20

InkBOOK Prime HD – recenzja. Polski czytnik ebooków lepszy niż Paperwhite?

Idealny czytnik ebooków? To taki, który działa szybko i responsywnie, ma świetny ekran, długi czas pracy na baterii, a jednocześnie oferuje dużą elastyczność, szereg praktycznych funkcji i integrację z najczęściej używanymi usługami. Czy jednak taki czytnik istnieje? Czy jest nim InkBOOK Prime HD?

Kiedy ktokolwiek pyta mnie o czytnik ebooków, zawsze odpowiadam jedno – weź Kindle’a. Może Amazon nie robi idealnych urządzeń i łatwo wskazać ich wady oraz braki (o czym ten tekst nie jest). Może angielski język i integracja z Amazon Store, Audible czy Goodreads dla polskich użytkowników są tylko przeszkodami. Może drogie modelem Oasis to fanaberia dla gadżeciarzy. Trudno jednak zaprzeczyć, że to wszystko po prostu działa. Jasne, nie ma tutaj wsparcia dla popularnych w Polsce usług i księgarni, a format .mobi bywa kłopotliwy. Ale działa.

Dotąd, gdy brałem do ręki każdy inny czytnik – a trochę ich było – po kilku chwilach miałem go kompletnie dość. Słabe procesory, niewiele RAM-u i tona dodatkowych aplikacji (przez kalkulator i czytnik RSS, po gry…) sprawiały, że z tego nie dało się komfortowo korzystać na dłuższą metę. Oczywiście nie oczekiwałem responsywności na poziomie iPada Pro, ale reakcje z 1-2 sekundowym opóźnieniem doprowadzały mnie do szału. Oczywiście do wszystkiego da się przyzwyczaić – szczególnie, jeśli chodzi po prostu o przerzucanie stron książki, które na ogół wszędzie działa tak samo dobrze.

Tak mijały lata, a ja zmieniałem Kindle’a na Kindle’a – w końcu miałem fanaberię i kupiłem Oasisa 2, którego używam do dziś i pewnie jeszcze długo się z nim nie rozstanę. Kilka tygodni temu pojawiła się okazja, żeby nieco poszerzyć czytnikowe horyzonty. W ten sposób rozpocząłem testy Inkbooka Prime HD.

Samej marki nie trzeba przedstawiać. Wrocławska firma Arta Tech produkuje (oczywiście zleca produkcję w Chinach, przekazując swoje własne projekty) te czytniki od dobrych kilku lat – z gorszymi i lepszymi rezultatami. Do której kategorii można zaliczyć model Prime HD?

Cenowo jest to taki Paperwhite 4 – kosztuje ok. 500 złotych i ma trafić w gusta osób, które oczekują od czytnika nieco więcej. W pudełku poza samym czytnikiem znajdziemy oczywiście też kabelek USB i tradycyjny zestaw broszurek. Warto jednak wspomnieć, że producent prowadzi też sprzedaż akcesoriów do swoich urządzeń – etui i pokrowców. Nie ma zatem problemu z zabezpieczeniem urządzenia pod kątem ewentualnych podróży.

Konstrukcja

Urządzenie nie grzeszy oryginalnością. Mamy tutaj do czynienia z tradycyjną konstrukcją. 6-calowy ekran otaczają grube ramki. Po bokach umieszczono fizyczne przyciski, które działają dość dziwnie – zauważyłem, że inne kliknięcie mam po lewej stronie i inne po prawej. Co więcej, warto podkreślić, że, mimo tego, co mogą sugerować zdjęcia, nie są to cztery przyciski, a dwa podwójne – po prostu inaczej zachowują się po kliknięciu górnej części, a inaczej po dolnej (uwaga spojler – przełączają strony). Prawdę mówiąc, nie przypadł mi ten mechanizm do gustu. Po tak istotnym elemencie jak przyciski do przerzucania stron oczekuję jednak nieco więcej.

Dolna ramka jest najgrubsza i dodatkowo w charakterystyczny sposób zakrzywiona od spodu – podobnie jak cała obudowa czytnika zresztą. Umieszczono tutaj pojemnościowy przycisk home oraz logo marki.

Na spodzie mamy złącze MicroUSB oraz czytnik kart pamięci MicroSD.

Tył ma przyjemne dla oka i ułatwiające chwyt wgłębienia. Wykonano go jednak z nieco tandetnego tworzywa. W lewym górnym rogu mamy przycisk zasilania – to dobre i łatwo dostępne miejsce.

Sampel recenzencki przyjechał do mnie w zestawie z etui Yoga Cover, które sporo zmienia w odbiorze urządzenia. Minusem na pewno jest to, że je pogrubia i czyni cięższym. Plusem wszystko inne. Otóż samo etui wykonano z imitującego materiał, gumowanego tworzywa, które jest bardzo przyjemne w dotyku i świetnie leży w dłoni (a przede wszystkim zakrywa ten okropny plastik z tyłu). Zabezpieczająca ekran klapka może pełnić rolę podpórki. InkBook Prime HD wiele zyskuje dzięki takiemu akcesorium.

