5

Historia konsol – pierwsza, „drewniana” generacja

Dużo mówimy o konsolach i słusznie. Jakkolwiek by patrzeć, cokolwiek dobrego mówić o wpływie rynków bardziej otwartych, a więc PC i mobile, miarą jakości grafiki oraz zmian na rynku, są właśnie kolejne generacje konsol. Skoro tyle od nich zależy, to może warto by było liznąć nieco historii? Gdzieś u zarania dziejów, w mrokach pracowni komputerowych, […]

Dużo mówimy o konsolach i słusznie. Jakkolwiek by patrzeć, cokolwiek dobrego mówić o wpływie rynków bardziej otwartych, a więc PC i mobile, miarą jakości grafiki oraz zmian na rynku, są właśnie kolejne generacje konsol. Skoro tyle od nich zależy, to może warto by było liznąć nieco historii?

Gdzieś u zarania dziejów, w mrokach pracowni komputerowych, na ekranach podłączonych do maszyn wielkości sporych szaf, pojawiły się pierwsze proste gry. Wtedy koncepcja zabawy przed ekranem była zresztą zupełnie inna, niż znana dzisiaj. Mówiono o „interaktywnej telewizji”, a na miano gry zasługiwało… ściganie się dwóch kropek na telewizorze. Później przyszła pora na takie pomysły, jak słynny Pong.

Magnavox Odyssey – pierwsza konsola

Pierwsza generacja konsol, to istna prehistoria. Ówczesne sprzęty w ogóle ciężko jest porównać z dzisiejszymi. Za praszczura konsol jednak powszechnie uznaje się Magnavox Odyssey, maszynkę produkcji amerykańskiej, z 1972 roku, powstałą w epoce głębokiego odprężenia, była znakiem rozpoznawczym kadencji prezydenta Nixona (przynajmniej do afery Watergate). Nie raczono oddać do dyspozycji klientom kolorowej grafiki, zamiast tego zastosowano system barwionych nakładek na ekran telewizora, tworzących iluzję kolorów i bardziej skomplikowanej grafiki (w gruncie rzeczy Odyssey wyświetla tylko jasne kropki, albo linie). Konsola działała na… baterie – duże walce typu „C”,, których  do działania potrzebowała aż sześciu. Zasilacz był sprzedawany osobno, jako akcesorium (sic!). Użytkownicy pierwszej w historii konsoli nie słyszeli też żadnych efektów dźwiękowych, chociaż w 1973 roku przez jakiś czas zastanawiano się nad sprzedażą nakładki, mającej dźwięk oferować.

Wszystkie gry dostępne na Magnavox Odyssey przeznaczone były dla dwóch graczy. Kontroler był… ciekawy – wyglądał trochę jak toster, z dwoma pokrętłami po bokach i przyciskiem resetu na środku. Przełączenie pomiędzy kolejnymi tytułami odbywało się poprzez wkładanie kartridży – wreszcie jakiś znajomy element, prawda? Otóż nie do końca. Rzeczone kartridże nie zawierały zapisu gier, a jedynie przełączniki, które ustawiały konsolę na odpowiednie gry, będące już „zapisane” w urządzeniu. Gry na nośnikach, wraz z mikroprocesorami, pojawiły się dopiero w drugiej generacji konsol.

SONY DSC

Magnavox Odyssey kosztował sto dolarów, co na dzisiejsze warunki można przeliczyć jako nieco ponad pięćset pięćdziesiąt „zielonych”. Cóż, jak widać, dzisiejsze konsole wcale nie są obiektywnie drogie. Ostatecznie sprzedało się około trzysta pięćdziesiąt tysięcy egzemplarzy czegoś, co ledwie kwalifikowało się jako sprzęt do gier wideo.

Firma jednak skorzystała nie tylko z pieniędzy, które zapłacili jej konsumenci, ale wygrała także szereg sporów sądowych, dotyczących naruszenia praw do pomysłu „Ponga” i podobnych produkcji. Atari i inne firmy musiał płacić Magnavox tantiemy z tego tytułu.

