11

Przenośne C64: nostalgiczny powrót do klasyki który zbudujecie samodzielnie

Projekt o którym wielu marzyło staje się rzeczywistością. Malutkie Commodore 64, które zmieści się (w naprawdę dużej) kieszeni!

Commodore 64 nie jest moim ulubionym sprzętem — choć było pierwszym komputerem, jaki pamiętam z dzieciństwa, który znalazł się w moim domu. Dość szybko jednak zastąpiła go Amiga CDTV, która jest w mojej retro kolekcji po dziś dzień. I fakt — C64 nie zwalało z nóg wielkością, sprzęt był stosunkowo kompaktowy, ale trzeba pamiętać że sam komputer to jeszcze nie wszystko. By móc z niego korzystać niezbędny był zasilacz (słusznych rozmiarów) oraz ekran. Na dzisiejsze standardy sprzęt Commodore oferuje śmieszną moc, którą można zamknąć w maszynce niewiele większej od pierwszego Game Boya! W sam raz na nostalgiczny powrót.

Handheld 64 – przenośne Commodore 64 stało się faktem. Nie kosztuje fortuny, ale musicie zbudować je sami

Handheld 64, bo tak nazywa się projekt odpowiedzialny za przenośne C64, to projekt niezwykły z wielu względów. Nie tylko dla wielu będzie wehikułem czasu pozwalającym cofnąć się do prostszych, szczęśliwszych czasów i zadbać o odpowiednią dawkę nostalgii. To także projekt, który zapewni sporo frajdy przy składaniu — bowiem jest to sprzęt, który — podobnie jak Raspberry Pi — trzeba złożyć samodzielnie. Odpowiednie płytki, ekran i klawiaturę kupić można na stronie UNI64 i kosztują one niespełna 30 euro. Na stronie można zgarnąć też obudowę, ale i tak trzeba będzie wybrać się na poszukiwanie kolejnych części (m.in. analog / krzyżak i ekran). Będzie odrobina ganiania i zabawy w składanie tego w całość, ale to także element całej tej zabawy. Często w retro dużo fajniejsze jest gonienie króliczka, niż już zabawa, gdy się go złapie – niestety. Urządzenie wspiera też oryginalne kartridże z C64, jeżeli więc wciąż macie swoją kolekcję, to odpalicie ją bezpośrednio na nowej zabawce! Jak zjawiskowo może wyglądać ten sprzęt zobaczcie m.in. tutaj:

Świetna sprawa dla wszystkich zajawkowiczów chcących po godzinach pogrzebać nieco w elektronice i szukających sobie nowego projektu do zrealizowania. A kiedy już uda się wszystko złożyć w całość… no cóż — wierzę, że pobawią się gotowym projektem dobrych dwadzieścia minut, nim trafi do szuflady ;-).