Ekran i bateria

Czytnik został wyposażony w 6-calowy wyświetlacz dotykowy E Ink Carta. Pracuje on w rozdzielczości 1448×1072, co przekłada się na zagęszczenie pikseli na poziomie 300 PPI. I to jest jednym z najmocniejszych atutów tego urządzenia. Na ekranie nie widać absolutnie żadnych pikseli, a fonty są gładkie zupełnie tak, jak na papierze.

Podświetlenie ekranu spisuje się zadowalająco. Co ciekawe, oprócz możliwości regulacji jego intensywności możemy też sterować temperaturą. To nieco dziwne, biorąc pod uwagę, że ekran ma 16 odcieni szarości, ale różnica jest naprawdę widoczna. Ciepły odcień przyda się szczególnie podczas wieczornego czytania, kiedy powinniśmy do minimum ograniczyć niebieskie światło.

Warto tutaj też dodać, że ekran jest zespolony z ramkami. Zatem mamy jednolitą taflę szkła, bez żadnych dziwnych wgłębień. To mocny plus, bo czyni obcowanie z czytnikiem przyjemniejszym, a przede wszystkim uniemożliwia gromadzenie się kurzu w zakamarkach.

Zastosowania bateria ma pojemność 2000 mAh. To litowo-polimerowe ogniwo, które wystarcza na naprawdę długo. W ciągu 3 miesięcy, od których czytnik jest u mnie, ładowałem je tylko raz, a w tym czasie czytałem codziennie po 1-3 godziny. Naprawdę świetny wynik, którego Kindle mogą pozazdrościć – niestety Amazon tutaj spisuje się coraz gorzej. Szczególnie w serii Oasis, gdzie na rzecz smukłej, oryginalnej konstrukcji poświęcono długi czas pracy.

Czytanie i możliwości

Czytnik pracuje pod kontrolą InkBOOK OS. To tak naprawdę mocno zmodyfikowana wersja Androida 4.4.2. Zaprojektowano ją pod kątem pracy na czytniku, co zdaje egzamin… w pewnym stopniu. Kluczowa dla mnie kwestia, jaką jest responsywność, niestety okazuje się dość rozczarowująca. Nawigując po menu i systemie czujemy jeszcze względną szybkość, ale po otwarciu książki czar pryska – szczególnie zmiana rozmiaru fontów, interlinii czy marginesów doprowadza do szału. To bardzo dziwne, bo przecież sercem tego czytnika jest czeterordzeniowy Cortex A9 o taktowaniu 1,6 GHz (z co prawda 512 MB pamięci RAM).

No dobrze, ale przecież to urządzenie ma służyć do czytania. Rozmiar fontów itd. ustawiamy raz na jakiś czas i tyle, czyż nie? Po części to prawda, więc skupmy się na samych doświadczeniach płynących z lektury. Czytnik wspiera dużo formatów, jak EPUB, MOBI, PDF, TXT, RTF, FB2, a także HTML. Bez problemu radzi sobie też z Adobe DRM. Pod tym względem jest to zatem dużo bardziej uniwersalna maszyna od Kindle’a.

Aplikacja do czytania posiada wszystko, co powinien posiadać tego typu program. Wspomniałem już o ustawieniach wyglądu. Należy dodać, że do dyspozycji oddano nam przyjemne dla oka fonty, jak Lato, Roboto czy Droid Serif. Jest też dedykowany dyslektykom Open Dyslexic. Użytkownik może dodawać własne fonty, umieszczając je w katalogu czytnika.

Problemem czytnika jest niestety jego wolne działanie – zarówno podczas dostosowywania wyglądu, jak i przy samym czytaniu. O ile z samym tekstem radzi sobie znakomicie to każdy obrazek zmusza go do kilkusekundowego zastanowienia. Myślę, że przyśpieszenie tej aplikacji powinno stać się obecnie priorytetem inżynierów Arta Tech. Niech wszystko inne działa wolno, ale ona powinna być nieskazitelnym demonem prędkości.

