92

iOS pełny piękna i irytacji. Oto, co mnie wkurza w systemie Apple

Apple to firma wywołująca raczej skrajne emocje – jedni ją kochają, inni nienawidzą. Z kolei iOS zazwyczaj przedstawiany jest w samych superlatywach, zupełnie jakby był całkowicie wolny od wad. Jednak czy aby na pewno ich nie ma?

W mojej subiektywnej opinii, iOS przypomina samochód z kwadratowymi kołami – pozwala dojechać z punktu A do punktu B, jednak sama podróż będzie mniej wygodna niż wymagana po niej wizyta u masażysty. Liczba bolączek jest więc pokaźna, a wygodne okno do cyfrowego świata skutecznie kusi do sięgnięcia po coś innego. Przejdźmy jednak do konkretnych przykładów:

1. Elementy systemu są inwazyjne i rozpraszają uwagę

Podobnie jak Apple wywołuje skrajne emocje, tak iOS łączy skrajne odczucia – oferuje liczne użyteczne rozwiązania i rozbudowaną bazę aplikacji, lecz wiele z nich pozostawia wiele, wiele do życzenia.

Świetnie widać to podczas grania. Obecnie większość gier mobilnych wymaga połączenia z siecią oraz stawia na współzawodnictwo i/ lub współpracę. Szczypta refleksu, garść umiejętności i odrobinka szczęścia potrafią zapewnić wysokie miejsce w rankingu, lecz świetny wynik może zostać zrujnowany przez… przychodzące połączenie. Panel przychodzących połączeń zajmuje cały ekran i nie ma możliwości jego zminimalizowania. W trakcie gry, gdzie liczy się czas reakcji i współpraca z członkami drużyny takie coś jest niedopuszczalne. Wyobraźcie sobie mecz CS 1.6/ CS:GO, macie idealną sytuację by zdjąć kilku graczy z przeciwnej drużyny, ale w kluczowym momencie na ekranie pokazuje się coś takiego:

Odbieracie lub odrzucacie połączenie i czym prędzej wracacie do gry. Szybko okazuje się, iż idealna sytuacja obróciła się 180 stopni, a wasza postać już zginęła.

Rozwiązania tego problemu można szukać, lecz nieco na około, np. można skorzystać z funkcji „Nie przeszkadzać” oraz z trybu samolotowego, ale raczej nie o to chodzi, prawda? Z pewnością można zrobić to lepiej, co od lat udowadnia scena modderska.

2. Prostota, która nie działa

Zaprezentowany w 2007 roku system obiecywał wygodę oraz intuicyjność obsługi. Od pamiętnej konferencji i słów „These are not three separate devices, this is one device, and we are calling it iPhone” minęło wiele czasu i choć pomysł pozostał, prostota przeminęła z wiatrem.

Obecnie iOS próbuje połączyć wygodę i intuicyjność z funkcjonalnością i praktycznością, co nijak się nie udaje. W efekcie dodawanie coraz to nowszych funkcji sprawia, że system traci na mitycznej przystępności, a wizyta w ustawieniach systemowych odstrasza natłokiem opcji i zakładek.

 Nie jest to jednoznacznie złe, ale można to zrobić lepiej. Microsoft zrobił to lata temu w Windowsie 10 Mobile.

Wprowadzony w nim zrozumiały i logiczny podział wystarczył, by użytkownik nie musiał zastanawiać się czy „Jasność automatyczna” jest w zakładce Ekran i jasność, czy w DostępnośćEkran i wielkość tekstu.

3. Nie wszystko działa zgodnie z opisem

Wiele opcji działa w sposób inny niż sugeruje opis, np. wyłączenie WiFi z centrum sterowania pokazuje komunikat „Rozłączam z pobliskimi Wi-Fi do jutra”. W praktyce, wystarczy wyjść poza zasięg Wi-Fi i wrócić po kilku(-nastu) minutach, by iPhone ponownie sam połączył się z siecią.

4. Brak wyboru aplikacji domyślnych

Firma z Cupertino ma w swojej ofercie bogaty wachlarz aplikacji i usług, lecz część z nich pozostawia wiele do życzenia – są niepraktyczne (aplikacja Zegar pozwala na ustawienie tylko jednego minutnika w danej chwili), niewygodne (Apple Music nie oferuje wygodnej nawigacji po piosence), a niektóre są wręcz barbarzyńsko prymitywne, np. Mail (wraz z iOS-em 13 Apple poczyniło pewne postępy, jednak wciąż braki są ogromne).

