32

Ile maili czyta dziennie Wujek Sam? Jakieś 8 milionów

„To serve and protect” – oficjalna dywiza służb zza Oceanu po wybuchu afery PRISM nabrała dodatkowego znaczenia. Zwłaszcza jeśli chodzi o część „protect” – bowiem właśnie do tego celu powołana została NSA. Szkoda tylko, że cenę za bezpieczeństwo Amerykanów płacimy my wszyscy. I to cenę wymierną, gdyż agencja przyznała dokładnie ile „Internetu” przelatuje przez jej […]

„To serve and protect” – oficjalna dywiza służb zza Oceanu po wybuchu afery PRISM nabrała dodatkowego znaczenia. Zwłaszcza jeśli chodzi o część „protect” – bowiem właśnie do tego celu powołana została NSA. Szkoda tylko, że cenę za bezpieczeństwo Amerykanów płacimy my wszyscy. I to cenę wymierną, gdyż agencja przyznała dokładnie ile „Internetu” przelatuje przez jej serwery.

Przed kilkoma dniami NSA opublikowała swój raport, w którym stara się bronić powierzonej sobie roli, argumentując m.in., że całość prowadzonych działań znajdowała się pod ścisła kontrolą, a i sam Barack Obama planował przegląd działania Agencji Bezpieczeństwa Narodowego. Oczywiście w dokumencie nie padają stwierdzenia jakoby prezydent chciał podzielić się z opinią publiczną tajemnicami wywiadu. Za to dokładnie, w liczbach, podana jest skala inwigilacji:

Przez Internet przepływa dziennie 1,826 Petabajtów danych. NSA zajmuje się tylko 1,6 % z tego, a faktycznie przegląda 0,025 % tej liczby. Ostatecznie wynika więc, że NSA analizuje tylko 0,00004 % ruchu w Internecie.

Po prostych obliczeniach daje to więc 0,00007304 PB, czyli przeliczając na częściej używane jednostki 76,59 GB, lub 78 426,1 MB danych. Czy jest to dużo? Na pierwszy rzut oka na pewno nie, w końcu od dawna dysponujemy już dyskami twardymi wielokrotnie mogącymi pomieścić na swoich talerzach takie wielkości. Ba, istnieją przecież już tak pojemne pendrive’y.

Jednak z drugiej strony, przestrzeń dyskowa jest w bardzo małym stopniu zajmowana przez dokumenty tekstowe, czyli np. maile. A to właśnie one, oprócz rozmów telefonicznych stanowiły oczko w głowie PRISM.

Tak więc zakładając, że przeciętna wiadomość „waży” ok. 10 KB, daje to liczbę 8 030 832 maili, które w ciągu jednego dnia są podglądane przez analityków podobnych Snowdenowi, a to stanowi już kolosalną ilość. I to nie byle-jakich maili, a tych specjalnie wyselekcjonowanych pod kątem słów kluczowych.

Tymczasem afera PRISM wpływa także niekorzystnie na pozycję Stanów Zjednoczonych na arenie międzynarodowej. Nie mam tu, tym razem na myśli unijnych wezwań o zaprzestanie inwigilacji internautów, a o pewne faux pas jakiego dopuścił się Obama, odwołując swoją wizytę w Rosji. Prezydent USA, przyznał otwarcie, że powodem takiej decyzji była opieka jaką Putin otoczył Edwarda Snowdena. Telenoweli na najwyższych szczeblach ciąg dalszy…

Foto