36

Brak usług Google to nie jest największy problem tego urządzenia – recenzja Huawei P40

Do nowych Huaweiów można podejść na dwa sposoby. Z jednej strony, można pobieżnie stwierdzić, że przecież bez usług Google ani rusz. Po pierwsze - będzie to nie do końca prawda, a po drugie - taka recenzja nie da kupującemu pełnego wglądu w to czym Huawei P40 tak naprawdę jest. A jest on miksem pomysłów bardzo dobrych i (niestety) także tych słabszych, przy których brak Google Mobile Services nie wydaje się wcale aż tak dużym problemem. Dlatego dziś zastosuję podejście nr.2 i postaram się odpowiedzieć na pytanie, co w Huaweiu P40 się udało, co nie i dla kogo ten telefon może być przeznaczony.

Huawei P40 – specyfikacja

  • 6.1 calowy wyświetlacz OLED, 1080 x 2340 pikseli, 60 Hz, 422 ppi,
  • układ Kirin 990 (2×2.86 GHz Cortex-A76 & 2×2.36 GHz Cortex-A76 & 4×1.95 GHz Cortex-A55), grafika Mali-G76 MP16,
  • 8 GB RAM,
  • 128 GB pamięci wbudowanej UFS 3.0,
  • slot kart SIM/eSIM/nanomemory,
  • Android 10 z nakładką EMUI,
  • łączność bezprzewodowa: Wi-Fi 802.11 a/b/g/n/ac, Bluetooth 5.1, LE, 5G, NFC,
  • USB C,
  • aparaty z tyłu: 50 MP, f/1.9 (główny, stabilizowany optycznie), 8 MP, f/2.4 (3x zoom, stabilizowany optycznie), 16 MP, f/2.2 (szeroki kąt),
  • aparat z przodu: 32 MP, f/2.0, czujnik podczerwieni,
  • bateria 3800 mAh wsparta szybkim ładowaniem 22.5W,
  • wymiary: 148.9 x 71.1 x 8.5 mm ,
  • waga: 175 gramów,
  • cena: 2999 zł.

4 zalety i 4 wady Huaweia P40

Nie chciałem z tego robić „klasycznej” recenzji, opowiadając o tym, jakie to funkcje ma EMUI czy też jak wygląda interfejs aparatu w najnowszym P40. Mam bowiem wrażenie, że ludzie czytając recenzje poszukują odpowiedzi na pytanie, czy warto na ten model wydać swoje ciężko zarobione pieniądze. Dlatego też w poniższym zestawieniu postaram się dać wam zarówno powody za, jak i przeciw tej decyzji. Jako, że cyfra 4 nierozerwalnie związana jest z Huaweiem P40, przed wami 4 największe wady i 4 największe zalety tego modelu. Aby nie budować zbyt długo negatywnego i pozytywnego wrażenia, postanowiłem wymieszać je ze sobą.

Zaleta nr. 1 – to, jak Huawei P40 wygląda

Otwierając pudełko i po raz pierwszy biorąc telefon do ręki, od razu wiemy, że mamy tu do czynienia z urządzeniem wysokiej klasy. Telefon jest kompaktowy (o ile można tak mówić o smartfonie z przekątną ekranu powyżej 6 cali) i świetnie leży w dłoni. Korpus wykonany jest z metalu, a ekran z przodu nie jest zagięty w żadną ze stron. To, co naprawdę podoba mi się w modelu P40 to jego ramki, praktycznie symetryczne na każdej krawędzi. Jeżeli chodzi o design, to muszę przyznać, że od dłuższego czasu byłem fanem tego, jak wyglądają kolejne Huaweie. Czy to seria P, czy Mate, firma zawsze potrafiła wyjść z ciekawym pomysłem na design czy akcent stylistyczny. I choć trzeba przyznać, że pod tym względem w P40 dużo się nie dzieje, to samo urządzenie jest bardzo eleganckie. Wyglądu nie psuje nawet duża wyspa na aparaty. Jedynymi rzeczami, które można uznać za akcenty, to wiele anten dookoła telefonu, sugerujących wszystkim, że mamy do czynienia ze smartfonem obsługującym 5G oraz czerwona wstawka na przycisku włączania. Od startu przyklejona jest też folia chroniąca ekran.

