175

IPad Pro, czy da się na tym sensownie pracować? Sprawdziłem

IPad jak i większość tabletów jakie miałem okazję testować lub też posiadać, bardzo szybko stał się narzędziem do zbierania kurzu i okazjonalnego oglądania filmów podczas wyjazdów. Nie jest to poręczne urządzenie dla kogoś kto pracuje i sporo pisze. Owszem, sprawdza się świetnie przy konsumpcji mediów, ale kiedy tylko chcemy zrobić coś więcej zaraz pojawiają się problemy, a przynajmniej tak to wyglądało dopóki Apple nie wprowadził iPadOS.

Mój stary iPad Air 2 powoli już dogorywa, owszem nadal można na nim przeglądać strony www czy korzystać z Netflixa, ale widać, że uruchamianie aplikacji sprawia mu problemy. Nie jest tak szybki jak kiedyś i nie przyjął chyba najlepiej wszystkich aktualizacji, jakie zaserwowało mu Apple. Tak więc miałem więcej powodów, by go nie używać niż używać. W międzyczasie w planie miałem aktualizacje komputera – trochę fanaberia, ale uzasadniona ekonomicznie. Sprzedając kilkuletniego MacBook Pro naprawdę można dostać z niego korzystną cenę, a wtedy przejście na nowy komputer nie jest już tak finansowo bolesne. Taki był plan, ale z niego zrezygnowałem. Mój wewnętrzny geek przegrał z pragmatyzmem. Mojemu obecnemu MacBookowi (rocznik 2015) naprawdę niczego nie brakuje, a przesiadka na nico większy ekran i lepsze podzespoły tak naprawdę nie będzie aż tak znaczącą różnicą.

Kupiłem więc iPada Pro 11

Zanim ktoś zapyta, gdzie jest logiczny ciąg w tej całej historii wytłumaczę. 15-calowy laptop mimo wszystko nie jest najwygodniejszym urządzeniem mobilnym. Zamiast więc inwestować w nowego laptopa postanowiłem, że zainwestuje w coś, co będzie mnie wspomagało w pracy, ale będzie znacznie bardziej mobilne. Coś, co pozwoli mi pracować w podróży, nawet na małym stoliczku w samolocie czy podczas konferencji. Coś, co będzie lekkie i małe, ale przy okazji na tyle wydajne aby na wydajność nie zwracać uwagi. Taki młodszy brat komputera do pracy. A praca ta nie jest specjalnie wymagająca, opiera się głównie na oprogramowaniu online + czasem obrabianiu zdjęć. Do tego oczywiście dochodzi konsumpcja mediów i rozrywki.

Tak oto uzasadniając sobie wydatek nabyłem iPada Pro 11. Przymierzałem się też do 13-calowej wersji, ale jest ona tak olbrzymia iż większość korzyści z posiadania małego mobilnego komputera pryska jak bańka. Te 13 cali jest też wyzwaniem kiedy trzymamy laptop w rękach, po jakimś czasie czuć jego wagę, nie wspominając o tym jaką ekwilibrystką jest pisanie jedną ręką, a drugą trzymanie urządzenia. Za duży, za drogi, nie dla mnie.

Tak naprawdę zawsze chodzi jednak o system

I to właśnie nowy system operacyjny iPada była dla mnie głównym czynnikiem do tego aby ponownie spróbować z tabletem. Bez niego iPad byłby nadal w moim domu zbieraczem kurzy. Nowy system iPadOS zrobił wreszcie z urządzenia narzędzie, na którym można pracować. Lepiej obsługuje pracę z plikami, daje możliwość pracy na wielu plikach, obsługuje zewnętrzne dyski czy umożliwia import zdjęć z aparatu, daje wielozadaniowość w postaci współdzielenie ekranu przez dwie lub więcej aplikacji, ma lepszą obsługę gestami itp. Te wszystkie zmiany spowodowały, że zdecydowałem się sprawdzić czy naprawdę można pracować na tablecie. Największym ryzykiem było jednak utrzymanie mojego rytmu pracy przez lata wypracowywanego na MacOS. Na szczęście większość aplikacji ma kompatybilną wersję na iPada Pro. Nie wszystkie, bo jak zwykle Google olewa pełną kompatybilność z nowym systemem. Na szczęście inni dostawcy wdrożyli nowe możliwości praktycznie wzorowo.

Zanim jednak zacznę pracować na iPad Pro

Nie da się moim zdaniem pisać na tablecie bez klawiatury. Owszem, krótkiego maila można zredagować ale już napisanie czegoś dłuższego tak aby niepotrzebnie się nie rozpraszać jest trudne. Jeśli więc iPad ma być małym komputerem to potrzebuje klawiatury. Niestety to co oferuje Apple w swoich „etui” to tylko irytujący symulator klawiszy. Trzeba więc poszukać rozwiązania u dostawców zewnętrznych. I tutaj na białym koniu wjeżdża Logitech ze swoim Slim Folio Pro. Właśnie na tej klawiaturze teraz piszę ten tekst. Jest uskok pod klawiszem, słychać że piszę, czuję że naciskam klawisze, a do układu klawiatury można przyzwyczaić się w 5 minut. Do tego dostajemy bardzo solidne etui na iPada. Chroni zarówno samo urządzenie jak również piórko, które mimo mocnego magnesu potrafi czasem gdzieś uciec. Klawiatura łączy się z iPadem po Bluetooth błyskawicznie, a jej bateria ma starczyć na 3 miesiące. Przy okazji posiada port USB-C, więc nie potrzebujemy wozić ze sobą dodatkowego kabla – wystarczy ten do ładowania iPada.

To co podoba mi się w klawiaturze Logitech, to przede wszystkim dedykowany guzik do wyjścia na „pulpit”, 3 stopniowe podświetlanie klawiatury, przyciski do multimediów oraz do blokowania urządzenia, parowania itp. Tak naprawdę jednak najważniejszą cechą jest jednak to, że dobrze się na niej pisze. Jest to o niebo lepsze doświadczenie niż pisanie na klawiaturze od Apple.

Apple trzeba natomiast pochwalić za dobrą obsługę skrótów klawiaturowych i wszelkich desktopowych opcji. Alt+Tab działa świetnie do przełączania między aplikacjami, zupełnie tak jak na desktopie. Będąc natomiast już w aplikacji bardzo szybko przez naciśnięcie kombinacji dwóch klawiszy jesteśmy w stanie podejrzeć jakie skróty klawiaturowe program nam oferuje. W ten sposób możemy bardzo szybko wyrobić sobie odpowiednie nawyki do pracy bez myszki. Mysz oczywiście możemy też podłączyć do iPada, ale osobiście uważam, że da się bez niej żyć szczególnie, kiedy mówimy o pracy mobilnej i ograniczeniu dodatkowych podzespołów.

Nie ma jedna róży bez kolców. Klawiatura Logitech zapewnia naprawdę wysoki komfort pisania i bardzo dobrą ochronę dla tabletu, niestety dodanie jej do iPada powoduje znaczne zwiększenie wagi kompletu oraz objętości samego urządzenia. Z małego zgrabnego tabletu robi się teraz taki mini komputer, który niestety już swoje waży. Nie ma jednak rozwiązania idealnego, albo słaba klawiatura, ale za to lekkie i zgrabne etui albo dobre narzędzie do pisania kosztem wagi i wielkości.

Mam iPada, mam klawiaturę, ale czy to wystarczy?

I w tym momencie mamy największy zwrot jeśli chodzi o porównanie funkcjonalnie iPada do klasycznego komputera. Moja praca jest może dość specyficzna, ale na pewno wiele osób dziś pracuje w podobnym stylu, czyli większość obsługiwanych aplikacji i systemów to rozwiązania onlinowe, bazujące na obsłudze przeze przeglądarkę. W przypadku tabletu 11-calowego wprawdzie też mógłbym się o to pokusić, ale byłoby to mniej wygodne, za to mam natomiast aplikacje. Gmail online zamienia się więc w aplikację, tak samo dokumenty Google, Slack, Twitter i praktycznie każda ważniejsza aplikacja jakiej używamy.

