10

Internet czyni… niezbyt taktownym.

Autorem poniższego tekstu jest Albert Tomaszewski Na Techcrunch padły dziś mocne słowa: Noblistka twierdzi: internet czyni durnym. Odpowiadamy: tia… Duncan Riley z bardzo długiego wystąpienia Doris Lessing (88-letnia pisarka, tegoroczna noblistka) “wydłubał” dwa zdania i polemizuje z tezami, które sam do nich dopisał – bo nobliwa pisarka opowiadała historię, która tylko nieznacznie zahaczyła o tematykę […]

Autorem poniższego tekstu jest Albert Tomaszewski

Na Techcrunch padły dziś mocne słowa:

Noblistka twierdzi: internet czyni durnym. Odpowiadamy: tia…

Duncan Riley z bardzo długiego wystąpienia Doris Lessing (88-letnia pisarka, tegoroczna noblistka) “wydłubał” dwa zdania i polemizuje z tezami, które sam do nich dopisał – bo nobliwa pisarka opowiadała historię, która tylko nieznacznie zahaczyła o tematykę internetu. Słowo „internet” padło w wystąpieniu 2 razy.

Już samo założenie, że w tak dostojnym momencie jak odebranie Nagrody Nobla komukolwiek przyjdzie do głowy rozprawiać o niuansach web 2.0, jest dużym nieporozumieniem. Jeszcze większym nieporozumieniem jest przesadzona, nie znająca zdrowych proporcji reakcja Riley’a. Wyczuciem nie grzeszy również Piotr Wrzosiński, który ustosunkował się do sprawy na swoim blogu.

Oto przyczyna całego zamieszania:

Żyjemy w fragmentaryzującej się kulturze, gdzie pewniki nawet z nieodległych dekad są kwestionowane i gdzie powszechną cechą wykształconych ludzi jest to, że nie wiedzą o świecie niczego, nie czytają niczego – znając jedynie taką czy inną dziedzinę, jak na przykład, komputery.

Jak zmieni się nasze życie i sposób myślenia pod wpływem internetu, który uwiódł swoją jałowością całe pokolenie do tego stopnia, że nawet całkiem rozsądni ludzie przyznają, że od kiedy są w sieci, jest tak trudo im się uwolnić i zdarza się, że cały dzień mija im na blogowaniu etc?

Nawet przyjmując, że zdania nie zostały wypowiedziane w szerszym kontekście – czy to już wystarczający powód, żeby chwytać się wyświechtanych komunałów o demokratyzacji komunikacji i strzelać wykładami o władzy wracającej w ręce ludu? Czy naprawdę możemy być tak naiwni, żeby sądzić, że 90 letnia osoba pierwszy raz w życiu słyszy argumenty tego rodzaju? Czy godzi się nazywać takiego adwersarza „starą ignorantką”?

Wygląda na to, że zapatrzeni w nową ewangelię web 2.0 zatraciliśmy wyczucie subtelności i poczucie zdrowego rozsądku. Jest pasja ale brakuje dystansu do tego, czemu się poświęcamy. A bez dystansu argumenty zalatują paranoją a przykłady stają się mocno przesadzone. Profesjonalni dziennikarze zaczynają jawić się jako “grupa trzymająca władzę” a Doris Lessing staje się chciwym bandziorem z Klondike…

Wystąpienie starszej pani, która chciała w doniosłej chwili podzielić się częścią życiowego doświadczenia – zasługuje na odrobinę taktu niezależnie od epoki, w której się znajdujemy.