33

Te wszystkie „idealne biurka” tylko pozują do zdjęć, czy ludzie naprawdę tak pracują?

Od kilku tygodni regularnie przeglądam zdjęcia idealnych miejsc do pracy. Idzie wiosna, czas więc na drobne zmiany - w moim przypadku kombinowanie z miejscem pracy. Nowe miejsce, nowe biurko, nowe ustawienie... ale jak się okazuje - stary chaos z kablami ze mną pozostał. 

Perfekcyjne biurko czy funkcjonalne biurko? Dla mnie odpowiedź jest prosta

Dziesiątki, setki, a może nawet i tysiące — tyle fotografii schludnych, minimalistycznych, miejsc pracy przejrzałem w ostatnich tygodniach. Wyglądały jak z katalogu: komputer, kwiatek, monitor, symetrycznie ułożony smartfon i tablet, efektowne oświetlenie, klawiatura, gładzik / myszka. Na każdym światło było perfekcyjne, tapety i wygaszacze ekranu doskonale współgrały z całą otoczką, no po prostu bajka. Przy okazji wprowadzania drobnych zmian próbowałem osiągnąć podobne efekty. To nie jest tak, że się nie da. Jasne – wiele zależy od wnętrza, dostępnej dla nas przestrzeni, a także samych mebli i urządzeń które mamy do dyspozycji. Z moim podstawowym zestawem klawiatura + gładzik + monitor + Macbook Pro mogę odrobinę poczarować. Dock przykleić na krawędzi, by nic nie było na biurku, kable starannie prowadzić tak, by nie było ich wudać. Będzie jak z katalogu, ale to kompletnie nie jest „setup” który by mnie satysfakcjonował. No bo jak to – bez ładowarki indukcyjnej? Bez łatwego dostępu do czytnika kart pamięci? Bez wygody podłączania dodatkowych urządzeń? Bez odpowiedniego kąta ekranów? Nie, to kompletnie nie dla mnie.

Chciałbym pozbyć się kabli, dodatków i trzymać perfekcyjny porządek. Może kiedyś, jak będę siadał do biurka na krótką chwilę

Puste biurko wyglądało perfekcyjnie. Nie wyobrażam sobie jednak pracy bez drugiego ekranu – jest więc monitor i kabel, który idzie prosto do stacji dokującej. Od niej niezbędny jest kabel do komputera — no ale skoro jest możliwość zasilania przez nią także komputer, to głupio nie skorzystać. Dochodzi więc kolejny kabel. Zaglądam do listwy, a tam następne wolne gniazdko poświęcam ładowarce indukcyjnej (i cyk, do biurka podąża kolejny kabel). Skoro już mam stację dokującą przed sobą – dla własnej wygody podłączam do niej ładowarkę akumulatorów AA oraz kabel USB typu C, by nie szukać go każdorazowo gdy przyjdzie czas podładowania któregoś z akcesoriów. Korzystam z nich na co dzień. I tak oto pajęczynka rośnie, idealna symetria i perfekcyjnie ustawione ekrany komputera i monitora zostały zaburzone (przez kilka godzin poprawiałem je tak, aż w końcu jest mi wygodnie w nowym miejscu).

Ładowarka indukcyjna dwa dni później też już nie trzyma perfekcyjnej odległości, nie leży prosto, bo przecież kładąc i sięgając po smartfon czy słuchawki zdążyłem ją do siebie przysunąć, by było mi wygodnie. Znalazło się też miejsce dla lampki (jest i nowy kabel, bo owszem – podziała na wbudowanej baterii, ale nie za długo). No i tak, kubek z kawą i dzbanek termiczny od Hario z kawą też zdążyły się już na dobre zadomowić — przecież nie będę wstawał za każdym razem, gdy będę miał ochotę się napić. A przecież to właśnie tutaj, przy biurku, spędzam po kilka godzin dziennie.

Może kiedyś, gdy będę zasiadał przy domowym biurku od wielkiego dzwonu, uda mi się utrzymać skrajny minimalizm. 13″ laptop i monitor zastąpi większy komputer przenośny. Wówczas będę mógł pozbyć się klawiatury i zewnętrznego gładzika, wystarczy mi jeden kabel zasilający komputer. Ba, na potrzeby zdjęcia mogę go nawet nie podłączać, będzie piękniej. Póki co – mimo najszczerszych chęci – ponownie tonę w kablach. Za kilka dni pewnie zaczną się plątać, jak to mają w zwyczaju ;-).