13

Huawei dalej wierzy w 6-calowe phablety. Ale rozmiar nie czyni z urządzenia phabletu

Duży ekran w smartfonie do niedawna jeszcze dzielił użytkowników na zwolenników i przeciwników takiego rozwiązania. Niektórzy nie wyobrażają sobie sytuacji, w której nie mogą z urządzenia skorzystać za pomocą jednej ręki. Inni w tym problemu nie widzą i uważają, że phablet istotnie podnosi komfort korzystania z urządzenia – głównie z powodu większego, wyświetlającego więcej treści […]

Duży ekran w smartfonie do niedawna jeszcze dzielił użytkowników na zwolenników i przeciwników takiego rozwiązania. Niektórzy nie wyobrażają sobie sytuacji, w której nie mogą z urządzenia skorzystać za pomocą jednej ręki. Inni w tym problemu nie widzą i uważają, że phablet istotnie podnosi komfort korzystania z urządzenia – głównie z powodu większego, wyświetlającego więcej treści ekranu.

Jeszcze dwa lata temu, okupowaną przez niektórych komentatorów wydarzeń w świecie nowych technologii „granicą phabletu” były urządzenia od 5 cali wzwyż. Obecnie, większość flagowców charakteryzuje się ekranami często grubo powyżej tej wartości i nikogo już raczej nie dziwi tak duży wyświetlacz w smartfonie, również w ogromnych, często absurdalnych obecnie rozdzielczościach. Pisałem dla Was pewien czas temu o nowym surządzeniu Sony, który zawiera w sobie ekran o rozdzielczości 4K. Już pal licho, że ta wartość jest osiągana jedynie w określonych przypadkach. Moje pytanie jest jednak cały czas aktualne: „po co?”.

Jeśli o phablety chodzi – sam miałem pewną przygodę z takim urządzeniem. Korzystałem krótko z Samsungów z serii Note, moim prywatnym urządzeniem była Lumia 1320. Potwór z 6-calowym ekranem bardzo przypadł mi do gustu jedynie z powodu dużego, solidnego ekranu. Jednak doświadczenie nabyte z urządzeniami z serii Note pozwala mi obecnie stwierdzić, że to wcale nie wielkość ekranu przesądza o tym, że mamy do czynienia z phabletem. Kto kiedykolwiek miał w ręce jakiekolwiek Note’a – ten wie, o czym mówię. Oprogramowanie jest równie ważne w takich kwestiach i tego ukryć się nie da.

huawei-mate-8-dual

Startujący w Chinach telefon Huawei Mate 8 kontynuuje tradycje naprawdę dużych telefonów – w środku znajdziemy potężny procesor Kirin 950 oraz 3 lub 4 GB pamięci RAM (w zależności również od wersji pojemnościowej urządzenia – 32 GB i 128 GB). Urządzenie wyposażono w ekran o przekątnej 6 cali w rozdzielczości 1080p. W dobie ekranów w ogromnych rozdzielczościach nie wydaje się to być dużo, jednak umówmy się – jest to absolutnie wystarczająco. Bardzo możliwe, że ten telefon pojawi się w innych krajach i ostatecznie trafi do Europy.

Cena urządzenia również nie jest zbyt mała – za „słabszą” wersję przyjdzie zapłacić 500 dolarów, za tę z 128 GB pamięci wewnętrznej i 4 GB RAM Huawei życzy sobie 690 dolarów. Ok, mamy całkiem ciekawy i wydajny phablet, ale…

Phablet to nie tylko sprzęt

Spójrzcie na jakiegokolwiek Note’a i wróćcie do Mate’a? Co takiego ma Huawei, co czyniłoby go lepszym do Samsunga? Kompletnie nic. Ten sam problem miałem z Lumią 1320, która oprócz tego, że miała większy ekran nie oferowała niczego ponadto. Phablet dla mnie nierozerwalnie powinien być wyposażony w rysik – multifunkcjonalnego stylusa, który oprócz tego, że pozwala na wprowadzanie prostych komend do urządzenia, to w dodatku udostępnia szereg funkcji wspomagających pracę z urządzeniem. Wiara Huawei w duże ekrany jest oczywiście ciesząca i po raz kolejny potwierdza, że ten producent poważnie myśli o rynku mobile, jednak… nie wszystko phablet, co ma duży ekran.