53

Inwigilacja 2.0 – czyli świat, w którym jesteś „tylko surowcem”

Ponad 2/3 ludzkości posiada choćby jednego smartfona. W Polsce ten odsetek jest bardzo podobny. Ale użytkownicy nowych technologii zaczynają rozglądać się za innymi sprzętami "na stałe" podłączonymi do internetu. Telewizor, inteligentny głośnik, wysokiej klasy system audio, czasami nawet lodówka. Otaczają nas modne, przydatne urządzenia elektroniczne zdolne do komunikacji z globalną siecią. Co to dla nas oznacza?

Poznajcie Anitę. Anita mieszka w Warszawie, jest managerem średniego szczebla w korporacji. Od poniedziałku do piątku dojeżdża do pracy miejskim samochodem – kupionym bardzo niedawno. Jak większość tego typu pojazdów, ten jest już naszpikowany całkiem fajną elektroniką, obecny jest także system infotainment. Zarabia całkiem nieźle jak na warunki warszawskie – wystarcza jej do pierwszego, a nawet może nieco odłożyć w jednym z TFI, które zabezpiecza jej przyszłą emeryturę. Jest mężatką – jej mąż prowadzi fajnie prosperujący sklep internetowy. Małżeństwo ma dwójkę dzieci – parkę w wieku 7 i 9 lat. Uczęszczają do szkoły podstawowej blisko miejsca zamieszkania – na Ursynowie i trzy razy w tygodniu uczestniczą w zajęciach pozalekcyjnych: sportowych oraz naukowych.

Gospodarstwo domowe tworzone przez Anitę, jej męża i dzieci generuje miesięcznie ok 22 000 zł przychodów netto miesięcznie. Z tego do opłacenia jest kredyt hipoteczny na mieszkanie w zamkniętym osiedlu, a także raty leasingowe na dwa samochody. Jak wspomniano wyżej – małżeństwo nie musi martwić się o pieniądze, sytuacja finansowa gospodarstwa jest stabilna. Nie jest to co prawda iście luksusowe życie, ale „do pierwszego” wystarcza na wszystko: można pieniądze również odłożyć.

Mieszkanie, w którym mieszka Anita to 60-kilku metrowy lokal w niezłej dzielnicy na zamkniętym osiedlu. Doskonale skomunikowane z centrum miasta oraz z miejscem pracy naszej bohaterki. Szkoła, do której uczęszczają dzieciaki znajduje się dwa przystanki dalej, mąż Anity natomiast część pracy wykonuje w domu – codziennie jednak dojeżdża do magazynu, w którym trzyma sprzedawany towar. Lokal ma zaledwie rok: na drodze umowy z deweloperem został wyposażony w centralkę do obsługi inteligentnego domu. Wewnątrz mieszkania znajduje się więc system zarządzający optymalizacją zużycia energii elektrycznej oraz cieplnej. Samochody natomiast stoją w garażu podziemnym, gdzie małżeństwo posiada dwa akty własności dla konkretnych miejsc.

Anita ma dopiero 30 lat, jej mąż jest tylko dwa lata starszy. Już teraz żyje na dobrym poziomie i niczego jej nie brakuje. Jak niemal każda kobieta w tym wieku jest względnie aktywna w mediach społecznościowych, nie boi się także nowinek technologicznych. Tym bardziej, że jej mąż jest pasjonatem nowoczesnych rozwiązań – może pochwalić się prestiżowym systemem audio podłączonym do internetu, a także „siecią urządzeń połączonych” w ramach centralki inteligentnego domu – własnego projektu. Wystarczyło jedynie kupić odpowiednie akcesoria.

Anita jednak nie zdaje sobie sprawy z tego jak wiele płaci za to, że korzysta z niektórych nowinek

Nasza bohaterka – jako że jest aktywna w mediach społecznościowych, bardzo chętnie dzieli się swoim życiem ze znajomymi. Na Instagramie oraz Facebooku umieszczała nie dalej jak dwa, trzy miesiące temu zdjęcia z Majorki. Ten wyjazd wraz z mężem planowała od jakiegoś czasu. To już 4 rok, kiedy pracuje w korporacji i zarabia niezłe pieniądze: pierwsze odłożone fundusze wraz z mężem przeznaczyła na wkład własny do mieszkania. To, co zostało w części zostało przeznaczone na pierwszy „mega” wyjazd za granicę. 10 dni na Majorce w luksusowym kurorcie, masa zwiedzania oraz godziny spędzone na plaży w towarzystwie nielichych drinków, wypożyczony samochód. Wszystkim tym Anita dzieliła się ze znajomymi – pośrednio po to, by połechtać swoje ego, pokazać że jej się udało. Pochodzi przecież z małej miejscowości, w której maksimum ambicji wyznacza lokalna fabryka i ewentualnie posada w urzędzie gminy.

