Felietony

Huel to żaden cud, ale chętnie zastąpię nim jeden posiłek w ciągu dnia

PW
Paweł Winiarski
35

Przez ostatni miesiąc jadłem produkty Huel - szejki, ciepłe dania i batony. Nie jest to żaden ekstremalny test, w którym rzucam wszystko i żyję 30 dni na proszku - tych było już w polskim internecie aż za dużo. Nie wiem czy da się całkowicie zamienić klasyczne posiłki na tego typu produkt i nie zamierzam tego robić, ale jestem zaskoczony, bo Huel przypadł mi do gustu.

Nie jestem dietetykiem, nie skończyłem internetowych kursów, trudno też powiedzieć, żebym był zafiksowany na punkcie zdrowego jedzenia. Jestem po prostu zwykłym gościem, który liczy kalorie. Wiem ile powinienem jeść by zachować aktualną wagę oraz co zrobić żeby w okresie letnim trochę "wyciąć". Nie traktujcie więc poniższego tekstu jako "prawdy objawionej" czy profesjonalnego testu analizującego wszystkie za i przeciw. Przez około miesiąc jadłem przede wszystkim produkty Huel, a poniżej spisałem swoje wrażenia.

Huel to nie tylko szejki

Nie załapałem się na pierwszą falę popularności szejków Huel. Czytając jednak pierwsze opinie polskich blogerów byłem coraz bardziej zainteresowany tematem, jednak bardziej z ciekawości niż z chęci przestawienia się na taką formę posiłków. Widziałem natomiast, że znajomi zainteresowali się tymi produktami i część korzysta z nich regularnie spożywając jako jeden-dwa posiłki dziennie, ale bez ekstremów w postaci całkowitego przerzucenia się na proszek. W związku z pojawieniem się nowych pozycji w katalogu Huel, miałem okazję przetestować kilka z nich i muszę przyznać, że jestem pozytywnie zaskoczony.

Bazowy Huel Powder v3.0 stanowiący element wszystkich pierwszych polskich opinii o produkcie wciąż wydaje się być podstawą w ofercie producenta. "Bestsellerowy koktajl w proszku" dostępny jest w 8 smakach - wanilia, czekolada, banan, owoce jagodowe, kawa, mięta-czekolada, oryginalny i "bez smaku i słodzika". Jeden smak (wanilia) posiada natomiast wersja z dopiskiem Professional, która podobno "przechodzi oficjalne badania pod kątem obecności niedozwolonych substancji i zostaje dopuszczana w ramach programu Informed-Sport". Podobnie jak w przypadku odżywek białkowych kluczowy wydaje się być tu smak, bo to on na dobrą sprawę definiuje, która wersja produktu przypadnie Wam do gustu. Sprawdziłem czekoladę, banan oraz owoce jagodowe i choć najbardziej przypadł mi do gustu pierwszy ze smaków, to polecam ich przeplatanie. Mam też nadzieję, że producent wprowadzi do tej serii obecny w wersji Black smak słony karmel, bo wyszedł zdecydowanie najlepiej.

Ku mojemu zaskoczeniu, Huel najbardziej smakuje mi z wodą, co jest o tyle dziwne, że odżywki białkowe jestem w stanie pić jedynie z mlekiem. Fakt, niezależnie od smaku szejk Huel ma delikatnie cierpką, specyficzną nutkę smakową, ale bardzo szybko się do niej przyzwyczaiłem. Produkt dobrze rozpuszcza się w wodzie, choć polecam spędzić chwilę czasu nad procesem mieszania, bo minimalna ilość proszku lub przylepić się do dna pojemnika. Dopasujcie też pod siebie ilość wody, bo to ona decyduje o tym czy napój będzie bardziej wodnisty czy gesty - ja wolałem tę drugą opcję, która wydawała mi się bardziej "konkretna". Dokładną rozpiskę składu i makroskładników producent umieszcza na opakowaniu, więc każdy może sobie przeanalizować, co w zasadzie znajduje się w proszku Huel.

