22

Przy okazji remontu doszedłem do wniosku, że tradycyjny handel nie zniknie

Nic nie wie o remoncie ten, kto nigdy go nie spróbował - złotymi literami napiszę to na ścianie, gdy w końcu wejdę do mieszkania i pożegnam ekipę. Do tej ostatniej akurat nie mam zastrzeżeń, praca wre. Ale dookoła pojawia się sto spraw, które czasem trzeba rozwiązać na wczoraj. A najgorsze jest niestety wybieranie (plus zakup) materiałów budowlanych/wykończeniowych i wyposażenia. Zwłaszcza, gdy człowiek próbuje to ogarnąć wyłącznie z pomocą Internetu. Napiszę wprost: to kiepskie rozwiązanie.

Handel stacjonarny? Człowieku, mamy XXI wiek, wszystko można kupić w Sieci – mam sporą grupę znajomych, która podpisałaby się pod tym stwierdzeniem. Sam też się czasem łamałem i nie jest tak, że w Internecie nie kupuję – zamawiam tam naprawdę przeróżne towary, zakupy spożywcze testowałem w szeregu sklepów. Ale wszystkiego nie da się w ten sposób załatwić. Jeśli ktoś myśli, że wybierze w Sieci płytki, podłogę, armaturę, oświetlenie czy meble i nie trafią się niespodzianki, czasem przykre, to jest w błędzie…

Pewnie grafik podrasował

Przyznam, że dość szybko doszliśmy z drugą połową do wniosku, że zakupy trzeba robić stacjonarnie, ewentualnie stacjonarnie trzeba sprawdzić jakiś towar i potem szukać go w Sieci (chociaż zazwyczaj kończyło się od razu na zakupach, bez tego szperania). Wyszliśmy z założenia, że lepiej coś zobaczyć na żywo i okazało się, że to nie jest zła decyzja. Przed etapem poszukiwań w sklepach, sprawdzaliśmy strony producentów czy sklepów, by zawęzić grupę tych, do których pojedziemy. Decyzje w oparciu o zdjęcia, model czy nazwa produktu ląduje w notesie i jedziemy na łowy.

Niejednokrotnie bywało tak, że po pierwszym przejściu sklepu stwierdzaliśmy, że poszukiwanego przez nas produktu nie ma w ofercie. Konsultacja ze sprzedawcą i zdziwienie. Bo jest, ale wygląda inaczej niż na grafikach/zdjęciach w Sieci. Krótka uwaga na ten temat i odpowiedź (ta jest w miarę świeża), że grafik pewnie majstrował przy materiale na stronie. Czasem majstruje producent, czasem pewnie sam sklep. Zresztą, to nie musi być jakieś umyślne działanie, by wprowadzić klienta w błąd – wystarczy, że oświetlenie nie będzie naturalne albo światło padnie pod dziwnym kątem i wydaje się, że dany kolor wygląda zupełnie inaczej niż w rzeczywistości. Chciałeś kupić brązowe deski, znalazłeś takie w katalogu cyfrowym, a w sklepie okazuje się, że z brązem ma to niewiele wspólnego. I jesteś zdziwiony. A teraz wyobraźcie sobie, że zamawiacie akurat ten kolor, bo w prezentacjach na stronie robił wrażenie i po kilku tygodniach przychodzi towar, który robi niespodziankę…

Jasne, można to odkręcać. Ale trzeba wziąć pod uwagę, że w tym przypadku czas to pieniądz do kwadratu. Jeżeli taki problem opóźni remont o kilka tygodni, to może nie być przyjemnie. Dodam przy tym, że zdarzały się sytuacje, gdy na zdjęciach/grafikach na stronie produkt był widoczny tylko z jednej strony, a z innej pojawiał się jakiś szczegółów, którego klient nie musi się spodziewać. Niby detal, sporo osób nie zwróci uwagi, ale będą i tacy, którzy spojrzą tylko na ów szczegół, gdy zobaczą już na żywo dany towar. I mogą natychmiast zrezygnować z danej rzeczy.

Handel w nowej formie

E-commerce nie zastąpi w 100-procentach tradycyjnej sprzedaży. I nie zmieni tego dodawanie nowych technologii, wprowadzanie hologramów, rzeczywistości rozszerzonej czy wirtualnej. Przynajmniej nie zmieni tego w bliższej przyszłości, tej, którą da się jakoś przewidzieć. Handel będzie ewoluował, sklepy stacjonarne będą się pewnie coraz częściej zamieniać w sale wystawowe, punkty konsultacyjne. Klient przy kawie będzie ze sprzedawcą (dobrze zaznajomionym z tematem) testował konkretne produkty. Niedawno brałem w czymś takim udział, układaliśmy obok siebie płytki podłogowe i porównywaliśmy je na różne sposoby. Były i małe testy. Zamówiłem na miejscu, ale mógłbym wrócić do domu, przespać się z tematem i zamówić towar online. Takie rozwiązanie wydaje się sensowne, bo już widziałem towar na żywo, wiem, czego mogę się spodziewać.

W Internecie nie zaznamy pełnego komfortu zakupów. Oczywiście nie zamierzam generalizować – płyta CD, jogurt czy książka raczej nas nie zaskoczą. Ale przywołane przykłady mogą już to zrobić. To samo tyczy się pewnie odzieży czy mebli. Każdy pewnie słyszał o jakimś zdziwieniu po zakupach w Sieci. Podkreślę: ja nie zamierzam ich deprecjonować – wskazuję tylko, że czasem warto, a nawet należy wybrać się do stacjonarnego sklepu. Nie tylko po to, by zobaczyć, ale też sprawdzić i pogadać ze sprzedawcą. Nie mam wątpliwości, że handel czeka jeszcze ciekawa ścieżka rozwoju i nie można mówić, że wszystko jest tu już jasne.