24

Ile wyszukiwarki jest w wyszukiwarce Google? Zastraszająco niewiele

Zawsze ceniłem usługi Google za swoisty minimalizm i przejrzystość. Miałem pewność, że korzystając z wyszukiwarki zobaczę to, co chcę widzieć, a nie kolorowe bannery i animacje we Flashu. Nawet nie zdawałem sobie sprawy jak bardzo mogę się mylić. Wbrew temu, co można by sądzić Google Search jest wyszukiwarką tylko w kilkunastu procentach. Oczywiście to skrót […]

Zawsze ceniłem usługi Google za swoisty minimalizm i przejrzystość. Miałem pewność, że korzystając z wyszukiwarki zobaczę to, co chcę widzieć, a nie kolorowe bannery i animacje we Flashu. Nawet nie zdawałem sobie sprawy jak bardzo mogę się mylić. Wbrew temu, co można by sądzić Google Search jest wyszukiwarką tylko w kilkunastu procentach.

Oczywiście to skrót myślowy, bo tak naprawdę mam na myśli interfejs usługi. Otóż na blogu JitBit pojawił się ciekawy artykuł o tym, jaka część wyświetlanego interfejsu jest dla nas najbardziej wartościowa, a jaka to zwykłe reklamy lub sporadycznie używane funkcje dodatkowe. Nie wiem, czy zdajecie sobie z tego sprawę, ale okazuje się, że przytłaczającą większość zajmują treści, których większość z nas nie szuka.

Przytaczany eksperyment przeprowadzono na monitorze pracującym w rozdzielczości 1280 x 960 px. Okazało się, że wyniki wyszukiwania na wyświetlonej stronie Google (bez przewijania) mają gabaryty 535 x 425 px, co stanowi zaledwie… 18,5 proc. Pozostałe 81,5 proc. to reklamy Google, pasek wprowadzania haseł oraz menu z funkcjami po lewej stronie. Świetnie ilustruje to poniższe zestawienie.

Ogółem autor eksperymentu naliczył na stronie 45 linków. Jedynie 5 z nich (11 proc.) to odnośniki z wyników wyszukiwania (nie uwzględniając dodatkowych linków do podstron wybranych wyników. Biorąc je pod uwagę, uzyskamy wynik 10/57 czyli 17,6 proc.). To strasznie mało, jak na stronę, której głównym zadaniem powinno być przecież dostarczanie informacji na temat, który wpisaliśmy, a nie reklam. Autor zliczył tez oddzielnie hiperłącza (bez tych dodatkowych) oznaczone kolorem niebieskim, czyli teoretycznie mające nas przenieść do miejsc, gdzie znajdziemy odpowiedzi na nurtujące nas pytania. Okazało się, że jest ich łącznie 18, z czego tylko 5 to właściwe wyniki wyszukiwania (27 proc.).

Jeśli porównamy obecny wygląd wyszukiwarki z tym przed kilku lat, wnioski mogą być porażające. Tutaj wyniki mają rozmiar 779 x 595 px, co stanowi 53 proc. całości. Zatem ponad połowa wyświetlanej strony zawierała treści, których szukamy (przynajmniej w teorii).

Różnica jest zatem diametralna. Co mogło ją spowodować? Cóż, nie da się ukryć, że Google (jak każda firma) dąży do ciągłego zwiększania swoich zysków, co przekłada się na konieczność wyświetlania większej liczby reklam. Czyżby chęć zarobku przysłoniła kalifornijskiej firmie powody, dla których wszyscy pokochali (swego czasu) ich wyszukiwarkę? A nie można zaprzeczyć, że jednym z nich był przejrzysty, prosty i intuicyjny interfejs, który pozwalał szybko dotrzeć do poszukiwanych haseł.

Oczywiście powyższe przykłady zakładają tylko jeden scenariusz, w którym na dodatkowe linki do pierwszej wyświetlonej strony zajmują minimum miejsca, a w miejscu reklam nie ma okienek Google+. Podejrzewam, że wówczas procentowy stosunek treści mógłby wypaść jeszcze mniej korzystnie dla giganta (lub wręcz przeciwnie – wszystko zależy od wpisanego hasła).

Jakiś czas temu pisałem o eksperymentach Google z interfejsem wyszukiwarki. Polegały one m.in. na przeniesieniu paska z opcjami na górę, by zwiększyć w ten sposób miejsce na prezentację wyników. Wówczas podchodziłem nieco sceptycznie do pomysłu, ale wobec uświadomienia sobie powyższych proporcji zaczynam widzieć w nim pewien sens. Być może designerzy Google też właśnie zauważyli, że coś jest tutaj nie w porządku.