Huawei Mate 20 Lite
7

Huawei innowatorem rynku mobilnego. Jeszcze 2 lata temu bym w to nie uwierzył

Huawei i innowator rynku. Kiedyś te pojęcia w połączeniu uznałbym za oksymoron, ale czas leci, świat się zmienia i teraz kolejni producenci zaczynają naśladować właśnie tą firmę. Jak do tego doszło?

Wszystko zaczęło się skromnie

Kilka lat temu wszyscy producenci z Chin działali na podobnych zasadach i dało się powiedzieć o nich sporo, ale na pewno nie to, że są innowacyjni. Najczęściej kopiowali od bardziej znanych firm. Na ich podwórku ta strategia sprawdzała się świetnie, nikt nie uskarżał się na rozprawy sądowe ws. złamania patentów, a poszczególne marki rosły w siłę. W końcu jednak nadeszła ta chwila, że zdecydowano się na ekspansję dalej. Nie da się w nieskończoność rosnąć w jednym państwie, zatem kolejni gracze rozpoczęli swoją ofensywę na Zachodzie, najpierw z Lenovo i ZTE na czele.

Trzeba tu przyznać, że musiało minąć sporo czasu, zanim elektroniczny sprzęt chińskiej myśli technicznej przestał kojarzyć się u nas wyłącznie z tandetą czy niską jakością. Teraz tego typu opinie da się raczej zaklasyfikować do kategorii miejskiej legendy, chyba że mówimy o tych najgorszych noname’ach z Aliexpress. W dodatku producenci z Państwa Środka rzeczywiście podołali zadaniu konkurowania ze znacznie większymi firmami, albo też tymi świetnie rozpoznawalnymi. Meizu nieźle trafiło w potrzeby klientów w takiej Hiszpanii czy na Ukrainie, Xiaomi to po prostu #XiaomiLepsze, Honor podgryza budżetowych rywali, a Huawei doszedł już do półki cenowej Samsunga. Teraz czekać, aż dogonią z tym Apple. Do kompletu wypada wspomnieć o całym BBK Electronics (Oppo, Vivo, OnePlus), choć o nich więcej napiszemy za kilka miesięcy, kiedy już zaaklimatyzują się w Europie.

Gradientowy szał

Co jednak w najlepszym stylu pokazuje siłę danej marki? Moim zdaniem kopiowanie rozwiązań, które nie są najlepsze, ale z racji na siłę firmy oraz jej marketing, okazały się być popularne i pożądane przez użytkowników. Tak to wyglądało z iPhone’m X i jego słynnym wcięciem. W zasadzie nie zwiększał on szczególnie ergonomii czy nie przekładał się na o wiele większą przestrzeń roboczą, ale miało go Apple, więc musiało pojawić się w innych urządzeniach. Dobrze, że teraz notch będzie już powoli na liście dodatków zagrożonych rychłym wyginięciem.

Tymczasem Huawei w tym roku już po raz drugi stał się trendsetterem. Najpierw był potrójny aparat, który stanowi ciekawe narzędzie fotograficzne i oferuje trzy różne obiektywy do różnych kadrów w P20 Pro. To ma sens. Rywalom też się spodobało tak bardzo, że Samsung chciał być pierwszy z czterema aparatami głównymi, prezentując  Galaxy A9. Jeszcze wcześniej, jeszcze w Mate 10 Pro, poznaliśmy tryb sztucznej inteligencji i ten termin również podjęła konkurencja, chwaląc się równie zaawansowanymi systemami SI, mimo że wszystkim do miana inteligentnych sporo brakuje.

Teraz natomiast okazuje się, że pomysł na gradientowe kolory smartfonów był strzałem w dziesiątkę. Samsung pokazał nową wersję kolorystyczną Galaxy S9, z kolei Apple planuje nowe barwy już na przyszły rok. Na podobny krok zdecydowało się Vivo w modelu Nex i OnePlus przy 6T.

Można się śmiać, ale właśnie kopiowanie takich niuansów najlepiej świadczy o sile danej marki. W takim tempie Huawei jest w stanie dosyć szybko wyprzedzić Samsunga, chyba że polityka USA wobec Huawei i ZTE będzie równie nieprzychylna na kolejnych frontach i finalnie chińscy giganci będą musieli zrezygnować ze swoich snów. Niewątpliwie doczekaliśmy ciekawych czasów. Niby tylko Apple i Samsung mają prawo do wprowadzania większych innowacji, ale już teraz muszą posiłkować się pomysłami od twórców serii Mate w tematach mniejszych zmian. Zaskakujące.

źródło: MySmartPrice, Sammobile