Aby usprawnić sobie pracę i płynnie skakać między aplikacjami mamy dostępnych klika ułatwień. Między innymi jest to dzielenie ekranu pomiędzy zestawy dwóch lub więcej aplikacji. W moim przypadku połączyłem ze sobą Slacka, który nie wymaga dużo miejsca na ekranie z zadaniami z Things. Mam pełen podgląd na komunikację w firmie i jednocześnie na moje codzienne zadania. Druga ważna rzecz to przyzwyczajenie się do klawiszy skrótów tak aby jak najrzadziej odrywać ręce od klawiatury. Przy podstawowych na bieżąco używanych 5-6 aplikacjach, jesteśmy w stanie się bardzo szybko skrótów nauczyć i do nich przyzwyczaić. Nie można jednak zapominać o dotykowym ekranie, jest on bardzo pomocy i czasem skraca znacząco czas pracy. Makowi użytkownicy w swoich komputerach nie mają możliwości korzystać z dotykowych ekranów, więc ta opcja w iPadzie, z którego robimy komputer do pracy wymaga na początku przyzwyczajenia (łączenie pisania i generalnie korzystania z klawiatury fizycznej i jednocześnie dotykania ekranu w celu nawigacji po aplikacjach).

Niestety, jak to w życiu bywa nie zawsze jest tak pięknie jakby się chciało. Dla przykładu – nie wiem dlaczego, ale aplikacje Google, z których korzystam nie chcą współdzielić ekranu z innymi programami. Do tego widzę, że niektóre z nich nie są dostosowane do 11-calowego ekranu (serio Google tak trudno to zrobić?). I o ile Google jest dla mnie zdecydowanym liderem, jeśli chodzi o mobilne aplikacje i usługi o tyle to ich uciążliwe spowolnienie w aktualizacjach aplikacji do najnowszych urządzeń jest nieco męczące.

Poza tym jednak można na iPadzie zbudować sobie podobny styl pracy jak na komputerze. Nie będę oszukiwał, że jest to dokładnie to samo, bo nie jest, można się jednak zbliżyć do swojego ulubionego stylu pracy z PC. To czego jeszcze brakuje, to na przykład integracja między aplikacjami poprzez system operacyjny. Dla przykładu na komputerze czytając na przykład mail w przeglądarce, jestem w stanie go poprzez skrót klawiszowy dodać do zadań w Thing. Na iPadzie takich rzeczy zrobić jeszcze nie mogę, a to mi trochę utrudnia pracę, ponieważ bardzo dużo rzeczy z maila przerzucam później do zadań.

Aby osobiście przekonać się czy moje teorie o pracy na iPadzie nie są tylko teoriami, od ponad miesiąca nie zabieram do domu komputera i pracując wieczorami czy zdalnie, używam tylko iPada. I proszę mi uwierzyć że się da. Trzeba pozmieniać niektóre przyzwyczajenia, ale poza tym wreszcie z iPada można zrobić pełnosprawny komputer. Mogę wreszcie podłączyć do niego urządzenia zewnętrzne, zachowywać i edytować pliki i pisać prawie jak na klasycznym komputerze. Czas pracy iPada jest natomiast bardzo zbliżony do czasu pracy MacBooka, jeśli mówimy o wykorzystywaniu urządzenia do pracy.

Moim zdaniem dla użytkowników Apple, iPad Pro będzie i jest świetnym rozszerzeniem portfolio narzędzi do pracy. Wszystko za sprawą nowego systemu operacyjnego, który wreszcie poszerzył możliwości funkcjonalne tabletu.

Czy natomiast mógłbym pracować tylko na iPadzie? Nie. 11 cali to za mało abym mógłby spędzić przy tym komputerze systematycznie tyle samo czasu, co przy MacBooku. Owszem jest 13-calowy iPad, ale ten nie spełnia dla mnie swojej podstawowej funkcji, jaką jest mobilność. Gdybym miał wybierać, to wolałbym chyba MacBooka Pro 13-calowego. Wagą przy dołożonej do iPada klawiaturze, już tak bardzo różnić się nie będą, a i rozmiar będzie podobny.