Jej znajomi wiedzą więc o tym, że Anita doskonale daje sobie radę w życiu – nierzadko zazdroszcząc tego poziomu życia. Nie wiedzą jednak o tym, że nasza bohaterka spędza w pracy czasami więcej niż 8 godzin, a ponadto jej część przynosi do domu. Projekty, terminy to rzeczy święte – trzeba ich dopilnować, same się nie zrobią. Natomiast przełożeni wymagają coraz więcej: od jej zaangażowania i produktywności zależy nie tylko los niektórych dealów, ale także jej posada. Na jej miejsce przecież jest wielu innych specjalistów, prawda?

Natomiast Anita: deklarująca sympatię (poprzez polubienie) dla modnych marek odzieżowych oraz tych dotyczących akcesoriów oraz dodatków sama umiejscawia się w pewnym miejscu na drabinie społecznej. Mało tego – zdjęcia z Majorki jawnie wskazują, że prawdopodobnie na taki wyjazd ją stać. Nasza bohaterka nie zdaje sobie sprawy z tego, że dokładnie to samo wie o niej usługodawca społecznościowy, który bacznie analizuje każdy jej ruch. Wie o tym, gdzie jada lunche, dokąd wychodzi ze znajomymi wieczorem. Nie są to liche restauracje – to przede wszystkim modne i nierzadko drogie lokale. Zdjęcia z Majorki nie są przypadkiem – to efekt posiadania odpowiednich pieniędzy. Powiadomienia o nowych aktywnościach na jej koncie na Facebooku pojawiają się nawet w systemie infotainment w jej samochodzie – co prawda miejskim, ale nieco „lepszej” marki.

Nie zdaje sobie sprawy z tego, jak mocno jest profilowana przez społecznościowego giganta. Ten doskonale wie o tym, że zarabia więcej niż wynosi przeciętna pensja w Polsce i może pozwolić sobie na rzeczy, które są nie do osiągnięcia przez niemałą grupę Polaków. Będzie więc częściej pokazywał jej reklamy marek, które celują w nieco majętniejszych ludzi, mogących pozwolić sobie na odrobinę luksusu. Torebka Wittchena? Może Kazar? Dobra kosmetyczka? A może klinika medycyny estetycznej? Anita przecież musi być wizytówką firmy: dobrze by było, by wyglądała zawsze tak jak trzeba.

Na dane Anity czyhają również… firmy farmaceutyczne. W domu zachorował 7-latek

Każdy z nas chce być zdrowy, prawda? Dlatego właśnie firmy farmaceutyczne, sprzedające również cudowne suplementy diety tak dużo wydają na reklamy. Tyle, że warto jest dotrzeć do takiego klienta, który na pewno będzie chciał kupić konkretny specyfik. I tak właśnie dochodzimy do punktu, w którym przecinają się: pasja męża Anity do nowinek technologicznych oraz brutalne targetowanie reklam. W domu pojawił się niedawno „inteligentny termometr” – elektroniczny sensor temperatury służący do określania ciepłoty ciała. Jednak jest on nieco inny od reszty: można go sparować ze smartfonem oraz informacje o pomiarach umieszczać w aplikacji mobilnej. Każdy domownik ma swój profil w aplikacji na smartfonie Anity: jej 7-latni syn poczuł się źle i najprawdopodobniej dostał gorączki. Termometr wskazał na łagodne podwyższenie ciepłoty ciała: 38,2 st. Celsjusza to jeszcze nie dramat. Ale – to także dowód na to, że w organizmie toczy się infekcja.

Jako, że w jej umowie o pracę istnieje zapis o opiece zdrowotnej dla niej i dla jej rodziny, a także ma możliwość zamówienia wizyty u lekarza pierwszego kontaktu poprzez aplikację… rejestruje się na dzień później z synem. Wtem, magicznie w mediach społecznościowych oraz w Google zaczynają pojawiać się reklamy leków lub produktów medycznych: specyfiki na gorączkę, kaszel, objawy grypowe, a nawet wzbudzające zaufanie wyroby homeopatyczne. Jest wieczór, konsultacja z lekarzem jest obecnie niemożliwa. Wysyła więc męża do pobliskiej apteki po wymagane w tej sytuacji specyfiki: coś na gorączkę, coś na kaszel i ból gardła oraz po „coś homeopatycznego” – tak na wszelki wypadek i dla spokoju sumienia. Mąż nie jest co do tego ostatniego „leku” przekonany, ale dla świętego spokoju go kupuje. Równie dobrze mógłby zaopatrzyć rodzinę w słodzik: na jedno by wyszło. Co jednak łączy wszystkie te specyfiki? Ich reklamy pojawiły się w internecie – tuż po tym jak okazało się, że syn jest chory. Nie wie o tym, że aplikacja służąca do parowania „inteligentnego termometru” w warunkach korzystania z niej zawiera zapisy o przekazywaniu danych innym podmiotom.

Inteligentny termometr przekazujący dane reklamodawcom to nie jedynie efekt mojej pomysłowości: afera związana z takim urządzeniem wypłynęła dosłownie kilka dni temu. Sami poczytajcie tutaj.

