Moje przemyślenia

Ignorancja goni hipokryzję i polityką się podpiera czyli ACTA na językach

99

Podejrzewam, że temat ACTA jest, przynajmniej dla części z Was równie męczący co sprawa smoleńska dla wielu naszych rodaków. Wałkujemy ten temat i protestujemy przeciw wspomnianej umowie jednak nie ze względu na nasze przekonania polityczne, a wyłącznie z poczucia zagrożenia wolności słowa jakie nie...

Podejrzewam, że temat ACTA jest, przynajmniej dla części z Was równie męczący co sprawa smoleńska dla wielu naszych rodaków. Wałkujemy ten temat i protestujemy przeciw wspomnianej umowie jednak nie ze względu na nasze przekonania polityczne, a wyłącznie z poczucia zagrożenia wolności słowa jakie nieść może przyjęcie tej umowy. Przypadki, gdy pod pozorem ochrony praw autorskich, dokonuje się cenzury informacji znamy już z USA. O jednym z takich epizodów, pisałem nieco ponad miesiąc temu. Dzisiaj jednak nie mam zamiaru ponownie rozwijać kwestii prawnych. Chciałbym natomiast poruszyć kwestię hipokryzji jaka rośnie w mediach, wokół sprawy ACTA.

W momencie gdy formułuję ten wpis, premier Tusk informuje mnie z ekranu telewizora, że udzielił upoważnienia na podpisanie ACTA przez polską ambasador. Premier tłumaczył co prawda, że podpisanie umowy nie oznacza jej ratyfikacji, a ta z kolei odbywać będzie się w kilku etapach.

Ale ok. Z premierem można się nie zgadzać. Nie można jednak zarzucić mu hipokryzji, przynajmniej w kwestii ACTA. Szef rząd mówi jasno - podpisujemy umowę bo uważamy, że nie jest ona szkodliwa w kontekście wolności słowa. Ok. Prawo premiera do jego własnej opinii, choć nie da się ukryć, że jego opinia zwykle stanowi prawo. Przynajmniej do momentu opuszczenia urzędu.

Zachowanie i wypowiedzi pozostałych polityków oraz osób publicznych w sprawie ACTA, zasługują na wpis na Antywebie.

Zacznijmy od ministrów Boniego i Zdrojewskiego. Otóż ci panowie, tak szybko pojawili się w kontekście ACTA jak szybko zniknęli. Nie chcę nikogo obrażać, ale mister Zdrojewski (którego bardzo lubię, bo ma zasługi jako szef ministerstwa kultury) pojawił się publicznie, tylko w celu stwierdzenia, że jest mu przykro z powodu wrzawy jaka rozgorzała w wyniku niedomówień narosłych w sprawie ACTA.

Według mnie, takie słowa w ustach ministra są niepoważne, żeby nie powiedzieć - śmieszne. Każdy minister ma przecież za zadanie reprezentować najlepiej rozumiane interesy swoich obywateli, w kontekście działalności swojego ministerstwa. Prawda? Przynajmniej w teorii.

Tymczasem tą wrzawę, która wywołała taki smutek u ministra Zdrojewskiego, wywołał nie kto inny jak obywatele. Ci sami, których interesy mają być reprezentowane przez ministra oraz jego kolegów z rządu. Minister Zdrojewski nie powinien więc odczuwać jakichkolwiek negatywnych uczuć. Wręcz przeciwnie. Powinien wykorzystać nadarzającą się okazję i wytłumaczyć ludziom w czym rzecz.

Ministrowie nie mają chyba jednak czasu na jakiekolwiek tłumaczenia. Minister Boni, dzisiaj już bez skruchy, tak widocznej w sobotę, stwierdza że nie możemy nie podpisać ACTA, bo jest już za późno. A ja pytam - kto nas popędza (oczywiście poza zbliżającą się uroczystością w Tokio)? Czy wątpliwości obywateli nie powinny być najważniejsze rządu?

Opozycja, która stanęła murem przeciwko ACTA, również nie daje nam poczucia, że spełnia swoją rolę. We wzorcowym systemie parlamentarnym, zadaniem opozycji jest reprezentowanie interesów mniejszości wyborczej oraz obrona obywateli przed niekorzystną polityką władzy. Tymczasem mamy sytuację, w której politycy opozycji bezmyślnie opowiadają się przeciwko ACTA, ale nie dlatego, że znają zagrożenia wynikające z przyjęcia tej umowy. To zwykła dyscyplina partyjna, której celem jest wykorzystanie porażki rządu. Obrona praw obywatelskich? Kogo to w ogóle interesuje?

Ważne jest tylko powtarzanie formułek opracowanych przez partyjną centralę. Jeśli wsłuchacie się w wypowiedzi kilku polityków którejś z partii, na temat ACTA, zauważycie jedną prawidłowość - wszyscy mówią to samo. Nawet nie na ten sam temat, ale dokładnie to samo. Jak gdyby wygłaszali oficjalne stanowisko swojej partii. Niektórzy starają się jednak wysilić na oryginalność. Wiadomo - głośniej zaistniejesz w mediach, może dostaniesz wyższe miejsce na liście w najbliższych wyborach.

Czytając takie wypowiedzi, wolałbym chyba jednak, aby politycy ograniczyli się do oficjalnych stanowisk partyjnych.

No i na koniec zostawiam swojego ulubionego komentatora klasy celebrity. Jest nim nie kto inny jak Zbigniew Hołdys. Pozwolicie, że nie będę cytował wywiadu z Hołdysem, ale podam tylko odnośnik do niego. Całość sprowadza się do tego, że my - internauci jesteśmy chciwi i chcemy wszystko za darmo, a twórcy pokroju Hodysa nie mają co do garnka włożyć. Ja natomiast chcę wszem i wobec poinformować, że jestem internautą, który kupuje legalną muzykę oraz w formie fizycznej i cyfrowej. Jestem również blogerem, a co za tym idzie - postrzegam siebie jako twórcę. Mam bardzo osobisty stosunek do swojej twórczości. Oddałbym jednak wszystkie prawa autorskie za możliwość swobodnego wyrażania własnej opinii.

Nie muszę jednak niczego oddawać. Żaden twórca nie musi. Historia udowadnia bowiem, że jakość broni się sama. Ale o wolność słowa należy walczyć nieustannie.

Problem tkwi jednak, w tym że ciężko jest naszym politykom sięgnąć okiem za ocean i zauważyć, że zagrożenie jest realne.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy:

politykaACTANie dla ACTA