19

Ile warty jest numerek pod recenzją?

Jak czytacie recenzje? Od deski do deski? Od podsumowania? A może zerkacie tylko na wystawioną ocenę i wystarcza Wam ona do wyrobienia sobie opinii o danym sprzęcie, grze lub usłudze? Idąc tym tropem, może zamiast tych kilku tysięcy znaków, wystarczyłyby same cyferki? Dyskusja dotycząca rzetelności i obiektywności recenzji, a także wagi wystawianych ocen jest stara […]

Jak czytacie recenzje? Od deski do deski? Od podsumowania? A może zerkacie tylko na wystawioną ocenę i wystarcza Wam ona do wyrobienia sobie opinii o danym sprzęcie, grze lub usłudze? Idąc tym tropem, może zamiast tych kilku tysięcy znaków, wystarczyłyby same cyferki?

Dyskusja dotycząca rzetelności i obiektywności recenzji, a także wagi wystawianych ocen jest stara jak świat. Co i rusz podnosi się larum – najczęściej przy okazji wystawienia zaniżonej lub zawyżonej oceny jakiejś grze przez bardzo znany wortal. Temat jednak cichnie i szybko wracamy do statusu quo.

Dlatego dużym zaskoczeniem jest dla mnie decyzja Eurogamera, który zapowiedział odejście od klasycznego systemu ocen. Tym samym wystawiane przez nich numerki nie będą dłużej pojawiać się na Metacritic, ani w wynikach wyszukiwania Google jako gwiazdki. Zastąpią je trzy proste odznaki: “rekomendacja”, “trzeba zagrać” i “należy unikać”, które będą przyznawane tylko niektórym grom zasługującym na takie „wyróżnienie”.

Redaktorzy Eurogamera będą teraz też inaczej dobierać produkcje do recenzji. Koniec z ocenianiem niekompletnych gier – recenzje będą pisane wyłącznie o tych, które zostały ukończone i wprowadzone jako finalny produkt do sprzedaży. To samo dotyczy gier online, które często są udostępniane długo przed premierą i miesiącami dalej rozwijane. Zamiast takich wczesnych recenzji mają pojawiać się jedynie artykuły z pierwszymi wrażeniami publikowane np. tego samego dnia co premiera.

online-reviews

Eurogamer najwyraźniej dojrzał do tej decyzji i jest w stanie ponieść jej wszelkie konsekwencje. A te będą na pewno odczuwalne. Serwis może stracić wielu czytelników, dla których liczbowa ocena ciągle jest pewnym standardem. Zabraknie też wejść z Metacritic, a tych z Google’a może być o wiele mniej.

Choć sam nigdy bym się na taki krok nie odważył, to chwalę decyzję Eurogamera. Spójrzmy prawdzie w oczy – cyferka przy recenzji sama w sobie nie znaczy nic. Wartości nabiera wyłącznie w połączeniu z treścią, która tworzy dla niej niezbędny kontekst. To, że większość moich recenzji ma kilkanaście, a czasem nawet kilkadziesiąt tysięcy znaków, nie wynika z masochistycznej chęci zdarcia sobie opuszków palców i nabawienia zwyrodnień na kręgosłupie. Często to jedyny sposób, aby ocenić produkt całościowo. Sęk w tym, że liczba znaków jest odwrotnie proporcjonalna do liczby osób, które taki test przeczytają. Co jednak wcale nie znaczy, że nie klikną – w rogu przecież jest ocena, która powie „wszystko”, a przy odrobinie szczęścia podsumowanie nie będzie miało więcej niż dwa akapity.

Internet lubi krótkie formy – coś jest dobre lub złe, dziewiątka lub trója, kupiłbym lub nie itd. Jasny i prosty przekaz, który każdy może szybko przetrawić i podjąć na jego podstawie decyzję. Ignoranckich recenzji w sieci mamy pod dostatkiem – są one krzywdzące zarówno dla czytelników jak i samych produktów. Szóstka dla nowej gry RPG od BioWare nie znaczy tyle samo, co szóstka dla prostej zręcznościówki za 3 euro stworzonej przez debiutujące studio z Rumunii. Szóstka generalnie niewiele znaczy, powtarzm.

Ta sama szóśtka postawiona smartfonowi za 500 złotych nie jest równa szóstce, którą otrzymałby najnowszy flagowiec Samsunga. Sęk w tym, że smartfon za 500 zł nigdy nie dostanie dziewiątki, a najnowszy flagowiec Samsunga szóstki. Podniósłby się lament. Tymczasem biorąc pod uwagę cenę, dostępność i inne aspekty, może się okazać, że w swoich kategoriach oba zasługują na takie oceny. Czy to oznacza, że ten flagowiec jest gorszy od wspomnianej słuchawki z Biedronki? Nie musi. To właśnie ten kontekst, o którym wspomniałem. Bez niego wszystko traci sens.