9

Ubisoft zrobił nową Zeldę. Grałem w Immortals: Fenyx Rising i jestem zauroczony

Immortals: Fenyx Rising
Ubisoft pokazał na swojej imprezie Ubisoft Forward kilka ciekawie zapowiadających się gier. Nie wiem czy oczy całego świata były skierowane w stronę Immortals: Fenyx Rising (wcześniej znane jako Gods & Monsters), ale moim zdaniem powinny. Już grałem i tytuł zapowiada się na mocną produkcję.

Choć tym razem „grałem” wyglądało trochę inaczej niż zwykle i nie ukrywam, że sam sposób w jaki przedstawiono mi wczesną wersję Immortals: Fenyx Rising jest dość ciekawy. Zmieniły się czasy, zniknęły spotkania, na których producenci gier pozwalali sprawdzić swoje nowe tytuły. Często jest więc tak, że dostajemy czasowo ograniczoną grę, którą musimy sprawdzić na przykład od 10 do 13, później nie da się już jej uruchomić. Podobnie było w przypadku Immortals: Fenyx Rising, tyle tylko, że Ubisoft żadnego kodu mi nie wysłał. Grałem w streamingu. I choć w ten sposób nie mogłem dojrzeć wszystkich detali, odczuwałem dosłownie minimalny lag, to jednak grało się naprawdę przyjemnie i chyba zacznę wierzyć w strumieniowanie gier. Ale do rzeczy.

Immortals Fenyx Rising

Immortals: Fenyx Rising nazywało się wcześniej Gods&Monsters i mówiąc szczerze, nie widzę usprawiedliwienie do zmiany tytułu – tamten był bardziej chwytliwy. Pierwsze skojarzenie po uruchomieniu? Przecież to wygląda jak The Legend of Zelda: Breath of the Wild! Ja rozumiem, że podobny styl graficzny wzbudza takie skojarzenia, ale tych naleciałości jest w Immortals: Fenyx Rising naprawdę dużo. Czy to dyskwalifikuje grę w moich oczach? Absolutnie nie, jednak były momenty kiedy czułem się lekko zażenowany, że Ubisoft podpatrzył aż tak dużo, a ja czuję się jakbym grał w jakieś DLC zmieniające wspomniany tytuł na WiiU i Switcha. Nie zdziwię się więc jeśli prawnicy z Nintendo będą mieli coś w tym temacie do powiedzenia.

Immortals Fenyx Rising

Immortals: Fenyx Rising zbiera nas do Starożytnej Grecji, gdzie wcielimy się w Fenyx. Bohaterka, jak to bohaterka, nie wiedzie sobie spokojnego życia i musi…uwaga, oryginalnie, przezwyciężyć zło. Skoro już nazwałem ją bohaterką, to można się domyślić, że będzie mieć w dłoniach jakiś oręż. Miecz na przykład, bywa że i świecący, Standardowo dwa ataki, trochę ekwilybrystyki, strzelanie z łuku oraz przywoływanie mocy bogów. Zestawienie przyjemne, ale niezbyt oryginalne – na szczęście na tyle dobrze zaprojektowane, by walka z przeciwnikami sprawiała frajdę, a czasem i nieco trudności.

Jest dynamicznie, kolorowo, jest fun. Fenyx potrafi również wzbić się w powietrze oraz powoli opadać – szczególnie to drugie skojarzyło mi się mocno z „glidingiem” z ostatniej Zeldy i tu również to bardzo dobry sposób na szybsze poruszanie się po okolicy. Skoro o skojarzeniach z Zeldą mowa, to bardzo podobnie wygląda tu również wspinanie się, które zabiera staminę. I tak, są też zagadki logiczne, które jeszcze bardziej nasuwają skojarzenia z Breath of the Wild. Mówię tak i mówię o podobieństwach, ale na przykład walka to już różnica – starcia są tu ważniejsze, wydają się bardziej „zręcznościowe”, na pewno dynamiczniejsze i ciekawsze. Ten element to naprawdę udana mieszanka, gdzie nie da się bezmyślnie wciskać klawiszy na padzie i trzeba odpowiednio rozplanować ataki, nie wytracamy jednak przez to dynamiki. Szczególnie, że przeciwnicy to sporo nawiązań do mitologii greckiej, co dawało mi sporo frajdy. Ale potem wskakujecie na konia i dostajecie kolejne skojarzenie z produkcją Nintendo, co jeszcze bardziej widać patrząc na jakiekolwiek materiały z gry.

Immortals Fenyx Rising

Immortals Fenyx Rising

Są drzewka rozwoju, które mogą kojarzyć się z typowymi grami od Ubisoftu i standardowo – warto się tym interesować, bo poziom trudności zależy od napotkanych przeciwników lub grup przeciwników. Nie wiem niestety jak rozwijanie mocy wpłynie na kolejne godziny spędzone z grą i czy w którymś momencie nie wkradnie się monotonia oraz powtarzalność, ale pozostaje trzymać kciuki by produkcja potrafiła przytrzymać przy ekranie na długo i nie wiała w którymś momencie nudą powtarzając te same schematy. Na przykład zadań, bo już zdarzało się, że niektóre nie były jakoś specjalnie fascynujące i za bardzo stawiały na czyszczenie „killroomów”.

Wizualnie Immortals: Fenyx Rising robi bardzo dobre wrażenie. Choć oprawa czerpie pełnymi garściami z ostatniej Zeldy od Nintendo, to jednak wszystko wygląda tu lepiej, jest bardziej dopracowane, bardziej szczegółowe. No, ale trzeba pamiętać, że producenci Breath of the Wild tworzyli swoją opowieść na konsole, które nie grzeszyły wydajnością więc i tak cud, że udało się im zrobić tak śliczną grę na takie sprzęty. Ubisoft nie miał takich ograniczeń, więc popłynął srogo i Immortals: Fenyx Rising prezentuje się bajecznie. Nie mogę się doczekać by w zaciszu własnych czterech ścian, bez ucinania jakości streamingiem, przyjrzeć się tej produkcji dokładniej. Na razie zrobiła na mnie wizualnie mega wrażenie.

Nie ukrywam, że do ogrywania Immortals: Fenyx Rising podchodziłem raczej bez większych emocji, choć gdzieś z tyłu głowy zawsze wiedziałem, że nowe marki od Ubisoftu potrafią miło zaskoczyć. I tak też było w tym przypadku. Owszem, widzę tu aż za dużo nawiązań (delikatne słowo) do The Legend of Zelda: Breath of the Wild, ale na tyle dobrze wkomponowanych w stworzony świat i tak dobrze zmiksowanych z własnymi pomysłami, że zdecydowanie jest na co czekać. Grało mi się naprawdę przyjemnie i czekam na pełną wersję, bo to może być gra zdecydowanie ciekawsza i bardziej wciągająca niż nowy Assassin’s Creed czy Far Cry. A, że rynek nie zalewa nas podobnymi produkcjami, to może się okazać, że Immortals: Fenyx Rising będzie świetną odmianą od tych wszystkich zbyt podobnych do siebie gier. Ja czekam i nie ukrywam, że jestem tym tytułem zauroczony!