2

6 aparatów, elastyczny ekran i rysik. Chińczycy są bardzo odważni

Huawei z projektem Mate X udowodnił, że jest w stanie robić bardzo dobrze przemyślane, innowacyjne produkty. Jednak "składakowi" od Huawei nie pomogła sytuacja, która wytworzyła się w związku z wojną handlową między USA, a Chinami. Huawei stał się główną ofiarą tarć między dwoma gigantami gospodarczymi.

Mate X ostatecznie się Huawei „nie udał” – ale to nie wina tego giganta. Tarcia między USA, a Chinami spowodowały, że wiele istotnych dla producenta premier straciło swój impet. Niemniej, entuzjaści firmy Huawei zastanawiali się, jak będzie wyglądał sukcesor serii Mate X (o ile taki powstanie). Wiele wskazuje na to, że Huawei już teraz pracuje nad następcą swojego pierwszego składanego telefonu. Przynajmniej tyle wynika ze złożonego do EUIPO (European Union Intellectual Property Office) patentu.

W patencie możemy zobaczyć urządzenie, w którym znajduje się aż 6 apatatów fotograficznych i… rysik. Zestaw kamer rozmieszczono tak, aby pokrywały one zarówno przód jak i tył urządzenia mobilnego. Następcę Mate X można rzecz jasna złożyć do bardziej kompaktowej, wygodniejszej formy. Co bardzo istotne, urządzenie z patentu zdaje się składać „odwrotnie” niż pierwszy Mate X.

Huawei

Połączenie zaproponowane w patencie – a zatem elastyczny ekran oraz rysik może nie być w stu procentach dobrym rozwiązaniem – powłoki dla takich wyświetlaczy są bardzo cienkie, przez co łatwo je uszkodzić. Albo Huawei pracuje nad znacznie wytrzymalszym rozwiązaniem na ekranie, albo sam rysik będzie zmieniony w takim stopniu, by przypadkiem nie uszkodzić ekranu.

Czytaj również: Huawei Mate X w nowej konfiguracji

Huawei ma ważniejsze problemy na głowie

Producent musi stworzyć własny ekosystem usług cyfrowych – wczoraj ze strony firmy usłyszeliśmy, że ta – nawet, jeżeli ban handlowy zostanie zdjęty, to i tak Huawei nie wróci do usług Google. Nie wiadomo bowiem, czy USA nie zmienią zdania i ponownie nie postawią Huawei w trudnej sytuacji. Producent musi mieć stabilne „wyjście awaryjne”. Szybko jednak zdementowano te słowa… czyżby austriacki szef Huawei pospieszył się z powiadomieniem świata o zamiarach Chińczyków?