18

I po rewolucji… OnLive poszedł za grosze

Zapowiadało się na prawdziwą rewolucję i wyprzedzanie czasów. Serwisy oferujące granie w najnowsze tytuły za pośrednictwem chmury: bez konsoli, bez gry w pudełku, tylko ty, komputer podłączony do internetu i kontroler. Jednym z nich był OnLive, o którym sporo pisaliśmy na Antywebie, a który próbował zaoferować gry w streamingu (ale również na przykład windowsowski ekran […]

Zapowiadało się na prawdziwą rewolucję i wyprzedzanie czasów. Serwisy oferujące granie w najnowsze tytuły za pośrednictwem chmury: bez konsoli, bez gry w pudełku, tylko ty, komputer podłączony do internetu i kontroler. Jednym z nich był OnLive, o którym sporo pisaliśmy na Antywebie, a który próbował zaoferować gry w streamingu (ale również na przykład windowsowski ekran na tabletach w ramach projektu OnLive Desktop). Cóż, rewolucji chyba nie będzie, przynajmniej na razie.

A to dlatego, że OnLive właśnie poszedł pod młotek i został sprzedany za… 4,8 miliona dolarów. Wydaje się dużo? Nieszczególnie, bo początkowo, gdy świat i analitycy zachwycali się pomysłem i wiązali z grami w chmurze wielkie nadzieje, prognozowano, że OnLive może być wart nawet 1,8 miliarda dolarów! Różnica między tymi szacunkami, a realnymi pieniędzmi, jakie wyłożono na tą transakcję jest ogromna i zaskakująca.

Chociaż być może zaskoczenia być nie powinno, bo OnLive od jakieś czasu zmagał się z problemami finansowymi i był dłużny różnym podmiotom prawie 19 milionów dolarów. Jak widać kondycja OnLive nie była chyba najlepsza i skorzystała z tego grupa venture capital, która zdecydowała się na zakup firmy. Czy to oznacza, że idea grania w chmurze się nie sprawdziła?

Niekoniecznie. Wystarczy wspomnieć, że rywal OnLive – Gaikai został sprzedany Sony za ponad 380 milionów dolarów, a więc w tym modelu biznesowym jest potencjał. Wygląda na to jednak, że ta koncepcja pojawiła się zbyt wcześnie, zarówno dla użytkowników, jak i samych producentów gier. Niemniej jednak wykupienie Gaikai przez Sony pokazuje, że ten segment rozrywki będzie rósł.

Osobiście jakoś nie widzę siebie, jako klienta takiej usługi. Choć bez wątpienia streaming gier ma swoje zalety, jak i streaming filmów, muzyki, etc., a jedną z nich jest niższa cena, to jednak nie podoba mi się koncepcja, że wykupuję tylko dostęp do produktu, a nie sam produkt. Swoją drogą obecne modele biznesowe zmierzają w tym kierunku, w którym klient nie będzie nabywał realnie istniejącego dobra, a jedynie dostawał do niego dostęp, ta wizja nie szczególnie mi się podoba, ale to temat na inny artykuł.

Tymczasem zobaczymy, czy nowy właściciel tchnie ducha w OnLive i firma wróci do gry, czy też było to tylko przedłużenie agonii.

Fota: Gizmologia, Gamecorner