7

Internet nie jest już wytworem rzeczywistości. Stał się jej kreatorem

Tytuł roboczy niniejszego tekstu brzmiał: Internet zmienił nasze życie. Ale to hasło wygląda dość banalnie, gdy chce się je rozwinąć w krótkim wpisie, a poważne podejście do tematu stanowi materiał na książkę, a właściwie na serię książek i to w różnych gatunkach literackich. Ich napisanie stanowi spore wyzwanie i póki co odkładam ten pomysł na […]

internet-god-bewerkt1Tytuł roboczy niniejszego tekstu brzmiał: Internet zmienił nasze życie. Ale to hasło wygląda dość banalnie, gdy chce się je rozwinąć w krótkim wpisie, a poważne podejście do tematu stanowi materiał na książkę, a właściwie na serię książek i to w różnych gatunkach literackich. Ich napisanie stanowi spore wyzwanie i póki co odkładam ten pomysł na półkę „koncepcje na potem” i spróbuję nie zabrzmieć banalnie w krótszej formie.

Trafiłem dzisiaj na informację, z której wynika, że Internetowi stuknęły trzydzieste urodziny. Nie jest to wielkie wydarzenie, któremu warto poświęcać uwagę, ponieważ ustalenie dokładnej daty narodzin Sieci jest trudne, a może nawet niemożliwe – każdy uzna za najważniejsze inne wydarzenie z historii Internetu i doprowadzi to (szczególnie w Polsce) do kłótni w stylu: moja racja jest bardziej racją, niż twoja racja. Na tę informację nałożyło się jednak kilka innych rzeczy (oczywisćie podpatrzonych w Sieci), które skłoniły mnie do zastanowienia się nad całym zjawiskiem (pogoda paskudna, więc człowiekowi zbiera się na zadumę).

Dwa elementy układanki podrzucił na FB Grzegorz Marczak. Pierwszy dotyczył tekstu Kamila Ostrowskiego – GM wspomniał (choć podejrzewam, iż nie jest to przypadek odosobniony), że Minecraft jest dla jego syna tym, czym dla niego samego były klocki LEGO (do dnia dzisiejszego żałuję, że oddałem swoje klocki, gdy stwierdziłem, iż jestem na nie za stary – człowiek uczy się na błędach). Drugi motyw ma związek z akcją niejakiego Krzysztofa Gonciarza, który postanowił spędzić miesiąc na „bezneciu”. Grzegorz stwierdził, że nie dałby rady – ani psychicznie, ani fizycznie. Całość zebrana do kupy sprawiła, że przez cały poranek gapiłem się w okno i zastanawiałem nad wpływem Internetu na moje życie i życie kolejnych pokoleń (mam nadzieję, że ktoś to kiedyś doceni).

Na pierwszy rzut oka, pomysł Krzysztofa Gonciarza wydaje się po prostu czymś dziecinnym, by nie powiedzieć głupim (przepraszam Krzysztofie – osobiście tak nie myślę, ale spodziewam się, że wiele osób w ten sposób podejdzie do tematu). Waląc prosto z mostu: facetowi już się we łbie poprzewracało od tych internetów i robi jakąś dziwną akcję. Co on chce w ten sposób udowodnić? Pewnie nie ma na siebie pomysłu, więc będzie gotował zupy, a ludzie na to popatrzą w Sieci i jeszcze dadzą mu zarobić. Ot, cwaniaczek.

Pan Gonciarz chce jednak sprawdzić, jak się dzisiaj żyje bez Internetu, co jest dość ciekawą kwestią. Sam robię teraz listę rzeczy, które załatwiam za pośrednictwem Sieci i co kwadrans dopisuję kolejne punkty. Jasne, że znaczną część z nich można spokojnie wykonać w inny sposób (bo robiłem to jeszcze kilka – kilkanaście lat temu), ale pewnych kwestii po prostu nie da się przeskoczyć. Wystarczy wspomnieć, że zarabiam na życie wyłącznie w Internecie – musiałbym zatem znaleźć nową pracę i to taką, w której Internet (i wszystko, co z nim związane) nie jest wymagany.

