hotel banuje influenserów
86

Pięciogwiazdkowy hotel mówi, że influenserzy nie są u nich mile widziani

Hotel który mówi wprost, że blogerzy i influenserzy nie są w nim mile widziani? Tak -- The White Moose Cafe w Dublinie otwarcie informuje, że ci są w ich progach zbanowani. I nie mogą liczyć na darmowe noclegi i taryfę ulgową.

Ostatnie lata przyniosły spore zmiany w świecie gwiazd i celebrytów. Jeszcze dekadę temu czerwone dywany należały do aktorów, muzyków, projektantów mody i reszty artystycznego świata. Teraz dzielą je z blogerami, ludźmi tworzącymi wideo w internecie oraz dzielącymi się swoim życiem na Snapchacie / Instagramie. Często są to osoby młode, które z dnia na dzień zdobyły ogromną popularność. Część dzięki temu, że dzieli się swoim talentem i pasją, inni zasłynęli wykazując się jakąś głupotą. Nie ma w tej kwestii jednego, słusznego, przepisu na sukces. Najwięksi są zapraszani przez wielkie firmy na ich uroczyste premiery, fotografują się na ściankach, wypuszczają własne kolekcje. Mogą liczyć na duże kontrakty reklamowe i ulgowe traktowanie. Jak się jednak okazuje — nie zawsze i nie wszędzie. Przekonała się o tym brytyjska influenserka Elle Darby, która złożyła właścicielom hotelu The White Moose Café z Dublina ofertę, jak jej się wydawało, nie do odrzucenia.

Hotel mówi „nie” jej i… wszystkim influenserom

Darby wysłała do hotelu zapytanie, czy nie chcieliby ugościć jej wraz z partnerem tuż przed walentynkami. Oczywiście nie zabrakło zachwytu nad jakością hotelu, a także propozycji pokazania ich miejsca w jej kanałach — w grę wchodziły YouTube (87 tys. subskrypcji) oraz Instagram (76 tys. obserwujących). Influenserka wspomniała też o podobnej umowie, którą kilka miesięcy wcześniej przeprowadziła z Universal Orlando na Florydzie — ci mieli być z całej akcji bardzo zadowoleni.

I chyba nikt nie spodziewał się odpowiedzi, ani formy, w jakiej zrobiła to obsługa hotelu. Zamiast prostego „tak” i uzgodnienia szczegółów, albo zwyczajnej odmowy — zamazując dane, odpowiedziała nań w poście na Facebooku, który skierowała do wszystkich influenserów.

Dziękuję za email, w którym poszukujesz darmowego zakwaterowania w zamian za pokazanie [naszego miejsca]. Wysyłając taką wiadomość pokazujesz dużo odwagi, ale nie za dużo godności i szacunku dla samego siebie. Jeżeli mógłbyś tutaj zostać w zamian za to, że pokażesz nas w swoich materiałach, kto zapłaci obsłudze która o ciebie zadba? Kto zapłaci ludziom, którzy sprzątają w twoim pokoju? Kelnerom, którzy serwują śniadanie? Recepcjoniście, który cię przyjmie? Kto zapłaci za prąd i ogrzewanie, które zużyjesz podczas swojego pobytu?

Może powinniśmy powiedzieć obsłudze, że wystąpią w twoich materiałach w zamian za pracę, którą wykonali podczas twojego pobytu?

Dear Social Influencer (I know your name but apparently it’s not important to use names),Thank you for your email…

Opublikowany przez The White Moose Café na 16 stycznia 2018

Dopiero na końcu, w ramach post scriptum, znalazł się dopisek, że odpowiedź brzmi nie.

Oczywiście internet nie potrzebował wiele, by dotrzeć do autorki zapytania. Chwilę później zaczęły się ataki na 22-letnią youtuberkę, która postanowiła nagrać materiał, w którym odpowiedziała na zarzuty i widać, że psychicznie nie daje sobie rady z udźwignięciem tematu.

Najwyraźniej złość trafiła nie tylko do blogerki, ale też do… hotelu, który ma tę przewagę, że może… po prostu odciąć się od tematu i… banuje wszystkich blogerów, influenserów i spółkę.

**ALL BLOGGERS BANNED FROM OUR BUSINESS**Following the backlash received after asking an unidentified blogger to pay…

Opublikowany przez The White Moose Café na 17 stycznia 2018

Najwyraźniej nie wszyscy potrzebują reklamy w takiej formie, po prostu

Reklama dźwignią handlu. Ale najwyraźniej hotel z Dublina radzi sobie na tyle dobrze w biznesie, że nie potrzebuje dodatkowej reklamy. Albo po prostu jego właściciele uznali, że fani Darby raczej i tak nie skorzystają z ich usług? Nie wiem. Podobne transakcje wiązane są w dzisiejszym świecie na porządku dziennym, co widać na każdym kroku w social mediach, gdzie posty z popularnych kont bez oznaczenia marki są… postami straconymi. Nie jestem do końca przekonany, czy zamieszczanie zrzutu ekranu z wiadomością było konieczne. Treść oświadczenia i bez niego by się w 100% obroniła. Wisienką na torcie pozostaje dla mnie finał sprawy, który miał miejsce na Snapchacie. Tam obsługa The White Moose Cafe poddała wątpliwościom autentyczność marketingu opartego na influenserach, bo przecież Darby mówiłaby dobrze o ich miejscu tylko dlatego, że… mogła się tam zatrzymać za darmo.

Grafika w nagłówku: 1

Źródło