Jedna paczka proszku Huel wystarcza na około 17 posiłków, dwie paczki wyceniono na 265 złotych - z tego co widzę, strona od razu "wymusza" zakup dwóch paczek dopiero kolejne można dodawać do koszyka pojedynczo (107 zł). Prosta matematyka (265:34) pozwala obliczyć, że jeden klasyczny szejk kosztuje około 8 złotych. Trudno mi jednoznacznie ocenić czy to duża, czy mała kwota, bo wszystko zależy od tego do czego ją porównacie. Do porcji zupy z wielkiego gara, kotleta z ziemniakami czy może bardziej wykwintnego dania z restauracji? Decyzja należy do Was, moim zdaniem wszystkie te strzały będą chybione. Przez chwilę zastanawiałem się czy nie porównać ceny do białek w proszku, ale to zupełnie inna kategoria produktów, która różni się składem - Huel to konkretny, kompletny zestaw dobrze rozpisanych składników odżywczych, którego celem jest zaspokojenie potrzeb organizmu, a odżywka białkowa ma po prostu dobić brakujące białko, którego zaplanowanej wartości nie udało się uzyskać z normalnych posiłków. Dodam też, że przy fitnessowych odżywkach producenci nie rozpisują tak dokładnie składów swoich produktów więc ciężko porównać je 1 do 1.

Dokładna rozpiska wartości odżywczych i składników Huel Powder v3.0.

Drugim produktem który testowałem jest nieco droższy Huel Black Edition z podwyższonym białkiem. Dostępny jest w sześciu smakach - klasycznym, bezsmakowym, czekoladowym, o smaku kawy z karmelem, wanilii, banana i słonego karmela. Najbardziej przypadł mi do gustu ten ostatni wariant, średnio polubiłem się natomiast ze smakiem kawowym. Gdybym miał wybierać między klasykiem a wersją Black, przychylam się do tej drugiej głównie ze względu na wyższe wartości białka. Konsystencja jest taka sama jak w przypadku klasycznej wersji.

Dokładna rozpiska wartości odżywczych i składników Huel Black Edition.

Bardziej od proszku zaciekawiły mnie ciepłe dania Huel Hot & Savoury, których dokładny opis znajdziecie na stronie producenta. To danie typu instant, czyli coś na kształt granulatu zalewanego wrzątkiem. Podobnie jak w przypadku szejków o ostatecznej konsystencji decyduje ilość wody i tu również zwarta forma bardziej przypadła mi do gustu, za dużo wody sprawia, że wychodziła zupa. Smaki są bardzo ciekawe - słodko-kwaśny, Curry Korma, Curry Madras, pomidor z ziołami, tajskie zielone curry, meksykańskie chilli. Na stronie Huel oznaczono dodatkowo pikantność poszczególnych potraw i faktycznie, meksykańskie chilli z dwiema papryczkami było całkiem ostre, Curry Madrasa bałbym się spróbować, ale ja akurat nie mam jakiejś dużej odporności na ostre potrawy. Pomidor z ziołami był natomiast jak dla mnie zbyt nijaki i aż prosił się o odrobinę pieprzu. Zastanawiam się z czym porównać ten produkt i chyba najbliżej mu do...rozdrobnionej fasolki po bretońsku. Jeśli dobrze wszystko rozmieszacie, nie czuć tu zbyt wiele chemii, choć trudno wyzbyć się skojarzeń z daniami typu instant. Całkiem fajna sprawa jeśli wolicie dania na ciepło, choć nie umiem sobie wyobrazić żeby Huel Hot & Savoury całkowicie zastąpiło mi klasyczne obiady. Muszę jednak przyznać, że w większości przypadków jadłem ten produkt ze smakiem i zauważyłem, że sycił mnie bardziej niż szejki.

Dokładna rozpiska wartości odżywczych i składników Huel Hot & Savoury.

