34

30 minut to dla mnie idealna długość odcinka serialu

Prosty dostęp do filmów seriali w usługach streamingowych nie oznacza wcale, że każdy format mi pasuje. Nie lubię na przykład kiedy odcinki dodawane są co tydzień i trwają...dłużej niż 30 minut.

Niedawno pisałem o tym, że po obejrzeniu Gry o Tron rozważam rezygnację z usługi HBO Go. Przytłacza mnie źle działająca aplikacja, która jest jakimś nieśmiesznym żartem niezależnie od tego na jakiej platformie ją uruchamiam. Dodatkowo materiały z HBO Go oglądam przede wszystkim na iPadzie, bo na telewizorze za bardzo czuję problemy z jakością dostępnych materiałów. I kiedy już miałem tę subskrypcję anulować, Grzesiek Marczak polecił mi kilka świetnych jego zdaniem seriali. Jednym z nich jest Ballers (Gracze), w który bardzo mocno się wciągnąłem i właśnie zaczynam ostatni, piąty sezon. A piszę o tym dlatego, że długość odcinków tej produkcji jest dla mnie wręcz idealna.

Godzinne odcinki są za długie

Czy do opowiedzenia historii w jednym odcinku serialu potrzebna jest aż godzina? Moim zdaniem nie, obserwuję jednak że masa produkcji ma właśnie (mniej więcej) taką długość. A to już jest dość długi seans, niewiele krótszy od niejednego filmu z mojej młodości, czasem godzinę i 20 minut trwają animowane kinówki dla dzieciaków. W przypadku naprawdę udanego, lekkiego, zabawnego i przyjemnego Ballers (serial traktuje o amerykańskich futbolistach i firmie zajmującej się ich finansami – szczerze polecam) 30 minut jest wręcz idealne, nawet jeśli planuję dłuższy seans z tytułem. Dlaczego?

Nienawidzę odrywać się od filmu i serialu – w tym drugim przypadku od jednego odcinka. To już nawet nie chodzi o to, że coś zapomnę. Skoro twórca zdecydował się na takie a nie inne pocięcie opowieści, w mojej opinii jest to czymś uzasadnione i wypada wysiedzieć od początku do końca. Oczywiście często część wątków nie znajdzie swojego finału, ale to przecież celowe działanie by zachęcić do kolejnego odcinka – dlatego też nie lubię kiedy opowieść urywa się w połowie bez jakiegoś większego sensu. I we wspomnianym Ballers praktycznie zawsze na końcu epizodu znajduję fragment, który wręcz wymusza na mnie odpalanie kolejnego odcinka.

Nie wiem jak u Was, ale u mnie już dawno skończyły się czasy kiedy mogę wrócić z pracy, usiąść do swoich spraw i skupiać się na czymś do wieczora. Lub poświęcić każdy wieczór na jakieś zaplanowane działanie – oglądanie, granie lub czytanie. Zdecydowanie częściej jest to przerywane zwykłą codziennością, domowymi obowiązkami, czasem pracą. Dlatego właśnie tak lubię oglądać anime (trwające około 25 minut na odcinek) i właśnie seriale zamykające jeden epizod w 30 minutach. Bo mogę go obejrzeć do obiadu, kolacji, robiąc krótką przerwę w innych czynnościach – czy nawet na bieżni na siłowni. W przypadku godzinnych odcinków to raczej nierealne i muszę sobie taki seans jakoś zaplanować i wpasować go w wieczór.

Zobacz też: Najlepsze anime na Netflix

Nie wiem jaki dokładnie cel przyświecał decyzji o 30 minutowych odcinkach Ballers (no dobrze, Wikipedia podaje, że średnia długość to 22 minuty) to w przypadku tego konkretnego serialu sprawdza się ona świetnie nadając poszczególnym epizodom dodatkowej lekkości – szczególnie, że w zasadzie żaden epizod nie zaczyna się dokładnie w momencie kiedy skończył się poprzedni (choć już na początku porusza te wątki). I tylko szkoda, że piąty sezon jest ostatnim.

A Wy jaką długość odcinka preferujecie – 30 minut, godzinę, czy może coś pomiędzy, na przykład 45 minut?