – praktycznie każdego dnia pojawiają się w Sieci zdjęcia, filmy lub grafiki nowego produktu. Wszystkie pochodzą oczywiście ze źródeł, które mają dostęp do sprzętu. Czasem zastanawiam się, kto produkuje te wszystkie niby iPady i niby iPhone’y? Sensacyjne informacje pochodzą głównie z azjatyckich serwisów, co nikogo nie dziwi – tam skupiona jest produkcja i z elementów wynoszonych przez miesiąc z zakładu (pewnie w żołądku) można odtworzyć prototypowy tablet, a potem wrzucić zdjęcia tego cuda do Sieci. Plotka z Polski nie byłaby tak wiarygodna, ale mam nadzieję, że ktoś kiedyś spróbuje – to przynajmniej kilka godzin sławy w Internecie (sklep a.pl wie o czym mowa).

Wszystkie te zdjęcia przebija jednak coś znacznie lepszego – pogłoski na temat usterek w nowym sprzęcie. Wczoraj np. dowiedziałem się, że iPad mini już płata figle producentom (bo pracuje nad tym kilka firm) i Apple będzie miało problemy (przynajmniej na początku) z dostarczeniem na rynek większej liczby urządzeń – zwłaszcza w kolorze czarnym. Powód? Otóż w iPadzie mini zdecydowano się na to samo rozwiązanie, co w przypadku iPhone’a – anodowane aluminium. Producenci zmagają się zatem z odpryskami itp. Tak przynajmniej zapewnia część serwisów. Mamy tu świetny przykład tego, jak wykorzystać nośny temat, dotyczący innego produktu i zaprząc go do robienia szumu wokół nowego. Być może się mylę i teraz gdzieś w dalekich Chinach faktycznie sztab ludzi głowi się, jak zapobiec „iPadowej katastrofie”, ale zaryzykuję i napiszę, że to zwykłe farmazony. W najbliższym czasie z pewnością będzie ich więcej.

Do 17 października zostało jeszcze sporo czasu i wiele można napisać na temat sprzętu. Nie twierdzę, że on nie istnieje i nigdy nie trafi do sprzedaży – po prostu dziwi mnie ilość newsów na temat jakości i użytkowania czegoś, czego jeszcze nie widzieliśmy i co na dobrą sprawę może pozostać we wspomnianym sejfie Tima Cooka. Nie zdziwi mnie natomiast scenariusz, w którym iPad mini nie zostanie zaprezentowany 17 października, a już dwa dni później usłyszymy o nowej dacie premiery i cały „proces twórczy” zacznie się od nowa…

Źródła zdjęć: independent.co.uk ukrainianiphone.com