12

Igrzyska kontra medialna rzeczywistość

Autorem tego tekstu jest Jacek Artymiak mieszkający w sieci pod adresem artymiak.com. Igrzyska olimpijskie nie mają wiele wspólnego z „duchem współzawodnictwa”. Kto tego ducha szuka, może go bez problemu znaleźć na zajęciach WF-u, na których walczą między sobą dzieciaki chcące udowodnić, że są lepsze/lepsi od innych w piłę, w kosza albo w rękę. Wszystko co […]

Autorem tego tekstu jest Jacek Artymiak mieszkający w sieci pod adresem artymiak.com.

Igrzyska olimpijskie nie mają wiele wspólnego z „duchem współzawodnictwa”. Kto tego ducha szuka, może go bez problemu znaleźć na zajęciach WF-u, na których walczą między sobą dzieciaki chcące udowodnić, że są lepsze/lepsi od innych w piłę, w kosza albo w rękę.

Wszystko co znajdziemy poza salą gimnastyczną albo szkolnym lub osiedlowym boiskiem jest szybko ubieranie w komercyjne gatki. A gdzie mamy sponsorów tam zaczyna się kontrola przekazu.

Stan umysłu organizatorów igrzysk, sponsorów oraz relacjonujących je mediów pokazują zakazy robienia zdjęć, zakaz posiadania farby i korzystania z transportu publicznego dla artystów grafitti, podawania wyników przez internet, udostępniania internetu we własnym zakresie czy usuwanie reklam firm nie będących sponsorami. Czasami zdarzają się też kuriozalne zachowania edytorskie, jak np. nie pokazywanie w USA wspomnienia ofiar londyńskich ataków terrorystycznych z 7 lipca 2005 emitowanego podczas ceremonii otwacia igrzysk.

Nie da się uciec od wrażenia, że igrzyska to wielka machina do robienia pieniędzy, w której czeluściach giną sportowcy, kibice i widzowie. Wszystko to jest jakieś sztuczne i nieprawdziwe. Może nie wszystko, przynajmniej fajerwerki w Londynie były prawdziwe a nie generowane komputerowo jak w Pekinie.

Najnowszym przykładem kolizji rzeczywistości z wyobrażeniem jakie mają o świecie media jest oskarżanie ludzi korzystających z internetu w czasie olimpiady o blokowanie łącz co uniemożliwia sprawną pracę telewizji. Pretensje o to nie powinny być kierowane do kibiców, ale do firm telekomunikacyjnych, które nie dają sobie rady z przeciążeniami. No, ale zawsze jest okazja do ponarzekania na użytkowników Twittera podających wyniki zawodów zanim zrobią to stacje TV. Tyle, że media coraz bardziej w tych zachowaniach przypominają karcącego uczniów nauczyciela w tle albumu „The Wall”. To ich „Jak chcecie oglądać igrzyska w TV to przestańcie Tweetować” brzmi tak samo idiotycznie jak „If you don’t eat yer meat, you can’t have any pudding!”

Stare media nie zmienią się. Gdyby były do tego zdolne zdołałyby wykorzystać internet do zarabiania i przestały z nim walczyć. To, że chcą za wszelką cenę kontrolować obieg informacji w sieci jest najlepszym dowodem na to, że nie mają pojęcia o tym czym jest internet, ale są gotowe zwalczać go za pomocą wszelkich dostępnych środków (patrz: ACTA oraz seria pokrewnych potworków legislacyjnych).

Tymczasem istnieje sposób na ożywienie zainteresowania igrzyskami olimpijskimi, który godzi pokolenie żyjące w internecie oraz wobrażenie starych mediów o tym co jest śmieszne, wartościowe i co jest „mocnym contentem”. Trzeba wreszcie spojrzeć prawdzie w oczy i wyprosić ze studia transmisyjnego redaktorów sportowych. Na ich miejsce należy posadzić prezenterów programów śniadaniowych, rozrywkowych, plotkarskich albo reality show.

Pierwszą rzeczą jaką zrobią będzie podłączenie stojących w wiosce olimpijskiej automatów z prezerwatywami do Twittera, co da gawiedzi możliwość „podglądania” tego co się tam dzieje. Emocje jakie wywoła tweet „Zabrakło rozmiaru XXL w lobby hotelu drużyny koszykarzy, w PLOTATV o 9:00 obstawiamy kto dziś ryzykuje trojaczki” popchną ludzi do oglądania TV, gdzie dowiedzą się wszystkiego na temat wyczynów erotycznych sportowców oraz niczego na temat sportu, co zdaje się nie przeszkadzać większości ludzi oglądających to co dziś nadaje telewizja. Przecież ogłupione przez telewizję, radio i prasę masy nie interesują się tym kto wygrał, ale kto z kim połączył się w ognistym uścisku oraz jak usunąć plamy po pomidorach z ceratowego obrusa.

Że to nie uchodzi? Że to zmienia igrzyska w „kur…i dołek?” Cóż, taka jest telewizja. Zamieniając relacje sportowe w medialne bagno rozrywki na najniższym poziomie paradoksalnie udałoby się powrócić do pierwotnej idei igrzysk olimpijskich „nie ważne kto wygrał, ważne jest by wziąć udział”.