Huawei Matebook
48

Huawei Matebook 13 – recenzja. Jest śliczny, wydajny i ma super ekran, ale czy to wystarczy?

Huawei Matebook 13 to jeden z ciekawszych 13-calowych laptopów. Poza świetnym wykonaniem i solidnymi parametrami znajdziemy tutaj rewelacyjny wyświetlacz, wydajną baterię i świetną klawiaturę. A to wszystko w naprawdę atrakcyjnej cenie. Aż trudno tego sprzętu nie polecać.

Przez moje ręce przechodzą dziesiątki urządzeń, o czym doskonale wiedzą moi znajomi i rodzina. Tym samym stałem się serwisantem, pomocą techniczną i oczywiście doradcą klienta w jednym. Pewnie każdy z Was, kto uchodzi w swoim otoczeniu za fana technologii ma podobnie. Do czego jednak zmierzam. Otóż, gdyby jeszcze 2-3 lata ktoś mnie zapytał o to, jakiego laptopa warto kupić, zasugerowałbym mu każdą markę, tylko nie Huaweia (bo Huawei wtedy nie miał laptopów – proste). Dziś trudno mi polecić konkurencję.

Matebook 13 jest dostępny w kilku wariantach. Najtańszy, oparty na Core i5, 8 GB RAM-u i dysku SSD 256 GB wyceniono na 3899 złotych, co jest naprawdę dobrą ceną za sprzęt tej klasy. Najdroższy model z Core i7, GeForce MX150, 8 GB RAM i dyskiem 512 GB kosztuje 5299 złotych. A trzeba dodać, że specyfikacja to zaledwie wierzchołek góry lodowej, jeśli chodzi o ten sprzęt.

Huawei pierwszy raz pokazał swojego 13-calowego laptopa podczas targów CES 2019 w Las Vegas. Podczas targów MWC dołączyły do niego Matebook 14 oraz odświeżona rewizja fenomenalnego modelu X Pro (z powodu którego zresztą oddałem MacBooka Pro do sklepu, ale to temat na inny artykuł…). Te dwa ostatnie modele pojawią się dopiero w czerwcu. Matebook 13 jest dostępny w przedsprzedaży już teraz. Co istotne, do 10 marca producent za symboliczne 2 złote dorzuca do niego 12-miesięczną subskrypcję na Office 365 oraz… tablet MediaPad T5.

Wróćmy jednak do oceny Matebooka 13

Zawartość pudełka nie jest jakoś szczególnie zaskakująca. Niewielkich rozmiarów szary karton mieści komputer, zestaw broszurek, przejściówkę z popularnymi portami i zasilacz. Ten ostatni mocno przypomina ładowarkę smartfonową i cóż… właściwie może nią też się stać. Obsługuje technologie szybkiego ładowania (15 minut daje 2,5 godziny pracy – teoretycznie) implementowane w smartfonach Huawei, a więc nie musimy już taszczyć ze sobą dwóch zasilaczy. Co ważne, działa to również w drugą stronę – ładowarka od Mate’a 20 Pro również naładuje naszego Matebooka (choć nieco wolniej). Szkoda jednak, że służy do tego celu tylko lewe złącze USB-C, a nie oba, jak na przykład w MacBooku.

Skoro już o ładowaniu mowa, czemu by nie załatwić kwestii baterii, zanim jeszcze przejdziemy do konstrukcji, ekranu etc.? Otóż Huawei zastosował tutaj listowo-polimerowe ogniwo o pojemności 41,8 Wh. Producent deklaruje, że wystarcza ono na 10 godzin pracy. W praktyce niestety nie jest tak różowo i średni czas użytkowania zamyka się w 6 godzinach. Nie wiem, co bym musiał zrobić, żeby tę granicę przekroczyć – może wyłączyć wszystkie usługi i programy, a następnie zostawić komputer samemu sobie. Przy normalnym użytkowaniu (Chrome, Facebook, Gmail, strony www, Word, kilka aplikacji z Windows Store) średni czas pracy tego modelu bez ładowarki to 5-6 godzin. Od mobilnego sprzętu niestety oczekuje się nieco więcej.