Dobrego wrażenia nie psuje wyświetlacz urządzenia. Świeci jasno, jego kolory są żywe i nasycone, a obraz tak ostry, że spokojnie można go używać jako zamiennik kuchennego noża. Niektórym z pewnością będzie przeszkadzało podłużne wycięcie na przednią kamerę. Mi ono nie przeszkadzało w ogóle, a nawet na swój sposób w tym modelu wygląda ono estetycznie. Może dlatego, że Huawei nie próbuje na siłę ukryć go pod ciemną tapetą jak Samsung czy Apple, a może ponieważ wiem, że jest w nim schowany moduł ToF działający w podczerwieni, dzięki któremu można bezpiecznie korzystać z odblokowywania za pomocą twarzy. Ogólnie – pod kątem wyglądu, wymiarów i wykonania Huawei P40 to telefon, który bardzo mi się spodobał.

Wada nr. 1 – zawartość pudełka

Otwierając pudełko, znalazłem tam telefon i… to w zasadzie wszystkie elementy warte wylistowania. Reszta zawartości zestawu jest bowiem znacznie poniżej oczekiwań, jeżeli chodzi o smartfon, który ma uchodzić za flagowy. Przede wszystkim wręcz rozśmieszyły mnie dołączone do tego modelu słuchawki. Tak, w 2020 r. Huawei wciąż dorzuca do swoich telefonów tę imitację Apple Earpods, która na wolnym rynku miałaby problem z osiągnięciem ceny 2 zł+VAT. Patrząc na klasę sprzętu to po prostu nie przystoi. Huawei powinien się uczyć od innych producentów, np. Samsunga, który od lat dorzuca AKG.

Jako, że załączone do P40 pchełki nadają się wyłącznie do wyrzucenia do śmieci, chciałem podłączyć swój własny zestaw i wtedy natknąłem się na kolejny zgrzyt. W telefonie nie ma (oczywiście) gniazda słuchawkowego, a pudełko nie zawiera nawet wartej 5 zł przejściówki minijack-USB C. No nic, wezmę telefon, przejdę się do sklepu i kupię. I tu trzecie zaskoczenie – zestaw nie zawierał także najprostszego, przezroczystego, silikonowego etui. Na tym etapie naprawdę zaczęło to wyglądać, jakby Huawei bardzo chciał na konsumentach przyciąć każdego możliwego Juana. Z jednej strony nie ma co ich winić, ale jestem zdania, że to właśnie takimi detalami można kupić klienta. Nie wymagam, żeby jak Xiaomi zaczęli dorzucać do swoich urządzeń bezprzewodowe ładowarki albo przelotkę z USB-C na USB-A, ale jeżeli ktoś kupuje telefon za 3000 zł, firma powinna zapewnić akcesoria na chociaż przyzwoitym poziomie. Bo tak, jak samo urządzenie buduje wrażenie obcowania z produktem premium, tak opakowanie sugeruje, że producent na nas oszczędza.

Zaleta nr. 2 – aparat jest najmocniejszym punktem telefonu

Nie, aparat w nowym Huawei’u nie stanowi „nowego rozdania” w mobilnej fotografii, ale zdecydowanie popycha jej granice znacznie dalej. Szczególnie, jeżeli chodzi o fotografię nocną, ale do tego dojdziemy za chwilę. Na początku chciałbym skupić się na funkcjach, które oferuje sam aparat, bo jest tu w czym wybierać.

Omawianie warto zacząć od aparatu głównego, który dzięki matrycy 1/1.28 i jaskości obiektywu f/1.9 potrafi zarejestrować naprawdę wiele światła. Zdjęcia nim wykonane są ostre, pełne szczegółów i nie pamiętam, by autofokus z detekcją fazy kiedykolwiek jakoś spektakularnie się pomylił. Oczywiście Huawei pozwala podkręcić zdjęcia za pomocą wbudowanej, wykrywającej scenerię sztucznej inteligencji. Mamy tu też możliwość zapisywania plików w RAW oraz prawdziwy tryb profesjonalny z czasem naświetlania do 30 s. Po niego jednak większość ludzi sięgnie sporadycznie – tryb automatyczny robi bowiem zdjęcia bardziej niż zadowalającej jakości. Denerwować może tylko fakt, że HDR jest tu osobno wydzielonym trybem, a nie działa w automacie.

huawei p40

huawei p40

huawei p40

huawei p40

huawei p40

huawei p40

huawei p40

huawei p40

Oprócz tego mamy też szeroki kąt, który moim zdaniem robi tu najlepsze wrażenie. Zdjęcia nie tylko wychodzą szczegółowe, ale też (dzięki OIS) ostre i nieporuszone.

