12

Internauci dają się nabrać na „żart” ze śmiercią Wardęgi

Myślałem, że takie „kwiatki” w moich aktualnościach na Facebooku już się nie pojawią. Od samego początku irytował mnie fakt przekazywania przez moich znajomych w tym portalu informacji głupich, bezwartościowych, a już szczególnie niebezpiecznych. Stąd, jak tylko pojawiało się coś, co nie powinno się tam znaleźć, kończyło się najczęściej na zaprzestaniu obserwowania osoby, która udostępniła niepożądaną […]

Myślałem, że takie „kwiatki” w moich aktualnościach na Facebooku już się nie pojawią. Od samego początku irytował mnie fakt przekazywania przez moich znajomych w tym portalu informacji głupich, bezwartościowych, a już szczególnie niebezpiecznych. Stąd, jak tylko pojawiało się coś, co nie powinno się tam znaleźć, kończyło się najczęściej na zaprzestaniu obserwowania osoby, która udostępniła niepożądaną treść. W niektórych natomiast leciał po prostu ban. Facebooka traktuję poważnie, także jako narzędzie pracy, stąd dbam o to, by znajdowały się tam tylko te rzeczy, które są wartościowe.

Wczoraj przypadkowo trafiłem na tytuł wiadomości z „portalu informacyjnego”, wedle której Sylwester Wardęga, znany w środowisku youtuber zmarł podczas kręcenia swojego kolejnego filmu. Link udostepniony przez mojego znajomego od razu wydał mi się podejrzany – po raz kolejny znany mi schemat: sensacyjna wiadomość, nieznane źródło informacji, a w środku, warunkiem możności przeczytania treści jest podanie numeru telefonu. Podawszy ów numer, naciągnięciu internauci narażani się na straty finansowe polegające na otrzymywaniu płatnych SMS-ów.

Scamerzy natomiast popisali się niebywałą bezczelnością. Tuż pod informacją o śmierci Sylwestra Wardęgi znajduje się informacja, że mamy do czynienia ze stroną o charakterze rozrywkowym i informacje w nim zawarte nie muszą mieć nic wspólnego z prawdą. Tak, Wardęga żyje i ma się dobrze, nikt nie zginął. Chyba nie muszę nikogo zapewniać, że wszystko to jest wyssane z palca.

Nie jest to pierwsza tego typu akcja i na pewno nie ostatnia

Scamerzy poswuają się coraz dalej. Wcześniej ich działania polegały na kuszeniu intrygującymi obrazkami, które w pomniejszeniu mogły sugerować nagość lub inne „chwytliwe” treści. Nie brakowało też „linków” do klipów wideo, na których ma miejsce „pewne interesujące wydarzenie” – aby uzyskać dostęp do informacji należy albo podać swój numer telefonu, albo udostępnić wpis dalej, ewentualnie kliknąć jeszcze do tego „Lubię to!”. Jestem przerażony tym, iż ludzie na to się łapią – mimo wielu informacji, które wyjaśniają sens i cel istnienia tego zjawiska.

wardega

Dodatkowo, jestem pewien także, iż ten przypadek nie jest ostatnim – scamerzy nie będą próżnować i skoro za każdym razem udaje się złapać niemałą rzeszę internautów, to proceder należy powtórzyć. Dla takich osób nie ma świętości, jak widać tym razem trafiło na Sylwestra.

Co robić?

Na pewno nie klikać we wszystko, co jest udostępnione przez naszych znajomych na Facebooku. Wystarcza zdrowy rozsądek – akcje scamerów nie walczą ze specjalistycznym oprogramowaniem przeciw cyberzagrożeniom. Osoby stojące m. in. za akcją z SA Wardęgą bazują na tym, że zawsze najsłabszym ogniwem zabezpieczeń jest człowiek i jeżeli to on nie będzie czujny, narazi się na stratę danych lub pieniędzy.

Stąd nie należy klikać w informacje na Facebooku, które nie pochodzą zeznanego nam i zaufanego źródła. Jeżeli nie jesteśmy pewni prawdziwości tego, co widzimy – szukajmy w Wiadomościach Google. Jeżeli zidentyfikujemy podejrzany link – nie omieszkajmy go zgłosić. I pamiętajmy – normalny portal informacyjny nie „zawoła” od nas numeru telefonu lub podania innych danych w zamian za możliwość przeczytania jakiejkolwiek informacji.

Grafika: 1