Nie dość, że ten termometr jest w stanie przekazać reklamodawcom informacje o stanie zdrowia domowników, to w dodatku pozwala partnerom komercyjnym na lepsze profilowanie materiałów. Za pośrednictwem aplikacji Anita „sprzedała” dane dotyczące „stanu osobowego” gospodarstwa domowego. Odtąd już niemal każdy zainteresowany reklamodawca wie o tym, że Anita ma męża / partnera oraz dwójkę dzieci. Niech nie będzie więc zdziwiona, że w trakcie szkolnych ferii oraz tuż przed nimi otrzyma oferty wyjazdów na zimowe kolonie w góry. Mało tego – będzie dobrym potencjalnym klientem, bo ci wiedzą także, że ma na to pieniądze. Raz na jakiś czas pojawi się także oferta nowej szkoły języka obcego oraz grupy dla młodych adeptów sztuk walki – świetnie, bo 7-letni syn jest zafascynowany karate.

Jako że często bywa w niektórych restauracjach, na jej skrzynkę mailową oraz w aplikacjach zaczynają się pojawiać propozycje ponownej wizyty w tych miejscach – z niewielkim rabatem na posiłek lub drinka. Firma prowadząca te marki w mediach społecznościowych aktywnie analizuje te dane i prowadzi sprawny remarketing: po to, aby napędzić jak największe zyski dla lokalu.

Co z mężem Anity? On jest niepotrzebny w tej układance?

Wcale nie. Posiada świetny system audio, który jest jego oczkiem w głowie – poza dzieciakami. Zainstalował również w domu inteligentny głośnik, do którego mówi głównie wtedy, gdy się nudzi wieczorami. Najczęściej ten odgrywa treści ze Spotify lub służy mu do słuchania radia w trakcie wypisywania kwitów na towary. Głośnik ten jednak nasłuchuje tego, co dzieje się w domu – rozpoznaje utwory, które mąż Anity lubi. Nie dziwne więc, że raz na jakiś czas otrzymuje on promocyjne oferty płyt niektórych wykonawców. Sklepy zajmujące się sprzedażą akcesoriów dla audiofilów również często pojawiają się w wynikach wyszukiwania oraz w mediach społecznościowych. Od dawna małżonek naszej bohaterki jest fanem jednej z firm motoryzacyjnych ze Szwecji i marzy o takim samochodzie. Co jakiś czas więc widzi w sieci materiały sponsorowane z pożądanymi przez niego samochodami – w wariancie leasingowym.

Jako że mąż Anity zajmuje się „cięższymi kwestiami finansowymi”, to na nim spoczywają obowiązki lokowania oszczędności oraz ubezpieczeń na życie. Rok temu wprowadził swoje i jej dane do porównywarki ofert takich produktów finansowych – od tego momentu spływają do niego przeróżne oferty towarzystw, które starają się przekonać ich do własnych rozwiązań.

Anita i jej mąż nie do końca zdają sobie sprawę z tego, że są „surowcami”. Jest im z tym dobrze, godzą się na to

Cypher w Matriksie, w trakcie rozmowy z Agentem Smithem stwierdził: „Ignorance is bliss”, co w wolnym tłumaczeniu oznacza mniej więcej tyle, że „nieświadomość jest błogosławieństwem”. Istotnie jest – gdyby zastanowić się nad tym, jak bardzo możemy być „zniewoleni” pod względem systemu dostarczania informacji o nas samych, może nam zrobić się… nieprzyjemnie. Wręcz smutno, lub nawet przykro. Korzystamy z pozornie darmowych rozwiązań, ale płacimy za to nieprzyzwoicie wysoką cenę. Stajemy się surowcami, które się pielęgnuje i eksploatuje zarazem. Wciąga się nas w wir marketingowy uznający wszelkie metody – nawet takie, które nie spodobały by się właściwie nikomu.

Ale Anita nie zdaje sobie z tego sprawy. Wie, że internet jest i działa. Nie łączy pewnych wątków. Coś niecoś na ten temat wie jej małżonek, ale ma ważniejsze sprawy na głowie niż ta. Ich dzieciaki już kompletnie o tym nie wiedzą: aktualnie w ich kręgu zainteresowań są youtuberzy, szkoła oraz gry. Bezstresowo iście.

Takich ludzi jest naprawdę wielu. Nie wiedzą o tym, że ich wybory nie są przypadkowe – a wszystko to, co widzą w internecie to w pewnym sensie wypadkowa ich poprzednich aktywności, również tych, które ściśle przynależą do świata realnego. Czy jesteśmy więc wolni, a nasze poczynania są w pełni autonomiczne, zależne tylko od nas? Nie wydaje mi się. Z drugiej jednak strony – nigdy dotąd chyba nie byliśmy tak wolni i tak zniewoleni jednocześnie. Być może właśnie dlatego tak prosto było nam to zaakceptować i przyjąć te realia jako zupełnie normalne.