Przetestowałem jeszcze kilka smaków batonów i od razu przyznam się, że zniknęły najszybciej. Nieduże, smaczne, nie za słodkie, minimalnie cierpkie co zdecydowanie różni je od wielu obecnych w sklepach batonów typu fit. Każdy baton zawiera 200 kcal i choć trudno się nim najeść, to jako przekąska między normalnymi posiłkami - lub posiłkami Huel - była bardzo fajnym dodatkiem. I ponownie słony karmel był moim faworytem, ale na dobrą sprawę nie jestem w stanie powiedzieć by którykolwiek z batonów był niesmaczny.

Dokładna rozpiska wartości odżywczych i składników Huel Bar.

Czy da się wytrzymać "na samym proszku"?

Czytając opinie i recenzje pierwszych produktów Huel, wielokrotnie widziałem, że zastanawiano się, czy człowiek przyzwyczajony do normalnego jedzenia człowiek jest w stanie zamienić wszystko na proszek. Ja nie potrafiłem, choć produkty, które testowałem nie były wyłącznie szejkami. Jeśli w trakcie dnia miesza się klasycznego Huela z wersją Black, do tego dokłada batona i danie na ciepło Hot & Savoury, zdecydowanie łatwiej zamienić cały swój dzienny jadłospis na produkty Huel. Przede wszystkim dlatego, że baton to baton, a typowo obiadowa "zalewka" nie jest szejkiem, a gęstym daniem. Oferuje więc nieco inne odczucia podczas posiłku, dając namiastkę klasycznego obiadu czy kolacji.

Nie zmienia to jednak uczucia, że spożywamy zupełnie innego rodzaju produkty, a ich konsumpcja pozbawiona jest elementów, do których przywykliśmy. Zarówno proszki Huel, jak i ciepłe danie nie chrupią, nie wymagają długiego procesu przeżuwania, co dla wielu osób potrafi być ważniejsze niż sam smak. I nie ukrywam, że po pierwszym tygodniu brakowało mi tych zwyczajnych odczuć, przez co szybko zacząłem wplatać w jadłospis normalne potrawy, w tym owoce i warzywa.

Druga sprawa, na którą zwróciłem uwagę to uczucie sytości. Pierwsze 2-3 dni były najgorsze, bo kiedy spożywałem wyłącznie produkty Huel (proszek+ciepłe danie+baton) cały dzień czułem...może nie tyle głód, co brak nasycenia. Możliwe, że wynika to z moich przyzwyczajeń - lubię jeść duże posiłki, których objętość niekoniecznie pokrywa się z kaloryką. Staram się jeść dużo warzyw i do 450 gramów mieszanki warzywnej wraz z ważącą 150 gramów porcją mięsa to dla mnie obiadowe optimum, które poprawiam jeszcze jakimś 400-gramowym jabłkiem. Już sam obiad waży więc około 600 gramów, co objętościowo jest dość sycące. Danie przygotowane ze standardowych dwóch miarek proszku Huel to według aplikacji MyFitnessPal równo 400 kcal. 411 kcal natomiast daje wspomniane 150 gramów piersi z indyka oraz 450 gramów mieszanki typu "warzywa na patelnię". Nietrudno wyobrazić sobie, że różnica w odczuciu sytości po spożyciu jednego szejka w porównaniu z dużym talerzem mięsa i warzyw jest znacząca. Wydawało mi się, że z każdym kolejnym dniem było lepiej, ale pierwsze 3-4 doby czułem się po prostu nienajedzony.