Design i konstrukcja

Huawei Matebook 13 aspiruje do segmentu premium, co widać już po obudowie. Tę wykonano w całości z aluminium, ale nie jest to konstrukcja unibody (co właściwie można uznać za zaletę – możemy bez przeszkód zdjąć dolną klapę w celu np. wyczyszczenia układu chłodzenia). Design jest prosty i minimalistyczny, co cieszy wzrok. Całość po zamknięciu mierzy w najgrubszym punkcie 15 mm. Wymiary niemal całkowicie pokrywają się z kartką papieru A4 – 286 mm x 211 mm. Problemem jest, moim zdaniem, waga. Laptop waży 1,3 kg co jest dość odczuwalne podczas codziennej pracy. Ale może przesadzam, bo dotąd na co dzień używałem Zenbooka UX390, który waży zaledwie 930 gramów.

Diamentowe oszlifowania, opływowe kształty w połączeniu z szarym kolorem sprawiają, że MateBook bardzo mocno przypomina komputer Apple’a. Wiele nie różni się od niego również pod względem dostępnych portów. Mamy tutaj do dyspozycji zaledwie dwa złącza USB-C oraz 3,5 mm minijack. Na szczęście w pudełku znajdziemy przejściówkę (lub jeśli ktoś woli stację dokującą Huawei MateDock 2) z portami USB-A, HDMI, VGA oraz oczywiście USB-C. Zdecydowany minus to brak wsparcia dla Thunderbolt. O drugim minusie już wspomniałem – tylko lewe złącze USB-C służy do ładowania, zaś tylko prawe pełni rolę DisplayPort.

Na spodzie umieszczono dodatkowy wlot powietrza oraz dwa głośniki obsługujące technologię Dolby Atmos. Trzeba przyznać, że, jak na laptopowe standardy, grają one naprawdę przyzwoicie. Brzmienie jest zaskakująco czyste, a nawet daje się wyczuć dolne partie i odrobinkę sceny. Do codziennych zastosowań i oglądania YouTube’a całkowicie nam to wystarczy.

Jak wspomniałem, spód możemy odkręcić i całkowicie zdjąć, co oczywiście nie jest rekomendowane przez producenta. Warto jednak zwrócić uwagę tutaj, że znajdziemy tam dostęp do złącza M.2., w którym zainstalowano dysk SSD. W przyszłości wymiana tego komponentu nie powinna stanowić problemu.

Do otwarcia pokrywy będziemy potrzebowali niestety dwóch dłoni. Maksymalnie odchylimy ją o 150 stopni, co w większości przypadków powinno być wystarczające. Wnętrze znowu urzeka powściągliwym minimalizmem. Znaczną część powierzchni stanowi tutaj pełnowymiarowa klawiatura z dwustopniowym podświetleniem w kolorze białym. Przyciski CapsLock oraz Fn wyposażono też w diody LED informujące o ich aktywowaniu – to taki drobiazg, na który zawsze zwracam uwagę w laptopach. Jeśli chodzi o całokształt, klawiatura (skok 1,2 mm) w Matebooku 13 jest jedną z najwygodniejszych, na jakich dane mi było pisać. Nie wierzcie mi jednak na słowo, muszę się bowiem przyznać, że pokochałem od pierwszego dotknięcia motylkową klawiaturę w MacBookach (skok 0,6 mm). Jeżeli zatem po tym wyznaniu straciłem cały autorytet, musicie przetestować Matebooka samodzielnie. Jeżeli nie, zapewniam – to fantastyczny komputer do pisania dużych ilości tekstu.