Maszyny do Ponga (Atari i inni)

Najchętniej wybieraną grą tamtych czasów był tenis, albo raczej „Pong”, bądź wytwory „pongopodobne”. Oryginalnego „Ponga” stworzył dla Atari Incorporated pracownik firmy, Allan Alcorn. Inspirował się on tenisem, dostępnym na Magnavox Odyssey, co skutkowało, jak już wspomniałem, walką sądową pomiędzy obydwoma przedsiębiorstwami.

Jeżeli szukamy „kopniaka”, który nadał rozpęd całemu rynkowi gier wideo, to szukamy właśnie „Ponga”. Na popularności tego pomysłu oparta była cała pierwsza generacja konsol. Wszystkie sprzęty z tego okresu, skupiały się właśnie na odbijaniu kwadraciku, symbolizującego piłkę, dwoma prostokątami, które miały być paletkami. Na ówczesne możliwości techniczne, to było najlepsze, co dało się osiągnąć, a przynajmniej zabawa, która dawała autentyczną frajdę.

PongW sezonie świątecznym 1975 roku Atari wypuściło swoją autorską maszynę do „Ponga” wraz z firmą Sears. Znów był to koszt stu dolarów, jednakże maszynka Atari oferowała wyraźnie lepszą zabawę niż Magnavox Odyssey. Zamiast dwóch pokręteł było jedno, a „paletki” poruszały się tylko po jednej linii i przynajmniej nie „wychodziły” poza ekran. Znów, konsola działała na baterie – zasilacz był opcjonalny, a sterowaliśmy przy użyciu gałek, położonych bezpośrednio na konsoli. W końcu pojawiły się też dźwięki, wydobywające się bezpośrednia z głośnika na maszynce do „Ponga”. Tylko w święta tego roku sprzedano około 150 000 egzemplarzy.

Za Atari poszła cała rzesza firm, które zalały rynek maszynami do „tenisa”. Wariantów były dziesiątki. Łączyło je to, że zazwyczaj nie korzystały z kartridżów, a jedyną wbudowaną grą był właśnie „Pong”, albo jego wariacje. Nawet Magnavox, które przecież oferowało przedtem teoretycznie bardziej wszechstronne Odyssey, wypuściło kilka swoich maszynek do tenisa. Tych kilka lat nazywa się drewnianą erą konsol, ponieważ wielu producentów starało nadać swoim sprzętom estetyczny sznyt, właśnie przez stosowanie tego materiału przy składaniu obudowy..

Na marginesie – swoje „maszyny do Ponga” tworzyło również Nintendo. Color TV-Game 6 z 1977 roku oferowało sześć wariantów gry w klasycznego tenisa. Rok później pojawiło się Color TV-Game 15 z piętnastoma rodzajami zmodyfikowanego odbijania piłeczki – ta wersja sprzedała się w szalonej liczbie miliona egzemplarzy. W tym samym roku pojawiło się również Color TV-Game Racing 112, na którym nie graliśmy w Ponga, a… ścigaliśmy się, przy użyciu dodawanej kierownicy. Maszyny Nintendo dostępne były tylko w Japonii.

Pong, pong i po pongu

Szybko okazało się, że chłonny pierwotnie rynek nasycił się. Ile można było sprzedać maszyn, oferujących jeden rodzaj zabawy, w innym opakowaniu, albo nieco modyfikowany, na potrzeby danej maszynki? W 1977 roku miał miejsce „mini-kryzys” w dopiero co raczkującej branży gier wideo. Wiele firmy produkujących maszynki do ponga wycofało się z rynku elektronicznej rozrywki na zawsze. Chwilę później, pozostające zaangażowane przedsiębiorstwa pójdą na dno, albo zwieją z podkulonymi ogonami, podczas słynnego krachu z 1983 roku. To jednak temat na następny tekst.

O pierwszej generacji konsol musicie wiedzieć przede wszystkim, że była to era „Ponga”. Prostemu odbijaniu piłeczki zawdzięczamy rozwój, który doprowadził nas do czasów, w których w swoim salonie możemy korzystać z dobrodziejstw dokładnego wykrywania ruchu, komend głosowych i generowania grafiki, która przenosi nas do realistycznych, obcych światów. Pamiętajmy jednak, że zaczęło się od lakierowanego drewna, analogowych pokręteł, dwóch paletek i kropki przesuwającej się po ekranie..