huawei p40

huawei p40

huawei p40

huawei p40

Jeżeli mówimy o zoomie optycznym, zawsze zadaję sobie pytanie – czy da on lepsze efekty niż po prostu przycięcie zdjęcia z aparatu głównego. No cóż, w Huawei P40 mamy 3-krotne powiększenie optyczne i 5-krotne cyfrowe, dlatego nie mogłem oprzeć się by sprawdzić, jak to działa. Efekty widać na porównaniach poniżej.

huawei p40

Jeżeli więc będziecie chcieli dowiedzieć się, o której jest najbliższa msza święta, bądź też zrobić ostre zdjęcie nadajnika 5G odpowiedzialnego za rozprzestrzenianie się koronawirusa – teleobiektyw Huawei P40 będzie dla was idealnym narzędziem. :)

Jeżeli jesteśmy już w temacie aparatów, nie można nie wspomnieć o tym na froncie. Pomimo tego, że nie jestem jakimś maniakiem selfie, to muszę przyznać, że 32 Mpix jednostka potrafi zrobić naprawdę przyzwoicie wyglądające foty.

To, co jest jednak najmocniejszym punktem Huawei, to zdjęcia nocą. Te, nie bójmy się tego określenia, zostawiają całą istniejącą konkurencję w boksach startowych. Huawei w tym aspekcie może rywalizować tylko sam ze sobą. Bardzo mocno widać w tym udział sztucznej inteligencji, która wyraźnie poprawia foty już po ich zrobieniu. Co prawda – efekty wychodzą różnie – niektóre zdjęcia wyglądają jak zrobione w dzień, a po niektórych widać, że mocno podziałał tam software. Nie zrozumcie mnie źle – każde ze zdjęć zrobionych P40 w nocy przebije to zrobione przez inny smartfon, ale aż chciałoby się, żeby ich efekty były bardziej wyrównane.

huawei p40

huawei p40

huawei p40

huawei p40

huawei p40

huawei p40

Huawei potrafi też nagrywać filmy w rozdzielczości 4K przy 60 FPS. Tutaj też nie ma problemów z miękkim wykończeniem scenerii czy szalejącą stabilizacją – wszystko jest płynne.

Huawei podczas swojej konferencji mocno chwalił się funkcjami związanymi z AI w swoim smartfonie. Niestety – w moim przypadku możliwości o związane z Golden Snap nie były jeszcze w trakcie testów dostępne, co należy potraktować ze zrozumieniem – producent zapowiedział, że będą wchodziły z opóźnieniem. Działał za to inny, bardzo przydatny „bajer”, czyli tłumaczenie tekstu w locie. Część tłumaczeń wygląda tak sobie, ale jeżeli dzięki nim jestem w stanie zrozumieć tekst, który mam przed oczami, to uznaje test za zaliczony.

Wada nr. 2 – aparat jest najmocniejszym punktem telefonu

Niestety, w tej beczce  fotograficznego miodu znalazło się miejsce dla kilka łyżek dziegciu. Chodzi mi tu o to, że część komponentów telefonu odbiega możliwościami od aparatu, przez co ma się wrażenie, że mamy do czynienia z urządzeniem mocno okrojonym względem innych na tej półce cenowej. Jako, że pamiętam czasy, gdy Huawei robił telefony które wypchnęły Samsunga i wielu innych ze średniej półki cenowej, to wciąż oczekuje od tego producenta solidnego stosunku ceny do możliwości. Niestety – nie tym razem.

Przede wszystkim, zwrócę się tu w kierunku ekranu. Tak, jest jasny, ładny i…  ma tylko 60 Hz. W erze, gdzie Realme 6 za mniej niż 1000 zł oferuje 90 Hz, jego brak w urządzeniu 3x droższym nie może zostać zamieciony pod dywan. W dalszej części – ładowarka. Mamy tu co prawda szybkie ładowanie 22,5 W, ale znowu – smartfony za 1/3 tej ceny pozwalają już na 30 W. Paradoksalnie, dzięki temu, że bateria jest niezbyt duża (3800 mAh) naładujemy ją w niecałą godzinę, a dzięki 60 Hz ekranowi urządzenie powinno dać radę wytrzymać na niej półtora dnia (do dwóch, jeżeli zrezygnujemy z dodatków jak AoD). Nie mamy też tu ani ładowania zwrotnego, ani nawet bezprzewodowego – te aspekty zostały zarezerwowane dla wariantów Pro i Pro+.