Gładzik mierzy 6,1 cm x 11,7 cm, co czyni go stosunkowo dużym, jak na tak mały komputer. Nie może on się niestety równać z tym z Macbooka, ale jak na windowsowe standardy spisuje się dobrze.

Nad klawiaturą umieszczono przycisk zasilania z integrowany z czytnikiem linii papilarnych. Rozwiązanie to nie jest praktycznie niczym nowym. Muszę jednak podkreślić, że do jego działania w Matebooku 13 nie można mieć absolutnie żadnych zastrzeżeń. To po prostu działa – włączamy komputer i nie musimy już nic więcej robić, dzięki Windows Hello jesteśmy logowani do systemu automatycznie. Świetna sprawa.

Ekran Matebooka 13

Przechodzimy do najważniejszego, a więc ekranu. Pod tym względem Matebook 13 wypada bardzo korzystnie. Szczególnie warto zwrócić uwagę na wąskie ramki – wyświetlacz stanowi 88 proc. powierzchni całego panelu. Jest to matryca IPS o przekątnej 13,3 cala oraz rozdzielczości 2160 x 1440 px (proporcje 3:2).

Jej maksymalna jasność wynosi 308 nitów, co jest w większości scenariuszy wystarczające. Problem pojawia się w słoneczne dni w okolicach okna lub poza budynkami, czego warto być świadomym. W każdych innych okolicznościach taki poziom jasności spełnia swoje zadanie. Niewielkim problemem jest widoczny ghosting – wyświetlając na ekranie czarne tło w ciemnym pomieszczeniu, widać, skąd wydobywa się światło, co czyni podświetlenie nieco nierównomiernym.

Ekran charakteryzuje się też świetnym kątami widzenia (178 stopni) oraz 99-procentowym pokryciem palety kolorów sRGB i 78-procentowym NTSC. I najważniejsze – to ekran dotykowy.

Wyświetlacz naprawdę cieszy wzrok. Barwy są nasycone, ale jednocześnie naturalne. Proporcje 3:2 świetnie pasują do Windowsa oraz doskonale sprawdzają się podczas przeglądania stron www czy pracy na dokumentach. Panel dotykowy jest odpowiednio responsywny i precyzyjny.

Warto również zwrócić uwagę na kamerkę 0,9 Mpix umieszczoną w cieniutkiej ramce nad ekranem. W innych laptopach Huawei stosuje się ją w klawiszu, co ma swoje plusy i minusy. Tutaj udało się pozostać przy konwencjonalnym rozwiązaniu. Sama kamerka rejestruje obraz w przeciętnej jakości. Nadrabiają za to 2 mikrofony, które świetnie zgarniają dźwięk i pozwalają na sprawne prowadzenie wideorozmów.

Wydajność i kultura pracy

Jak wspomniałem, Huawei Matebook 13 jest dostępny na rynku w wersjach z procesorami Core i5 oraz i7. Do mnie na testy przyjechał drugi model. Jego sercem jest chip i7-8565U należący do 8. generacji procesorów Intela. Wspiera go 8 GB pamięci LPDDR3 na szynie 2133 MHz. Szkoda, że nie pokuszono się tutaj już o kości DDR4, poprawiłoby to zapewne też nieznacznie czas pracy komputera, bo pracują one na niższych napięciach. Dysk SSD ma pojemność 512 GB i komunikuje się z resztą podzespołów za pomocą interfejsu PCIe x4. Wszystko to dopełnia karta graficzna Nvidia GeForce MX150 z 2 GB pamięci GDDR5.

Konfiguracja ta w zupełności wystarcza do płynnej pracy, ale powiedzmy sobie szczerze – kupując komputer o takich parametrach oczekujemy od niego więcej i prawie na pewno będziemy go wykorzystywali do pracy kreatywnej. Pokusiłem się zatem o kilka godzin z Visual Studio Code, Photoshope, Adobe Premiere, Affinity Photo i innymi programami. W każdym z tych przypadków Matebook 13 spełniał swoją rolę wzorowo. Nie wiem, jak się zachowa przy edycji wielkoformatowych projektów o wysokim DPI do wydruku, ale jestem przekonany, że w zastosowaniach co najmniej półprofesjonalnych spisze się na medal.

Dla potwierdzenia poniżej kilka benchmarków:

Nie jest to raczej komputer do gier. Większość nowych produkcji nie będzie tutaj działać płynnie. Starsze i mniej wymagające tytuły jednak z powodzeniem powinny działać. Ja testowałem laptopa z Civilization VI, Football Managerem 2019 oraz Starcraftem 2. W obu strategiach notowałem 50 kl/s na średnich ustawieniach, co wystarczało do komfortowej zabawy. Football Manager notował natomiast zadowalające, relatywnie krótkie czasy ładowania. Sprawdziłem też Overwatch, który na średnich ustawieniach działał w 54 kl/s. Udało się też uruchomić Wiedźmina i tu również było nieźle – na średnich ustawieniach gra działała w grywalnych 38 kl/s. Nieco nowszy, aczkolwiek mniej wymagający Rocket League działał natomiast na maksymalnych ustawieniach w 51 kl/s. Myślę, że to gamingowy maks dla tego modelu.

Co z kulturą pracy? Zastosowanie znalazły tutaj dwa wentylatory o średnicy 40 mm, które po podłączeniu zasilacza aktywują się stosunkowo często. Obudowa nagrzewa się pod obciążeniem głównie w środkowej części, a więc touchpad i miejsce, gdzie trzymamy nadgarstki, pozostają chłodne. Niemniej osiągane temperatury nie są jakoś szczególnie wysokie. W trakcie testów gier spokojnie mogłem trzymać komputer na kolanach i nie czułem dyskomfortu. Wentylatory na maksimum swoich możliwości uaktywniają się jedynie pod dużym obciążeniem i wtedy Matebook 13 faktycznie staje się małą suszarką. Przez większość czasu jednak nie będą nam one w ogóle przeszkadzały.

W stanie spoczynku procesor ma ok. 45-46 stopni. Pod obciążeniem temperatura potrafi wskoczyć nawet na 70 stopni, których jednak nie udało mi się przekroczyć. W tym czasie temperatura GPU średnio wahała się w granicach 65-68 stopni. Pod tym względem laptop wypada zatem naprawdę przyzwoicie – notowane temperatury nie powinny mieć wpływu na żywotność podzespołów.

Oprogramowanie oraz łączność

Na sam koniec jeszcze kilka słów o oprogramowaniu Matebooka 13. Windowsa 10 nikomu przedstawiać nie muszę, dlatego chciałbym skupić się na aplikacji PC Manager, którą wraz ze sprzętem dostarcza Huawei. Jest to platforma służąca głównie do komunikacji ze smartfonem Huawei. Oczywiście posiada kilka dodatkowych funkcji, jak aktualizowanie sterowników, monitorowanie obciążenia CPU w zasobniku systemowym czy przeprowadzanie automatycznej konserwacji. Niemniej jej kluczową rolą jest synchronizacja ze smartfonami z nakładką graficzną EMUI.

I tutaj docieramy do najlepszego, bo komputer wyposażono w mechanizm Huawei Share 3.0 oraz funkcję OneHop. Służy ona do szybkiego przesyłania danych z telefonu z EMUI 9.0 (czyli praktycznie najnowsze modele z tego i ubiegłego roku) na ekran laptopa. Wystarczy przyłożyć nasze urządzenie do naklejki Huawei Share na obudowie i voila. Pliki są przesyłane z prędkością 30 MB/s, a więc bez problemu przerzucimy w ten sposób galerie zdjęć, krótkie filmy czy dokumenty. Funkcja ta pozwala ponadto na współdzielenie schowka, a nawet nagrywanie ekranu z komputera na smartfonie. Dodatkowym atutem jest zintegrowany z nią silnik OCR, który rozpoznaje tekst. Niestety póki co nie radzi sobie on zbyt dobrze z językiem polskim.

