7

Internet czy stara lodówka? Wybór nie jest oczywisty

Wczoraj na AW pojawił się tekst Jana dotyczący satelitów Google. Cel działań internetowego giganta jest jasny (podłączają do Sieci kolejnych ludzi i zarabiają na tym grubą kasę), a przy okazji dość kontrowersyjny. Nie brakuje głosów przekonujących, iż rzeszom mieszkańców naszej planety potrzebna jest czysta woda, a nie Internet. Jestem skłonny zgodzić się z tą tezą, […]

Wczoraj na AW pojawił się tekst Jana dotyczący satelitów Google. Cel działań internetowego giganta jest jasny (podłączają do Sieci kolejnych ludzi i zarabiają na tym grubą kasę), a przy okazji dość kontrowersyjny. Nie brakuje głosów przekonujących, iż rzeszom mieszkańców naszej planety potrzebna jest czysta woda, a nie Internet. Jestem skłonny zgodzić się z tą tezą, ale zaznaczę, że i ona może wywoływać kontrowersje.

Na temat planów Google, zakładających dostarczanie Internetu kolejnym miliardom ludzi, napisano już sporo. Najpierw zrobiło się głośno o projekcie Loon (balony), potem poruszenie wywołało przejęcie przez internetowego giganta firmy Titan Aerospace (podobno sprzątnęli ją sprzed nosa Facebookowi), teraz należy do tego dorzucić satelity. Jeśli dobrze rozumiem, projekty mają się uzupełniać i będą rozwijane jednocześnie, więc można już mówić o działaniach Google zakrojonych na naprawdę szeroką skalę i pochłaniających spore środki. Inwestycje jednak nie dziwią – z czasem te pieniądze wrócą do kiesy korporacji z Mountain View i to z nawiązką.

Właśnie o pieniądze w całym tym zagadnieniu chodzi. Chociaż pozbawiona dostępu do Sieci ludność Afryki czy Ameryki Południowej zyska narzędzie ułatwiające poprawę swojego losu (inną sprawą jest to, czy Internet przyniesie im szeroko pojęte szczęście), to przecież Google nie działa charytatywnie – w tym przypadku gra toczy się o wielkie pieniądze i zdaje sobie z tego sprawę wiele firm z branży IT. Wystarczy wspomnieć Facebooka, który w towarzystwie Samsunga, Nokii oraz kilku innych graczy zamierza rywalizować z Google.

Wspomniane projekty oraz sam zamysł dostarczania ubogim mieszkańcom naszej planety Internetu, wywołują mieszane uczucia. Jedni twierdzą, że to świetny pomysł, bo ludzi dostaną wędkę, a nie rybę, drudzy zapewniają, iż najpierw trzeba rozwiązać inne problemy najuboższych, a dopiero potem pakować się do nich z Internetem. Przedstawicielem tego drugiego podejścia jest np. Bill Gates, o czym już pisaliśmy na AW. Przyznam szczerze, iż nie potrafię opowiedzieć się w tej dyskusji po którejkolwiek stronie – przemawiają do mnie argumenty jednych i drugich, uznaję Internet za pomocne narzędzie, ale jednocześnie zgadzam się z Gatesem, że oferowanie Internetu wiosce dziesiątkowanej przez suszę, choroby i głód, to co najmniej kontrowersyjny pomysł.

Piszę o tym, ponieważ rano trafiłem na informację, która w znacznym stopniu wpisuje się w postulaty Gatesa, a jednocześnie… Wywołuje spore kontrowersje. Mowa o idei „produkowania” (otrzymywania) wody z powietrza. Pomysłodawcą jest pewien student, który w swoim projekcie chciałby wykorzystać stare lodówki:

Napędzane energią słoneczną urządzenie skrapla wilgotne powietrze w zimnych, miedzianych rurach. Powstała w ten sposób czysta woda osadza się w hermetycznym naczyniu, gdzie przechowywana jest w niskiej temperaturze aż do spożycia. Punktem wyjścia tej konstrukcji jest… zużyta lodówka.

W ten sposób zutylizowane lodówki, mogą zostać wysłane do krajów trzeciego świata, gdzie istnieje niedobór czystej wody. Do powstałej w ten sposób cieczy mogą zostać dodane minerały, które sprawią, że ciecz będzie jeszcze bardziej zdatna do picia. [źródło]

Koncepcja wydaje się prosta i człowiek po przeczytaniu tej krótkiej notki zadaje sobie pytanie: dlaczego nikt nie wpadł na to wcześniej? Po pierwsze, nie mamy do czynienia ze skomplikowaną konstrukcją (przynajmniej tak zakładam), po drugie, podobne rozwiązania znamy z natury, więc wystarczyło je naśladować (specem nie jestem, ale wydaje mi się, że niektóre rośliny w gorącym klimacie pobierają wodę z powietrza), po trzecie starych lodówek ci u nas dostatek i moglibyśmy w ten sposób uszczęśliwić nie tylko jedną wioskę, ale wręcz całe regiony, a nawet państwa. Bomba! Może się ziścić to, o czym mówił legendarny CEO Microsoftu – ludzie dostaną wodę (czystą) i w ten sposób znacznie poprawi się ich komfort życia (nam chyba trudno zrozumieć taką sytuację).

Entuzjazm (ewentualny) wywołany wspomnianą informacją mija, gdy ktoś zastanowi się nad tym pomysłem. Najpierw pojawia się proste pytanie: skoro rozwiązanie jest proste i jednocześnie sensowne, to dlaczego nie zastosowano go wcześniej? Przecież technologie niezbędne to stworzenia wspomnianej instalacji są w naszym zasięgu od lat – nie wierzę w to, że student wpadł na pomysł, by zastosować w afrykańskiej wiosce bardzo innowacyjne, ale jednocześnie drogie rozwiązania – to ma być tanie i proste.

Szukając odpowiedzi na to pytanie, szybko dochodzi się do wniosku, że pomysł zapewne nie jest tak dobry, jak mogłyby to przedstawić media. Jeśli weźmie się pod uwagę energochłonność starych lodówek, konieczność ich ewentualnej naprawy, dorzuci do tego koszty transportu oraz uruchomienia całego projektu, to może się okazać, że gra nie jest warta świeczki. Ludzkiego życia nie należy oczywiście przeliczać na pieniądze, ale nie o to mi chodzi – możliwe, że taniej i efektywniej będzie po prostu zastosować inny mechanizm. Nie zdziwiłbym się, gdyby z ekonomicznego punktu widzenia lepszym rozwiązaniem będzie dostarczanie potrzebującym czystej wody.

Doniesienia takie jak to o lodówkach w Afryce, utwierdzają w przekonaniu, że światu, zwłaszcza temu ubogiemu, potrzebni są ludzie pokroju Gatesa, wizjonerzy-filantropi, którzy będą inwestować pieniądze w opracowywanie prostych, ale jednocześnie nowoczesnych rozwiązań. Można się śmiać z tego, że były CEO Microsoftu chce na nowo stworzyć prezerwatywę albo ubikację, ale naprawdę nie ma w tym nic zabawnego – stare, znane nam rozwiązania okazują się nieskuteczne w realiach, w których żyją setki milionów (o ile nie miliardy) ludzi. Dlatego nawet proste rzeczy trzeba odkrywać na nowo, stosując się do pewnych wytycznych.

Jednocześnie należy się zastanowić nad często bezkrytycznym podejściem mediów do wszelkiego typu „cudownych rozwiązań”. To nie dotyczy tylko pomagania Afryce – przecież co kilka dni słyszymy o nowym pomyśle w zakresie produkcji i magazynowania energii, o cudownych lekarstwach, wynalazkach na miarę przełomu, wprowadzających rewolucję do naszych garaży, do sklepów czy urzędów. Bardzo często niewiele z tego wynika i o pomyśle robi się cicho (na dobre) chwilę po jego nagłośnieniu. Podejrzewam, że świetnie zdajecie sobie z tego sprawę – jeśli śledzicie regularnie AW, to wiecie, iż niejednokrotnie pisaliśmy o świetnych projektach akumulatorów dla sprzętu mobilnego. Do dzisiaj niewiele z tego wynika. Nie nawołuję przy tym do defetyzmu, ale czasem warto chyba krytycznie spojrzeć na cudowne projekty, których w Sieci nie brakuje.

Pisząc o lodówkach, ponownie zacząłem się zastanawiać nad ideą dostarczania Internetu ludziom, którzy dzisiaj są wykluczeni z cyfrowej rzeczywistości. Przyznam, że trochę zmieniłem stosunek do tego przedsięwzięcia i chociaż nie zacząłem postrzegać Google czy Facebooka w kategoriach dobroczyńców, to bliżej mi do stwierdzenia, że nie należy zwlekać z dostarczaniem ludziom Sieci do momentu, w którym zaspokojone zostaną ważniejsze potrzeby. Jeśli nad rozwiązywaniem problemów trzeciego świata nadal będą pracować jedynie ludzie z krajów rozwiniętych, to projekty będą często oderwane od rzeczywistości. Tej afrykańskiej czy latynoamerykańskiej. Będziemy im wysyłać stare lodówki, które mogą się okazać dla wioski dodatkowym utrapieniem.

Im więcej mówi się o dostarczaniu Internetu kolejnym milionom ludzi, tym bardziej owe projekty intrygują i skłaniają do przemyśleń. Przy sceptycznym podejściu można stwierdzić, że po prostu przybędzie osób oglądających koty w Internecie (i tak zapewne będzie), ale jednocześnie pojawia się spora szansa na to, że za naszego życia dokona się na Ziemi coś wielkiego, przypominającego swym zasięgiem rewolucję agrarną czy przemysłową. Pozostaje zatem obserwować, kibicować i liczyć na to, że plusy ujemne przemian nie zdominują plusów dodatnich.

Źródło grafiki: huffingtonpost.com