Kolejnym mankamentem jest tu czytnik linii papilarnych. Nie czepiam się tego, że jest pod ekranem, ale tego, że jest to sensor optyczny – podświetla on palec aby zrobić mu zdjęcie. Pomijam już fakt, że jest to niesamowicie irytujące w nocy, ale w moim przypadku funkcja ta działała też średnio w ciągu dnia. Nigdzie nie natrafiłem na podobne problemy, więc może to tylko mój egzemplarz, ale w kiedy stałem z Huaweiem P40 w bardzo jasnym, kwietniowym słońcu, czytnik po prostu odmawiał współpracy. Jako, że na twarzy miałem maskę, musiałem się za każdym razem do urządzenia dostawać się za pomocą kodu PIN.

Kolejną wadą jest to, że mamy tu wyłącznie pojedynczy głośnik, umieszczony w dolnej ramce. Tak, ze względu na chęć oszczędzenia miejsca głośnik do rozmów schowany jest pod ekranem. Zapomnijmy więc o stereo. Jeżeli mówimy o brakach, to jeżeli będziecie wybierać swojego P40, zadbajcie o to by na start miał odpowiednią ilość pamięci (choć obecne dostępne jest chbya tylko 128 GB), ponieważ telefon nie obsługuje kart microSD, a tylko huaweiowe nanomemory. Co ciekawe, pomimo wyeksportowania gniazda minijack w kosmos, Huawei P40 nie jest wodoszczelny, ponieważ jego certyfikat to tylko IP53.

Zaleta nr. 3 – niesamowicie mocny procesor

Wracając do dobrych cech, zdecydowanie trzeba pochwalić znajdujący się na pokładzie Huaweia P40 procesor Kirin 990. Jest to niesamowicie szybka jednostka, potrafiąca wyciągnąć w benchmarku Sling Shot Extreme Open GL 3.1 ponad 6000 punktów. Taka moc w tak małym telefonie jest spełnieniem moich marzeń i znakiem na to, że producenci jednak słuchają konsumentów i wyciągają wnioski. Starałem się spowolnić Huaweia P40 jak tylko mogłem, ale ani żadna gra, ani wszystkie aplikacje otwarte w tle nie dały rady sprawić, by coś się przycięło bądź animacje zaczęły gubić klatki.

Wada nr. 3 – …bez układu chłodzenia

I tu dochodzimy, do tego, co jest moim zdaniem sercem problemów z P40. Producent, chcąc lepiej wypozycjonować lepsze warianty swoich flagowców, postanowił zabrać mniejszemu bratu część komponentów i posunął się w tym nieco za daleko. Nie ma on bowiem znanego z wariantów Pro i Pro+ systemu chłodzenia „SuperCool”, a tylko „jego mniej skomplikowany wariant”. Jako, że przy zwykłych systemach chłodzenia współczesne flagowce potrafią się niemiłosiernie nagrzewać, to pomyślcie, co się dzieje, gdy mają one jeszcze kompaktowe wymiary i „uproszczone” chłodzenie. Tak właśnie nagrzewa się P40. Podczas mojego standardowego testu, kiedy przeprowadzam 10 benchmarków z rzędu, już przy piątym wynik spadł mi o ponad połowę, a ja przerwałem test w obawie o to, by nie zniszczyć urządzenia. Nawet przy mniej wymagających tytułach, jak np. World ot Tanks Huawei potrafi zrobić się zauważalnie ciepły już po 20 minutach gry.

huawei p40

Zaleta nr. 4 – instalowanie aplikacji to bułka z masłem

Tak – w końcu musieliśmy do tego dojść. Aplikacje, a raczej ich brak, to podstawowy temat przy opisywaniu nowych modeli od Huawei. Jednak tym razem postaram się wziąć ten system w obronę. Dlaczego? Bo uważam, że Huawei nie jest temu winny i firma zrobiła wiele, by użytkownicy mogli cieszyć się ich sprzętami. Dlatego ustalmy sobie – na P40 nie ma i nie będzie aplikacji banków, Netflixa czy YouTube, o ile nie zaczniecie bawić się z wgrywaniem nieautoryzowanych firmware’ów.

huawei p40

Ja się nie bawiłem, ponieważ poszedłem drogą, którą poszedłby przeciętny użytkownik – skorzystałem z APK. I jako, że nie oglądam seriali na telefonie i przez większość mojego życia ze smartfonami nie miałem NFC, to przyzwyczajenie się do Huaweia P40 zajęło mi dosłownie chwilę. Wszystko co chciałem, zainstalowałem sobie z APK Pure i nie miałem żadnych problemów z działaniem tych aplikacji. Ba, działały mi nawet mapy Google. I zaraz ktoś może powiedzieć (i będzie miał racje), że w przypadku APK Pure nie jesteśmy pewni, czy za chwilę dana aplikacja nie zniknie oraz czy będzie aktualizowana. Tak, to prawda, ale tutaj przechodzimy do ostatniej wady w tym zestawieniu.