Jeżeli chodzi o pozostałe moduły łączności, Matebookowi 13 niczego nie brakuje. Dostęp do sieci zapewnia nam Wi-Fi 802.11a/b/g/n/ac 2.4 GHz oraz 5 GHz, 2 x 2 MIMO, a za komunikację z akcesoriami odpowiada moduł Bluetooth 5.0.

Czy warto kupić Matebooka 13?

Huawei Matebook 13 to świetny laptop o wielu zaletach. Wśród największych znajduje się bez wątpienia design, fantastyczne wykonanie oraz rewelacyjna klawiatura. Wiele dobrego można powiedzieć też o ekranie, który świetnie odwzorowuje barwy, ma bardzo praktyczne proporcje, zadowalającą rozdzielczość i przyzwoite parametry. To wszystko dopełniają podzespoły, które bez wątpienia stawiają Matebooka w czołówce jeśli chodzi o 13-calowe, smukłe komputery mobilne do zastosowań kreatywnych czy biznesowych (gwoli ścisłości – nikt nie broni używać tego sprzętu na co dzień – po prostu wtedy warto zdecydować się na słabsze parametry i nie przepłacać).

Co się nie udało? Zarzutów mam kilka. Pierwszy to złącza USB-C, które nie posiadają takich samych możliwości. Lewe służy do ładowania, prawe do przesyłania obrazu. Można się do tego przyzwyczaić oczywiście, ale oczekiwałbym od takiego komputera, że oba porty zaoferują mi pełny zakres możliwości. Kolejna kwestia to bateria – 6 godzin to zdecydowanie za mało i Huawei musi coś z tym zrobić. Wierzę, że problem częściowo da się rozwiązać aktualizacją firmware’u (BIOS-u), a może pomogą nowsze sterowniki? Z mniej istotnych rzeczy, trzeba wymienić kamerkę, która jest zaledwie przeciętna. Ekran mógłby być ciut jaśniejszy – 400 nitów pozwoliłoby używać komputera w trudniejszych warunkach. Brakuje mi też wariantu z 16 GB pamięci RAM – właściwie ten najmocniejszy wariant, który testuję powinien tyle posiadać. Dziwna decyzja o zastosowaniu kości zaledwie 8 GB.

Podsumowując, za 4-5 tys. złotych otrzymujemy laptopa, który pod wieloma względami bije znacznie droższą konkurencję na głowę. Nie jest idealny i ma swoje wady, których warto być świadomym przed zakupem. Nie zmienia to jednak faktu, że Matebook 13 jest dobrym komputerem o wszechstronnym zastosowaniu. Jeżeli jednak szukacie czegoś więcej, poczekajcie kilka tygodni na model X Pro.

 

Huawei Matebook 13

Cena: od 3899 zł do 5299 zł (testowany wariant)

Plusy:

  • Przyjemny design, solidna metalowa konstrukcja
  • Świetny ekran o bardzo wąskich ramkach
  • Bardzo wygodna i ergonomiczna klawiatura
  • Czytnik linii papilarnych w przycisku
  • Zadowalająca wydajność i przyzwoite temperatury
  • Huawei Share 3.0 z funkcją OneHop
  • Przejściówka MateDocs 2 w zestawie
  • Dobra cena

Minusy:

  • Tylko jeden USB-C do ładowania i tylko jeden z funkcją DisplayPort
  • Czas pracy na baterii jest za krótki
  • Gdyby ekran był odrobinę jaśniejszy, laptop zyskałby na wszechstronności
  • Wbudowany w aplikację PC Manager mechanizm OCR nie radzi sobie z językiem polskim
  • Zaledwie przeciętna kamerka do wideorozmów
  • Brak wersji z 16 GB RAM-u

Ocena: 7/10