Z tego względu niektóre z preinstalowanych aplikacji zastąpiłem rozwiązaniami innych twórców. Jako przykład weźmy domyślny odtwarzacz muzyki – Apple Music. Nie wiem jak inni, ale ja nie znam każdej piosenki z dokładnością co do sekundy i widoczny w Apple Music suwak wiele mi nie daje, gdy chcę, np. znaleźć konkretny fragment instrumentów, czy wokali.

Inaczej jest z VoX Music Playerem, gdzie szybki rzut okiem wystarczy bym wiedział, czego się spodziewać.

Z podobnych względów Mapy Apple zastąpiłem Mapami Google, które są dla mnie wygodniejsze i bardziej przydatne podczas podróży, zwłaszcza tych dłuższych. Bogata baza POI, wygodny pasek wyszukiwania adresu i liczne dodatkowe funkcje są nieocenioną pomocą na nieznanym terenie.

Wszystko sprawuje się świetnie do czasu, aż poprosi się o pomoc Siri lub otrzyma link/załącznik wymagający otwarcia dodatkowej aplikacji, np. przeglądarce internetowej lub w mapach. Wtedy system będzie chciał otworzyć go we właściwej aplikacji domyślnej, a w przypadku jej braku wyświetli stosowną informację.

Bezpieczeństwo i wygoda nie idą ze sobą w parze, a zewnętrzni deweloperzy mogą mieć niecne zamiary(co pokazują liczne doniesienia o naruszeniu prywatności użytkowników) – więc warto zwracać uwagę na twórcę aplikacji, zbierane informacje oraz sposób ich wykorzystywania – ale z pewnością da się to rozwiązać tak, by wilk był syty i owca cała.

5. Brak podziału dźwięku na kanały

Do kontroli głośności filmów i muzyki, gier i aplikacji oraz Siri i innych asystentów głosowych służy jeden suwak. Z jednej strony jest to wygodne, z drugiej… niepraktyczne. Obecnie nie ma prostego sposobu na wyciszenie dźwięków systemowych bez jakiejkolwiek zmiany głośności Siri lub uruchomionej aplikacji.

Swoich sił w rozwiązaniu tego problemu spróbowało wielu śmiałków, którzy zapewnili stosowne modyfikacje, np. widoczny poniżej SmartVolumeMixer by midkin.

 Oczywiście taka modyfikacja nieco wyróżnia się na tle reszty interfejsu, lecz Apple zapewne byłoby w stanie zaimplementować proste i wygodne rozwiązanie przy jednoczesnym zachowaniu koherencji wizualnej.

6. Nowości tylko dla najnowszym modeli

Apple jest znane z długiego wsparcia systemowego dla swoich iUrządzeń, co jest jednym z ważniejszych argumentów podczas dyskusji Android – iOS. Niestety, wraz z premierą nowej wersji systemu (iOS 13) oraz smartfonów (iPhone 11, 11 Pro oraz 11 Pro Max), Apple wprowadziło liczne rozwiązania, które są zarezerwowane wyłącznie dla tych modeli i nowszych, np. iPhone’a SE (2. gen).

Źródło: Apple

Wśród nich znalazła się szybka zmiana rozdzielczości oraz ilości kl./s nagrywanego wideo, czy szybkie nagrywanie bez wychodzenia z trybu „Zdjęcie” (widoczne na powyższym obrazku Quick Take). Czy ubiegłoroczne modele wykazują braki i słabości uniemożliwiające wprowadzenie tych rozwiązań? Wątpliwe.

Rok wcześniej, wraz z iPhone’ami XR, Xs oraz Xs Max wprowadzono Smart HDR – rozwiązanie pozwalające na zachowanie szczegółów i detali zarówno w bardzo jasnych, jak i ciemnych partiach zdjęcia. Czy naprawdę nie dało się tego wprowadzić również dla iPhone’ów 8, 8 Plus oraz X? Jasne, Apple obrało ścieżkę WYSIWYG (finalny obrazek wygląda identycznie jak ten widoczny na ekranie podczas robienia zdjęcia), lecz nie zawsze nią podąża, np. Deep Fusion przetwarza zdjęcia już po wciśnięciu spustu migawki. Czy ktoś by narzekał, gdyby zdjęcie Smart HDR było przetwarzane jeszcze sekundę po jego zrobieniu?

7. Niepotrzebnie utrudnione ustawienie własnego dzwonka

Dodanie własnego dzwonka do iOS-a jest procesem niepotrzebnie skomplikowanym. Niezależnie od metody, wymaga wykonania całkiem pokaźnej liczny kroków:

  1. wybór piosenki lub utworu
  2. przycięcie wybranego fragmentu i zapisanie pliku na dysku
  3. zmiana kontenera na M4R
  4. połączenie iPhone’a z iTunes (przewodowo bądź bezprzewodowo) i przesłanie przygotowanego pliku
  5. wybranie nowego dzwonka w ustawieniach

Na urządzeniach z MacOS-em jest to nieco prostsze, ale ustawienie dzwonka to nie rocket science, więc powinno się to dać zrobić prościej i bez udziału innych urządzeń.

8. Wielozadaniowość 404

Android oraz iOS prezentują sobą odmienne podejście do zarządzania aplikacjami w tle. Google daje twórcom oprogramowania wiele swobody, dzięki czemu aplikacje mogą wykonywać określone działania nawet po tym, jak zostaną zminimalizowane. W przypadku iOS-a sytuacja wygląda zgoła inaczej, a wykonywanie zadań w tle jest niemożliwe lub znacząco ograniczone.

Na co dzień pojawia się wiele sytuacji, w których ten – pozornie – drobny szczegół potrafi zirytować i skutecznie utrudniać życie, np.

– Wiele gier mobilnych stawia na model freemium (więc sama gra jest dostępna za darmo, jednak pojawiają się w niej różne mikropłatności) i wymaga stałego połączenia z siecią. Takie gry poszukują coraz to nowszych i skuteczniejszych sposobów na utrzymaniu zainteresowania gracza, np. poprzez wprowadzanie nowych treści i wydarzeń, postaci i skórek, itp. W efekcie, nawet – wydawałoby się – lekkie produkcje potrafią zajmować kilka GB miejsca w pamięci wewnętrznej.

Problem w tym, że wiele z tych danych wymaga pobrania bezpośrednio z poziomu gry, której zminimalizowanie zatrzymuje cały ten proces. Podobnie zresztą jak zablokowanie ekranu.

Tak jest w przypadku gry Fire Emblem Heroes, która w App Store „waży” zaledwie 95 MB. Od jej premiery minęło już kilka lat, a Nintendo wprowadziło liczne nowe postacie, wydarzenia i możliwości. Oczywiście wszystkie wymagają pobrania już w grze, więc gracz widzi coś takiego.

Aż prosi się, by pobuszować sobie po sieci lub obejrzeć coś ja YouTube, podczas gdy gra pobierze wymagane dane. Niestety, trzeba uzbroić się w cierpliwość i czekać, aż wskaźnik pokaże 100%.

Oczywiście to tylko jeden scenariusz i jeden przykład, a takich jest znacznie więcej.

9. Ograniczenia w kontekście emulacji gier

Emulacja na iOS wypada dość dobrze, ale ma wiele ograniczeń. Większość emulatorów korzysta z API OpenGL oraz interpretera IR zamiast nowszych i znacznie wydajniejszych rozwiązań, jak API Vulkan, Metal, czy JIT Interpreter (domyślnie iOS wspiera IR, do korzystania z JIT wymagany jest Jailbreak). Wynika to z braku osób chętnych do testowania i zgłaszania błędów w grach i emulatorach. W przypadku Androida grono testerów jest większe, co owocuje wsparciem dla API Vulkan, a nawet próbami emulacji gier z PS2 i Switcha. W przypadku iOS-a pozostaje cieszyć się starszymi grami lub sięgnięcie po Jailbreak.

10. Grupowanie, które… nie grupuje

iOS zawsze miał problemy z grupowaniem powiadomień, listy połączeń i różnych innych rzeczy, a kolejne wersje systemu nie przyniosły większej poprawy. W efekcie wszędzie panuje bałagan, powiadomienia i połączenia są ułożone w sposób chaotyczny, a zarządzanie nimi jest niewygodne.

 Być może w tym szaleństwie jest metoda, której nie dostrzegam, lecz stawiam dolary przeciwko orzechom, że jest to powiązane z punktem #2 – „Prostota, która nie działa”.

Każdy medal ma dwie strony

Ideały mają to do siebie, że często są nieosiągalne, a systemy mobilne wyraźnie to pokazują – każdy z nich ma mniejsze lub większe wady. Nie inaczej jest z systemem Apple, który – choć dojrzały – wciąż wykazuje liczne braki i problemy. W tekście wymieniłem 10 aspektów, w których wg mnie iOS sobie nie radzi. Oczywiście przykładów mogło być więcej, a po wzięciu pod uwagę również aplikacji Apple ich lista z pewnością osiągnęłaby 3 cyfrowe wartości. Jednak iOS ma również swoje mocne strony, więc te dwie strony się równoważą.