halo 4 cortana
18

Inteligentni asystenci to… chała. Oto jak powinni działać

Wiecie, co? Doszedłem ostatnio do bardzo intrygującego (nawet mnie samego) wniosku. Niby jestem fanem inteligentnych asystentów, niby śledzę każdą, nawet najmniejszą zmianę z nimi związaną, a i tak uważam, że są oni "chałą". Wcale nie działają tak, jakbym sobie tego życzył. Nie wiem, może to ja jestem jakiś dziwny?

Zacznijmy od tego, czym w ogóle jest „inteligentny asystent” lub „asystent głosowy”.

Automatyczny asystent osobisty lub inteligentny asystent osobisty to mobilne oprogramowanie, które może wykonywać zadania lub świadczyć usługi w imieniu użytkownika w oparciu o kombinację danych wejściowych dostarczanych przez użytkownika, informacji o lokalizacji oraz możliwości dostępu do informacji z różnych źródeł internetowych

Źródło: Wikipedia (angielska, tłumaczenie własne)

Definicja bardzo dobra, bo ogólna, nie wyklucza rozwinięcia asystenta w kierunku modułów, czyli akcji dodawanych przez np. programistów rozwijających możliwości oprogramowania opartego na interfejsie głosowym (dwukierunkowym). Wiemy, czym jest taki Asystent. Super. Ale co on dokładnie robi?

Jeżeli tylko obsługuje jakąś funkcję, jest w stanie ją wykonać. Sam na co dzień korzystam z Asystenta i codziennie zdarza się, że coś nie działa. Coś po prostu nie gra. Próbuję wykonać coś zupełnie nowego, z nudów próbuję porozmawiać z Asystentem Google (to najlepszy możliwy przykład) i czasami ręce mi opadają. Mimo wszystko, nie jest to najlepszy kompan do rozmowy (ani w języku angielskim, ani w języku polskim).

Czego oczekuję od asystenta głosowego?

Że ten mnie wyręczy w momencie, w którym nawet nie pomyślę o tym, że mogę być wyręczony. Tego mi brakuje w Asystencie Google. Ok, fajne jest to, że Mapy Google potrafią w trakcie ustawionej trasy wykryć przeszkodę w postaci korków i zaproponować alternatywną trasę. Ale mój asystent, dopóki go nie uruchomię, jest nieaktywny. Nie robi zupełnie nic. Tak, jakby go w ogóle nie było.

Inteligentni asystenci

Co więcej, cała idea komunikacji głosowej z asystentem jest według mnie dziwna. Wyobrażacie sobie, by iść ulicą i „gadać do telefonu”, by ten zadzwonił do ojca, usunął maile z folderu SPAM, sprawdził notowania Microsoftu na NASDAQ i zapisał je w Keepie, a po wszystkim włączył jeszcze tryb „Nie przeszkadzać”?. No, właśnie. To dziwnie wygląda. Z asystentem pogadasz sobie w domu, w ciszy, gdy jesteś sam. W biurze? Nie ma na to szans. Na ulicy? Nie bardzo. W aucie… już lepiej. I to właśnie robię.

Czytaj więcej: O tej metodzie „hakowania” Google Home nigdy bym nie pomyślał

Wniebowzięty bym był, gdybym codziennie od swojego telefonu „dostawał” rozpiskę: jedź tędy do pracy, będzie szybciej. Dzisiejsze ceny tankowania na stacjach paliw to tyle i tyle, na tej jest najtaniej i najpewniej, udaj się tam po pracy, ale w okolicach godziny 16:30 – będzie najmniejszy ruch i zdążysz jeszcze na lekcje angielskiego. Twój telewizor był uruchomiony całą noc – zasnąłeś przy nim. Poza tym, za pomocą głośnika zarejestrowałem, że chrapiesz, możliwe, że masz bezdech (to akurat wiem): udaj się do lekarza. Zarejestrowałem ponadto, że wczoraj obiecałeś mamie, że oddzwonisz koło 12:30 – czy mam Ci o tym przypomnieć? Wiecie, taki hub z podsumowaniem na cały nadchodzący dzień.

Inwazyjnie, co?

Inwazyjnie jak jasna cholera, ale w przypadku inteligentnych asystentów nigdy nie uznawałem kompromisów. Uważałem i dalej uważam, że skoro maszyna ma być asystentem dla mnie, powinna wiedzieć o mnie jak najwięcej. W kontekście prywatności mam swoje zdanie (nie mam nic do ukrycia, jestem w stanie poświęcić wiele dla wygody (bo taka jest generalnie cena korzystania z takich usług), najpewniej bardzo różne od Waszego.

A zatem, czego mi brakuje w obecnych asystentach głosowych? Proaktywności, nawet odrobinę… nachalności na co dzień. O wielu rzeczach zapominam, bo żyję bardzo szybko. Wiele rzeczy mi umyka, bo bardzo wiele rzeczy rozprasza moją uwagę. Gdyby taki asystent był w stanie poukładać to i przypominać mi o niektórych niuansach w odpowiednim momencie – byłoby przepięknie.