Dodam jednak, że tego typu odczucia w pierwszych dniach nie są niczym dziwnym i wie o tym również producent. Celowo zrobiłem bowiem odwrotnie niż mi radzono żeby sprawdzić to, jak większość osób podejdzie do produktu. Przed testami Huel, dietetyk firmy przygotował mi rozpiskę posiłków, uwzględniając dane jakie zawarłem w formularzu - preferowaną wartość kaloryczną posiłków w ciągu dnia oraz rozpiskę aktywności fizycznej. Dostałem jasne wytyczne, by w pierwszych trzech dniach pić Huel tylko w ramach jednego porannego posiłku, w dniach 4-6 już w dwóch a od początku drugiego tygodnia bazować na planie zawierającym już tylko produkty firmy. I nawet chciałem się do tego zastosować, ale jednak ciekawość wygrała i dobrze, bo sam na własnej skórze doświadczyłem żeby stosować się do tych zaleceń i nie przeskakiwać od razu na sam proszek. I jeśli zdecydujecie się kupić Huel, Wam też to radzę. Pijcie też wtedy dużo wody i pomyślcie od razu o jakichś dodatkowych owocach, bo moja przemiana materii przez pierwsze dni nieco się zmieniła i potrzebowała - że tak powiem - czegoś więcej niż Huel.

Dla kogo jest Huel?

Widać, że firma inwestuje w nowe produkty i to moim zdaniem świetna decyzja. Nie każdy chce zamienić normalne posiłki na szejki, ciepłe dania i batony są odpowiedzią na takie oczekiwania. Wciąż jednak nie zmienia się grupa osób, do której kierowane są produkty Huel. To ludzie chcący spożywać dobrze zbilansowane posiłki, których przygotowanie trwa symboliczną chwilę. Nie wiem jak Huel wpłynąłby na moje samopoczucie po kilku miesiącach ani jak przełożyłby się na wyniki badań. Jestem jednak przekonany, że przy planach redukcyjnych takie rozwiązanie może się dobrze sprawdzić, bo spożywanie określonej dziennej puli kalorii jest banalnie proste. Nie trzeba się zastanawiać nad makroskładnikami, bo wszystko jest jasno rozpisane na opakowaniu, a korzystanie z Huel Black w zasadzie rozwiązuje problem "dobijania" białka. 49 gramów na 100 gramów produktu to naprawdę konkretna wartość. Na pewno w czasie letniej redukcji zaopatrzę się właśnie w Huel Black i wplotę go w swój jadłospis żeby ułatwić sobie utrzymanie ujemnego bilansu kalorycznego. Gdybyśmy, tak jak wcześniej, pracowali z biura - postawiłbym sobie też jedno takie opakowanie w redakcji i przestał wozić do pracy obiady w pudełku. Czy jednak ułożyłbym sobie cały jadłospis bazując tylko na produktach Huel? Nie, dla mnie to zbyt duża zmiana nawyków żywieniowych i nie widzę powodu by rezygnować z przyjemności klasycznego jedzenia. Ale jako jeden, góra dwa posiłki dziennie, zdecydowanie tak.

We wrześniu ubiegłego roku opisywałem Wam swoje wrażenia z kontaktu z podobnymi produktami firmy Powder Matter. Zdecydowanie mniejsza promocja i ekspozycja, ale różnice nie ograniczały się wyłącznie do tego i nie mówię tu jedynie o prostszych czy mniej dopracowanych opakowaniach. Rozpiskę składu możecie porównać zerkając do tamtego materiału, natomiast w bezpośrednim porównaniu smaku, konsystencji, rozpuszczalności - a finalnie przyjemności ze spożywania, zdecydowanie wygrywa Huel.

Czy to jednak magiczny produkt, który rewolucjonizuje świat?

Absolutnie nie, tak naprawdę nie jest również czymś nowym. Odżywki białkowo-węglowodanowe dostępne są na rynku od wielu lat i choć w porównaniu z gainerami Huel ma lepiej zbilansowany skład, to jednak na jakie sportowe czy kulturystyczne forum nie zajrzycie, nie będzie polecany jako zastępstwo klasycznych posiłków. Nie zauważyłem by cały świat fitness nagle przerzucił się na Huel i zrezygnował z normalnej zbilansowanej diety, więc warto mieć to na uwadze. Doceniam jednak skuteczny marketing firmy, bo dość sprawnie udało im się zdominować rynek tego tupu produktów i "szejk zamiast normalnego posiłku "kojarzy się właśnie z Huel tak jak na sportowe buty mówi się "adidasy", a na amerykańskich lotniskach "iPadem" nazywa się każdy tablet.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu