19

Nie wierz „influencerowi”. Nadmierna wiara może Cię zabić – dosłownie

W prowokacji udało się udowodnić, że influencerzy i ich wpływ na widzów może być szczególnie niebezpieczny. W Wielkiej Brytanii szerokim echem odbiła się informacja, wedle której trzy ważne osobistości internetowe zgodziły się reklamować (na szczęście nieistniejący) specyfik na odchudzanie zawierający w sobie... cyjanowodór. Nie muszę chyba tłumaczyć, że przyjęcie go przez człowieka mogłoby się zakończyć niezbyt przyjemnym zejściem?

Dziennikarze BBC oraz anonimowy prezenter irlandzkiej telewizji – Blindboy, trzy osobistości internetowo-telewizyjne zgodziły się reklamować nieistniejący środek na odchudzanie zawierający cyjanowodór. W trakcie krótkiej rozmowy na temat działalności sponsorowanej nie zapytały nawet o skład produktu, ani o jego charakterystykę działania. Lauren Goodger, Mike Hassini oraz Zara Holland mają razem ponad 1,3 mln obserwujących w serwisie Instagram – bez żadnych obiekcji zgodzili się oni na promocję produktu „Cyanora” – mimo złowrogo brzmiącej nazwy. Czy przyjęlibyście cokolwiek, co zawiera w sobie człon „cyan” lub „cyjan”? Nie bardzo, prawda? Podobnie zachowalibyście się pewnie, gdyby chodziło o produkt żywieniowy z taką nazwą.

Czytaj również: Znienawidzony jak… influencer

Całej trójce przedstawiono „Cyanora” jako rewolucyjny napój pozwalający w krótkim czasie, skutecznie zrzucić wagę. Osobistości wymienione w artykule znane są z tego, że dbają o wygląd, podążają za modą i wyznaczają pewne kanony piękna (cóż, gusta są różne). Dlatego też, ich odbiorcy mogą być potencjalnie zainteresowani takim specyfikiem jak „Cyanora”.

W trakcie rozmów o współpracy komercyjnej przekazano influencerom, że specyfik znajduje się ciągle w produkcji i będą oni zmuszeni promować go bez żadnego testu. Influencerzy prześcigali się w pomysłach na promocję specyfiku – mieli pokazywać go swoim obserwatorom w taki sposób, jakby z niego rzeczywiście korzystali. Co gorsza… wspomniano o cyjanku w składzie – jednak żadna z osobistości się tym nie przejęła. Mike Hassini po usłyszeniu składu napoju miał nawet orzec: „Z tego co wiem, skład brzmi całkiem naturalnie / normalnie”.

Burza po materiale

Materiał wywołał burzę w mediach i zachwiał środowiskiem sławnych (z różnych powodów) osób w Wielkiej Brytanii. Agenci gwiazd wystosowali oświadczenia, w których zarzekali się, że ich podopieczni nigdy nie zdecydowaliby się na promocję specyfiku bez przeprowadzenia testów. Na pewno nie zrobiliby niczego, co mogłoby zaszkodzić ich fanom. Typowa zagrywka – zaprzeczać, kłamać do upadłego w nadziei, że sprawa szybko przycichnie.

W trakcie rozmów o promocji specyfiku padały wysokie kwoty za „usługę”, być może to spowodowało, że te gwiazdy bezrefleksyjnie podeszły do składu „Cyanora”? A może to po prostu zwykła ignorancja? Jak można nie wiedzieć o tym, że cyjanowodór to niezwykle trujący środek? Elementarna znajomość historii (cyjanowodór był stosowany w komorach gazowych stosowanych przez III Rzeszę w jej obozach koncentracyjnych) pozwoliłaby na zidentyfikowanie składnika, który nie powinien znaleźć się w żadnym produkcie żywieniowym.

Doskonale widać, że influencerzy bardzo często reklamują produkty, które niekoniecznie muszą być dobre, sprawdzone. A warto wiedzieć, że mają oni wpływ na ogromną część społeczeństwa: głównie na dzieci. Zresztą, marki działające w Polsce bardzo chętnie współpracują z gwiazdami YouTube’a, telewizji czy szeroko pojętego show-businessu. Głównie dlatego, że ludzie mają tendencję do naśladowania swoich idoli – również w zakresie nabywanych produktów. Gdyby „Cyanora” istniała, naśladownictwo mogłoby wiele kosztować niektórych żądnych szybkiej redukcji wagi – bez wyrzeczeń.