Po krótkiej analizie doszedłem do wniosku, iż zdecydowana większość moich znajomych w jakimś stopniu korzysta z Internetu w swej pracy – nie tylko dlatego, że stanowi poważne ułatwienie. Czasem jest nie tyle środkiem do osiągnięcia celu, co celem samym w sobie. Nie twierdzę oczywiście, że ci ludzie byliby bezrobotni, bo Internet daje miejsca pracy, ale też jednocześnie likwiduje etaty w innych gałęziach gospodarki (ktoś może wie, jaki jest bilans?). Trzeba jednak mieć na uwadze, że to już oznacza zupełnie inną rzeczywistość.

Wrócę teraz do motywu Minecrafta i LEGO. Nie jestem psychologiem i trudno mi w jakiś fachowy sposób odnieść się do całego zjawiska (tu już muszę poprosić o komentarz kolegę Jana Rybczyńskiego), ale dzieci wychowywane z tak różnymi typami zabawy (twórczej, ale jednak zabawy) zapewne w jakimś stopniu się od siebie różnią. Każde z nich coś zyskuje za sprawą danej rozrywki, ale jednocześnie coś traci. I znowu pojawia się pytanie o bilans (nawet w przypadku jednostek, które rozwijają się na obu płaszczyznach).

tumblr_m9rri0xw9n1qdc7t3o1_500

Brytyjski wynalazca – Trevor Baylisstwierdził niedawno, że pokolenie Google jest narażone na „śmierć mózgu”. Nie należy oczywiście odbierać tego dosłownie – dzieci po prostu tracą zmysł kreatywności i zdolności praktycznych, a powodów należy się dopatrywać w zbyt długim czasie spędzanym przed komputerem i przyjmowaniu (zazwyczaj bezkrytycznie i bezrefleksyjnie) natłoku informacji pompowanych za pośrednictwem Sieci (często są one całkowicie bezwartościowe). Pisanie o apokalipsie i pokoleniu zombi raczej nie ma sensu, ale z drugiej strony, jest w tym trochę prawdy.

Po spisaniu rzeczy, które dzisiaj robię za pośrednictwem Sieci miałem świadomość, że większość z nich da się wykonać w inny sposób, bo kiedyś (to bliższa lub dalsza przeszłość) osobiście wykonywałem je w inny sposób. Ale co z ludźmi, którzy nie zaliczyli tego etapu i moja lista kojarzyłaby im się tylko z Siecią? Jej brak początkowo mógłby oznaczać po prostu zagubienie w rzeczywistości. Takie społeczeństwo nie jest gorsze (chyba) – jest po prostu inne. Pan Baylis ma rację, iż powinniśmy zwrócić na to uwagę i kształcić młodych ludzi także w kwestiach manualnych, rozwijając przy tym człowieka w oczywisty dla starszych, ale już niekoniecznie dla młodszych, sposób. Samo skazywanie pokolenia, a wraz z nim całej cywilizacji na klęskę jest chyba przesadzone – trudno jednoznacznie stwierdzić, do czego nas doprowadzi obrana droga.

Wiele osób zastanawia się obecnie nad tym, co dalszy rozwój Internetu przyniesie w perspektywie pięciu lat. Jedno pokolenie, to już nie tylko cała epoka, ale wręcz era. Do Sieci podłączonych zostanie rzesza nowych użytkowników z całego świata, rozwój urządzeń mobilnych, aplikacji, chmury, działań na linii maszyna-maszyna to kwestie, przed którymi raczej nie uciekniemy i trzeba to „przyjąć na klatę”. Jeżeli dzisiaj ktoś robi test, by dowiedzieć się, jak to jest spędzić „miesiąc na bezneciu”, to odbieramy to w ramach ciekawostki. Ale za pięć-dziesięć lat może to być odbierane w ramach wyzwania na miarę przeprowadzki na Kołymę.

Źródła zdjęć: tumblr.com, mrgd.com.au