Na głównym ekranie prezentowane są okładki. Największa to ostatnio czytana książka. Tuż obok są poprzednio otwierane. Na dole natomiast mamy rząd ostatnio dodanych tytułów. Tuż pod nim umieszczono menu z najważniejszymi sekcjami:

  • Biblioteka – to po prostu lista książek na naszym czytniku. Możemy się przełączać między dwoma rodzajami widoków, dodawać wybrane tytuły do ulubionych, wyszukiwać je i oczywiście otwierać w czytniku.
  • Aplikacje – sekcja z dodatkowymi aplikacjami stanowi jeden z głównych atutów InkBooka. Znajdziemy tutaj bowiem przede wszystkim programy do obsługi Legimi oraz Publio (musimy je pobrać z wbudowanego sklepu Inkbook Apps). I to jest fantastyczna wiadomość dla użytkowników tych usług. Legimi przedstawiać nie trzeba – to po prostu abonament na ebooki, do których dostęp otrzymujemy bezpośrednio z aplikacji na czytniku. Publio to ostatnia nowość – prosta aplikacja kliencka, która pozwala się nam zalogować na nasze konto i błyskawicznie pobierać kupione książki oraz prasę. Nie zabrakło tutaj też menedżera plików oraz przeglądarki internetowej – niestety ich przydatność jest znikoma.
  • Freebooks – daje nam dostęp do bezpłatnych książek. Możemy skonfigurować tutaj jedno z dwóch źródeł: Feedbooks lub Wolne Lektury. W bazach znajdziemy mnóstwo klasyków literatury polskiej oraz światowej.
  • Pliki – menedżer plików, właściwie nie wiem po co.
  • Internet – przeglądarka internetowa, która też jest moim zdaniem zbyteczna. Surfowanie po sieci na czytniku to masochizm.

Warto też dodać, że InkBook Prime posiada Bluetooth, co pozwala na połączenie go ze słuchawkami bezprzewodowymi i słuchanie audiobooków. I tu kolejna przewaga nad Kindle, bo czytniki z Bluetooth Amazona obsługują tylko i wyłącznie audiobooki ze sklepu Audible.

Na czytnik możemy też wysyłać książki za pomocą wiadomości e-mail, co jest bardzo wygodnym udogodnieniem (oczywiście należy potem pamiętać, żeby włączyć na urządzeniu WiFi – inaczej ich nie pobierze). Inkbook jest też znacznie bardziej konfigurowalny od Kindle’a. Możemy w znacznie większym stopniu dostosować takie rzeczy, jak odświeżanie ekranu, usypianie, czy nawet grafiki wyświetlane na ekranie blokady.

Czy warto?

Inkbook Prime HD jest czytnikiem o znacznie większych możliwościach niż Kindle. Oferuje dużo opcji konfiguracji i personalizacji, posiada aplikacje kompatybilne z popularnymi polskimi księgarniami, a także wspiera więcej formatów plików.

To wszystko jest niestety okupione pewną ceną, bo Prime HD nie działa tak dobrze, jak Kindle w tych wszystkich scenariuszach. Czytnik jest wyraźnie wolniejszy, miejscami brakuje mu responsywności. Szczególnie frustrują lagi towarzyszące zmianie parametrów wyświetlania w czytniku. Urządzenie konstrukcyjnie też nieco odstaje, ale to akurat łatwo zamaskować solidnymi akcesoriami.

Producenci czytników ebooków nie mają lekko rywalizować z Amazonem. Moloch może sprzedawać swoje urządzenia po kosztach, bo głównym źródłem zysków są dla niego usługi, z którymi te urządzenia zintegrowane. Wystarczy zresztą spojrzeć na to, co się dzieje – audiobooki tylko z Audible, nowe funkcje tylko dla książek kupowanych z Amazon Store, integracja z GoodReads. Kindle to przede wszystkim terminal dostępowy do usług Amazona. A że w Polsce z tych usług nieszczególnie korzystamy… Cóż.

Wracając jednak do głównego wątku, jeżeli szukacie czytnika, który da Wam więcej swobody i elastyczności InkBook Prime HD może być właściwym wyborem. Nie jest to produkt idealny. W końcu nie znajdziemy tutaj tony badziewia, które przez lata było wciskane w czytniki ebooków. Ale ciągle nie rozwiązano problemu wydajności i responsywności, co mnie szczególnie dziwi, biorąc pod uwagę, że mamy tutaj stosunkowo mocny chip, jak na potrzeby czytnika. Być może winą jest Android 4.4.2, na bazie którego zbudowano oprogramowanie? A może optymalizacja? Pozostaje mi zgadywać.

Jest to jednak czytnik zaprojektowany pod kątem polskiego czytelnika i dający wygodny oraz szybki dostęp do naszych rodzimych księgarni (w szczególności do rewelacyjnego w swojej formie Legimi). A to dla wielu potencjalnych użytkowników może być szczególnie ważne.

Plusy:

+ Spolszczony intuicyjny interfejs, duża konfigurowalność i elastyczność

+ Fantastyczny czas pracy na baterii

+ Bardzo dobry ekran

+ Regulacja temperatury podświetlenia

+ Aplikacje Legimi i Publio

+ Obsługa audiobooków i słuchawek Bluetooth

Minusy:

– Wooooooooolny…

– Dziwne zachowanie przycisków przełączania stron

– Plastik fantastik

– Zupełnie niepotrzebne dodatki, jak przeglądarka www

Ocena: 6/10