14

Inwigilacja w słusznej sprawie. Uwierzcie mi, ona istnieje

Słusznie obawiamy się tego, jak wiele danych o nas spływa do technologicznych gigantów. Myśląc o tym zjawisku z całą pewnością wspomnimy o Facebooku, Google, Amazonie, Microsofcie, Apple i innych firmach, które jednoznacznie kojarzą nam się ze "świecznikiem IT". Jednak czy istnieje taka "inwigilacja", która może być dla nas dobra i co ważne - przydatna?

Wygląda na to, że tak. Jak sami pewnie już zauważyliście, jestem entuzjastą inteligentnych asystentów, idei urządzeń połączonych (IoT), a także mniejszych lub większych gadżetów, które są w stanie się komunikować i tym samym zwiększać nasz komfort życia. Wśród takich akcesoriów można swobodnie wymienić żarówki, rolety, termostaty, czujniki alarmowe, a od niedawna również sprzęty gospodarstwa domowego. Pralka wyświetlająca powiadomienie na telewizorze mówiące o tym, że cykl prania właśnie się zakończył już nikogo szczególnie nie dziwi.

Wyobraźcie sobie natomiast świat, w którym otrzymujesz powiadomienie o tym, że coś jest z Twoim organizmem nie tak. Załóżmy, że chorujecie na cukrzycę i jeszcze nie odczuwacie skutków nieprawidłowego poziomu cukru we krwi – ale to tylko kwestia czasu. Zanim Wy się o tym dowiecie, wszczepiony Wam czujnik już to wie. I przy okazji albo prosi Was o zjedzenie czegoś słodkiego lub zbija poziom cukru za pomocą insuliny. Automatycznie, niemalże bez Waszego udziału w tej operacji.

Dlaczego o tym piszę akurat dzisiaj?

Bo Amazon ogłosił, że Alexa będzie w stanie zarządzać danymi medycznymi użytkowników. Wśród jej nowych możliwości znalazły się funkcje dedykowane właśnie takim rozwiązaniom. Stąd jest już tylko krok do tego, byśmy mogli spytać inteligentną asystentkę: „Hej, Alexa – jaki jest mój poziom cukru?”. Tego typu informacje mogą zaś przydać się lekarzom: ci bazując na danych dostępnych w chmurze będą w stanie ocenić postępy pacjenta w radzeniu sobie z chorobą.

Podobną taktykę stosuje się m. in. w chorobie Parkinsona, w kontekście której prowadzi się badania z użyciem opasek z czujnikami (smartbandy), które non-stop ewaluują aktywność osoby chorej. Zwiększona aktywność pacjenta może wskazywać na to, że ten lepiej sobie radzi z chorobą, a leczenie działa. W przypadku takich przypadłości jak choroba Parkinsona, ciągła obserwacja skuteczności leczenia jest bardzo istotna: podawane medykamenty (najczęściej lewodopa) po pewnym czasie mogą być coraz mniej skuteczne, ale w dalszym ciągu proces „uodporniania się” na specyfiki typowe w czystym parkinsonie jest znacznie łagodniejszy niż w zespołach parkinsonizm-plus. Niemniej, w przypadku jakichkolwiek neurodegeneracji polegających na odkładaniu się w mózgu nieprawidłowych białek nauka ma na razie związane ręce i nie jesteśmy w stanie zlikwidować przyczyny choroby – a tym samym doprowadzić do pełnego wyleczenia.

W dobie ekspansji urządzeń połączonych mnoży się więc możliwe zastosowania i nie jestem zdziwiony, że wiele osób zwraca uwagę na możliwość zwiększenia komfortu życia osób chorych. Apple jest bodaj najgłośniejszym przykładem tego podejścia – „EKG” w nowym zegarku Apple Watch jest w stanie szacować ryzyko wystąpienia niebezpiecznego migotania przedsionków, które w wielu przypadkach przebiega całkowicie bezobjawowo… aż do krytycznego momentu, w którym nieprawidłowości w rytmie bicia serca zaczynają być szczególnie poważne. Prewencja w zakresie chorób układu krążenia według lekarzy jest najtrudniejszą sprawą, a jednocześnie taką, która mogłaby uchronić wiele istnień i przy okazji pozwoliłaby zaoszczędzić mnóstwo pieniędzy w państwowych budżetach.

Giganci wiedzący za dużo

Myśląc po postępie technologicznym w taki sposób – dopuszczając do siebie myśl, że kiedyś intymne urządzenia inteligentne będą zbierać dane o naszym zdrowiu i umieszczać je w chmurze możemy poczuć się dziwnie osaczeni. Bo jak bardzo „nasze życia będą nasze”, gdy w momencie gdy jeszcze nie czujemy objawów rychłej choroby, Google, Amazon lub ktokolwiek inny mogą już o niej wiedzieć? To oczywiście bardzo ważne i potrzebne pytania, jednak zastanówmy się – czy takie zastosowanie postępu nie działa na naszą korzyść?

Gdybym dzisiaj miał informacje na temat tego, że jestem w grupie ryzyka osób, które mogą paść ofiarą zawału lub udaru – pewnie robiłbym wszystko, by do tego nie doszło. Gdybym miał wiedzę o tym, że w moim mózgu właśnie dochodzi do procesu neurodegeneracyjnego i w wieku pięćdziesięciu paru lat zachoruję na parkinsona lub gorzej – na zespół parkinsonizm-plus, najpewniej najpierw „narobiłbym w zbroję”, a następnie próbował robić wszystko, by powstrzymać śmierć komórek w mojej jednostce centralnej. Nie chcę Was straszyć, ale to bardzo możliwe: ludzie na neurodegeneracje chorują z reguły bardzo długo, ale dopiero w krytycznym momencie choroby zaczynają wykazywać dla nich charakterystyczne objawy. Dlatego też naukowcy starają się znaleźć bardzo subtelne oznaki wczesnego procesu patologicznego.

Dobra inwigilacja nie jest według mnie (bo oczywiście możecie mieć inne zdanie – i dobrze) czymś nieosiągalnym. To naprawdę da się zrobić, istotne są jedynie motywy takiego stanu rzeczy. Inną sprawą jest to, co giganci technologiczni mogą z danymi zrobić. Bo jeżeli one mają służyć tylko mnie i mojemu lekarzowi – jestem za. Z drugiej strony doskonale wiem o tym, że takie informacje mogą zaciekawić również reklamodawców (np. firmy farmaceutyczne). Co wtedy? Czy będę zadowolony z takiego obrotu spraw?