Wada nr. 4 – płacisz pełną cenę

Wada ta wynika wprost z tego, o czym mówiłem przez całą tę recenzję. Mając w ręce Huaweia P40 ma się wrażenie, że jest jest to model Pro, z którego ktoś scyzorykiem wydłubał najlepsze funkcje, a z części tych które są nie możemy skorzystać ze względu na amerykańskie restrykcje. A pomimo tego – reklamowany jest jako flagowiec i musimy zapłacić za niego jak za flagowca. Innymi słowy – nie ma (realnie) NFC, ładowania bezprzewodowego, wodoszczelności, głośników stereo i części funkcji związanych z aplikacjami, a i tak musimy za niego dać 3 tys. złotych. Ba, w zestawie nie ma nawet przejściówki na zwykłe słuchawki czy najprostszego gumowego ochraniacza – zabieg zrozumiały tylko w przypadku budżetowców. Co więcej, jeżeli liczyć, że płacimy te 3 tys. za procesor i aparat, to z 50 proc. tego zestawu nawet nie będziemy mogli zrobić użytku, bo jeżeli zaprzęgniemy go do jakiejś bardziej wymagającej gry, to istnieje ryzyko, że się poparzymy. A nie, czekaj, nie zaprzęgniemy, bo Google… W każdym razie – wiecie o co mi chodzi.

Na miejscu Huaweia starałbym się teraz rękami i nogami zatrzymać odpływ klientów. Starałbym się oferować jak najwięcej za jak najmniej. Tymczasem – jest dokładnie odwrotnie, a P40 to chyba najgorzej wyceniony obecnie smartfon na rynku. W mojej głowie buduje to obraz firmy, której po prostu nie zależy, czy ktoś kupi jej produkt czy nie. Jeżeli takie właśnie uczucia Huawei chce wywoływać w swoich klientach – udało się.

Czy Huawei P40 to dobry smartfon?

Tak. Ale nie dla wszystkich. A raczej – dla niewielu.

Ja swoje doświadczenie z tym telefonem oceniam na plus – korzystało mi się z niego przyjemnie, wygląda i leży w dłoni świetnie, a że na co dzień nie jestem zapalonym mobilnym graczem, to przegrzewający procesor nie dawał się we znaki. Jeżeli jednak miałbym do wydania 3 tys. złotych, to bez mrugnięcia okiem skłoniłbym się np. w kierunku Samsunga S10, który do podobnej jakości wykonania dorzuca wszystkie funkcje których P40 brakuje i polewa to sosem z Google Mobile Services. Czy są więc osoby, które docenią P40? Myślę że tak. To urządzenie świetnie sprawdzi się np. jako telefon służbowy – jest bardzo eleganckie i ma wszystkie funkcje związane z komunikacją (w tym moduł 5G) a pracodawca przynajmniej ma pewność, że pracownik nie będzie na nim oglądał Netflixa. W innym przypadku jego cena musiałaby bardzo szybko spaść w okolice 2 tys. zł by był on konkurencyjny dla zwykłych konsumentów.

 

Cena: 2999 zł

+ świetny wygląd i jakość wykonania
+ bezpieczne odblokowywanie twarzą
+ łatwość instalacji aplikacji z innych repozytoriów
+ pięknie wyglądający obraz na ekranie OLED
+ topowy procesor
+ bardzo dobre zdjęcia z aparatów w dzień, w nocy – fenomenalne

– brak płatności zbliżeniowych
– brak wodoszczelności
– odświeżanie ekranu zaledwie 60 Hz
– brak obsługi kart SD
– brak gniazda minijack
– nie zainstalujesz aplikacji jak Netflix czy YouTube
– pod obciążeniem throttling pojawia się od razu a telefon momentalnie się nagrzewa
– słuchawki w zestawie to nieśmieszny żart
– czytnik linii papilarnych potrafi działać jak mu się podoba
– stosunek ceny do możliwości

A wy – co myślicie o nowym Huaweiu?