Gry

Intel: większość graczy nie potrzebuje dedykowanych kart graficznych

TP
Tomasz Popielarczyk
31

Odważne deklaracje padają z ust przedstawicieli Intela. Gregory Bryant, jeden z wiceprezesów firmy jest zdania, że mainstreamowy gracz z powodzeniem zadowoli się zintegrowanym układem. Te bowiem są coraz lepsze i oferują wydajność lepszą niż karty graficzne 80 proc. komputerów. Bryant szczególnie...

Odważne deklaracje padają z ust przedstawicieli Intela. Gregory Bryant, jeden z wiceprezesów firmy jest zdania, że mainstreamowy gracz z powodzeniem zadowoli się zintegrowanym układem. Te bowiem są coraz lepsze i oferują wydajność lepszą niż karty graficzne 80 proc. komputerów.

Bryant szczególnie podkreśla tutaj moc obliczeniową jednostek Iris oraz Iris Pro, które są zintegrowanymi GPU stosowanymi w procesorach Intela szóstej generacji. Jego zdaniem układy oferują wydajność lepszą niż ich dedykowane odpowiedniki w 80 proc. pecetów. Ta w ciągu pięciu ostatnich lat została w procesorach graficznych Intela zwiększona aż trzydziestokrotnie. Bryant nie ukrywa, że dla Intela rynek sprzętu dla graczy jest kluczowy, bo w ostatnich latach rozwija się najszybciej. Można zatem spodziewać się kolejnych inwestycji na tym gruncie.

I faktycznie nowe układy są mocniejsze niż kiedykolwiek. Niech świadczy o tym chociażby wsparcie dla aż trzech monitorów 4K. Zastosowanie pamięci eDRAM pozwoliło drastycznie zwiększyć przepustowość szyny, a to przynosi rewelacyjne efekty. Czy jednak Bryant nie zagalopował się aby ze swoją deklaracją?

Pytanie, kogo uznamy za mainstreamowego gracza. Czy jest nim człowiek, który od czasu do czasu wyda 100-200 złotych na najnowszą produkcję z kategorii AAA? Jeżeli tak, to Bryant musi się grubo tłumaczyć. Z drugiej strony może chodzić o ogromne i stale rozszerzające się grono osób, które preferują gry z gatunku MOBA, MMO, a od czasu do czasu umawiają się ze znajomymi na CounterStrike'a. Jeżeli faktycznie przyjmiemy, że ten nasz casual to amator tego typu produkcji, Bryant może mieć sporo racji.

A potwierdzeniem tych słów mogą być statystyki Steama, które pokazują, że ludzie już teraz grają na integrach. Ranking platformy Valve jest zdominowany przez układy Nvidii, lecz jeszcze do niedawna pierwsze miejsce zajmowała tutaj Intel HD Graphics 4000 (w kategorii DX10 dalej dominuje Intel HD Graphics 3000). Ogółem w zestawieniu zintegrowane GPU Intela stanowią 18,66 proc., a więc relatywnie dużo, biorąc, że dotąd nikt ich nie rekomendował do gier. Niestety nie widać też, aby z miesiąca na miesiąc ich popularność rosła - wręcz przeciwnie.

Przełomem może być DirectX 12, który w przypadku pecetów zdecydowanie robi różnice, pozwalając na wydawanie instrukcji niskiego poziomu i bezpośrednią komunikację z GPU. A dodajcie do tego jeszcze API Vulkan, na które również przygotowano nowe układy iris i Iris Pro. Wówczas integry mogą dostać skrzydeł i faktycznie przeciętny gracz do szczęścia nie będzie potrzebował wiele więcej. A ten przeciętny gracz często nie chce lub nie może wydać kilku tysięcy złotych na sprzęt z wyższej półki, bo nie gra znowu aż tak często i dużo. Z drugiej strony trzeba też zaznaczyć, że często w przypadku gier różnice między średnimi a wysokimi ustawieniami graficznymi nie są aż tak duże, by ktokolwiek inwestycję w lepszy sprzęt uznawał na zasadną. W słowach Bryanta jest zatem trochę prawdy.

Trochę nie znaczy jednak, że całkowicie. Trudno mi uwierzyć, że zaledwie 20 proc. grających to osoby posiadające sprzęt graficzny mocniejszy od... zintegrowanego GPU. A jeżeli nawet to wynikać to może raczej z konieczności, a nie świadomej decyzji. To, że prawie co czwarty użytkownik Steama gra na karcie Intela nie musi wcale oznaczać, że chce to robić i czerpie z tego satysfakcje. Może jednak oznaczać, że "da się", a to już sporo, biorąc pod uwagę wchodzące za chwilę do mainstreamu technologie.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu