3

I Ty możesz zostać dziennikarzem „growym” – powstaje Game Journalism Simulator

Skoro w grach symulujemy już wszystko, to czemu nie odtworzyć smutnego i dramatycznego losu dziennikarza piszącego o grach? Tylko się Wam wydaje, że taki autor piszący o grach to ma życie usłane różami. Nic nie robi przez cały dzień, tylko pyka w te giereczki, wymądrza się w tekstach, kręci filmiki na jutuba… No i nie […]

Skoro w grach symulujemy już wszystko, to czemu nie odtworzyć smutnego i dramatycznego losu dziennikarza piszącego o grach?

Tylko się Wam wydaje, że taki autor piszący o grach to ma życie usłane różami. Nic nie robi przez cały dzień, tylko pyka w te giereczki, wymądrza się w tekstach, kręci filmiki na jutuba… No i nie zapominajmy o tym, że co trzeci dzień jeździ po całym świecie i ogląda gry, w które zwykły, szary gracz będzie mógł „popykać” dopiero za pół roku, albo nawet i za rok.

„Hej!” – może ktoś krzyknąć. – „Nie zapomniałeś o czymś?” A no tak… Regularne wpływy na konto od wydawców, które są formą podziękowania za świetne oceny ich tytułów. Życie recenzenta gier to po prostu sielanka…

Szkoda, że jednak tak wspaniale nie jest. Tak naprawdę, najgorsze co może się przytrafić „growemu” pismakowi, to otrzymanie kopii recenzenckiej gry, na którą czekał latami. Zamiast usiąść przy monitorze/telewizorze z pieniącym się złocistym płynem przy boku i delektować się wspaniałą historią, świetną mechaniką walki oraz obłędną oprawą graficzną, recenzent zarywa kolejne noce aby jak najszybciej skończyć produkcję, wypatruje błędów, robi stos notatek i wciąż patrzy na zegarek, który nieubłaganie odlicza godziny do momentu, w którym tekst powinien pojawić się w serwisie internetowym, albo w skrzynce mailowej sekretarza redakcji. Po takim maratonie, często tak bardzo wyczekiwana gra ląduje na półce, ponieważ gracz-recenzent już na nią patrzeć nie może.

Na samym końcu, ilu jest graczy, tylu jest dziennikarzy „growych”. To tak samo jak w przypadku trenerów polskiej reprezentacji w piłkę nożną. Każdy wie najlepiej, a odmienne zdanie uznawane jest za brak wiedzy, doświadczenia i Bóg wie czego tam jeszcze.

Właśnie o codziennym życiu dziennikarzy „growych” ma opowiadać Game Journalism Simulator. Jeśli dało się z sukcesem sprzedać Symulator Kozy, a na horyzoncie majaczą symulatory kamieni i trawy, to w sumie czemu nie podjąć tego tematu?

Za projekt odpowiedzialni są ludzie, którzy od lat związani są z dziennikarstwem poświęconym grom. Jason Evangelho prowadzi dział poświęcony nowym technologiom i grom w Forbesie i kieruje serwisem videogamewriters.com. Eric Bouchard pisze i nagrywa podcasty dla Everyday Gamers, Kyle Gaddo prowadzi Save/Continue, a Josh Knowles jest redaktorem naczelnym serwisu frontburnr.net.

Panowie postanowili stworzyć grę, która pokaże ścieżkę kariery od początkującego blogera, po wpływowego dziennikarza z branży gier. Z jednej strony chcą ukazać prawdziwy obraz tej profesji bez nadmiernego krytykowania, ale też i bez koloryzowania. W trakcie zabawy przed graczem ma stać wiele wyzwań i pokus, jakie czekają na ludzi zajmujących się recenzowaniem gier. Wszystko to ma być obleczone dużą ilością humoru i akcentów parodiowych.

Jest jeszcze jeden powód, dla którego powstaje Game Journalism Simulator. Panowie na co dzień zajmujący się recenzowaniem gier chcą na własnej skórze sprawdzić, jak wygląda tworzenie takiej produkcji.

Trzeba przyznać, że pomysł jest całkiem ciekawy. Nikt jeszcze nie podjął się tej tematyki w grach komputerowych. Były już pozycje opowiadające o tworzeniu gier – wystarczy wymienić Game Dev Story na urządzenia mobilne i Game Dev Tycoon oraz bardziej rozbudowany GameBiz.

Nowych informacji o projekcie możecie szukać na oficjalnej stronie Game Journalism Simulator.