26

Teraz możemy mówić, że rynek mobile się kończy. To wbrew pozorom dobry czas dla konsumentów

O i proszę. iPhone'y sprzedały się po raz pierwszy gorzej, niż poprzednio. Idąc dalej, Apple zanotowało nieco gorsze wyniki. Hamowanie w rynku mobile dotyczy właściwie wszystkich i nie mamy już złudzeń, że przyjdzie poprawa. Bo skąd? Ci, którzy telefony mieli kupić, już to zrobili. Ludzi nie da się "dogenerować", a mało kto potrzebuje drugiego, trzeciego, czwartego telefonu w kieszeni. Koniec gry? Nie, to właściwie początek dobrego.

Ale jak to? Hamujący rynek mobilny ma być dla nas czymś dobrym?

W momencie, gdy rynek mobilny stanie przed obliczem ściany, za którą nie ma już kolejnych wzrostów sprzedaży, każdy będzie zaciekle bronił swojego kawałka tortu. Prawdziwa batalia stoczy się właśnie tu i teraz, przy okazji równoczesnego poszukiwania kolejnych sfer technologii, w których można jeszcze zamieszać i wytworzyć nową rewolucję – na miarę tej smartfonowej. Nie jestem pewien, kto teraz pokaże ludziom okresowego „świętego Graala”, do którego będą się modlić marketingowcy, CEO oraz konsumenci. Grzegorz w swoim tekście wskazał, że to już może nie być Apple. I wcale zdziwiony nie będę – ideowo Apple się skończyło. Choć trzeba pamiętać, że prędzej chudy z głodu zdechnie, niż gruby schudnie. Niech to będzie myśl przewodnia dla spadków w rynku mobilnym – ten przejdzie weryfikację i ci, którzy zabezpieczyli się na przyszłość, aczkolwiek niekoniecznie dobrze im się wiodło, na tym rynku zostaną.

Zabezpieczyli przyszłość. O, właśnie. Poszukiwanie nowych sfer, w których można zamieszać to jedno. Ale rynek mobilny to drugie. Smartfony stały się pozornie urządzeniami skończonymi, czyli takimi, z którymi nie można zrobić nic więcej, jak dołożyć rdzeni, cali i pikseli. Guzik prawda. Smartfony skończyły się tylko w głowach ludzi i w sumie ja też mogę przybrać postawę wieszczącą ukończenie telefonu komórkowego na modłę „świata smart”. Musi być jeszcze jakaś droga rozwoju tych urządzeń, o której być może nie wie jeszcze ten wizjoner rynku, który w przyszłości pokaże nam coś, co spowoduje masowy opad szczęk do samej ziemi. Gdzieś musi być ten człowiek z iskrą Jobsa, który porwie rynek technologii i znowu napędzi biznes.

rynek mobilny

Wszystko sprowadza się do tego, iż na podstawie wzajemnej konkurencji, walka o smartfony będzie jeszcze bardziej zaciekła. Trzeba będzie tworzyć jeszcze ciekawsze produkty, wprowadzać innowacje, bić się o klienta wszelkimi możliwymi sposobami – aby tylko nie stracić wypracowanego kawałka tortu. Ten przez długi, długi czas będzie jeszcze bardzo dobrym zapychaczem dla wyników finansowych firm technologicznych i trudno będzie z niego zrezygnować, przy okazji tworząc coś nowego na uboczu. Może być również tak, że niezwiązany pozornie z urządzeniami gigant weźmie się za coś, co odmieni losy tego rynku. Tak, mam na myśli Facebooka, którego nazwałem nowym królem innowacji. I być może z tej strony właśnie przyjdzie coś, co nazwiemy katalizatorem nowej rewolucji.

Co to wszystko oznacza dla nas? Święto. Możemy smucić się, że magia Apple powoli znika – ale co to nam daje? Zupełnie nic. Patrzmy na ten rynek z lepszej dla nas, konsumenckiej strony. Tam zaś objawia się zapowiedź lepszych czasów dla nas, jako konsumentów. Urządzenia mobilne będą lepsze, niż dotychczas, może nawet pojawi się coś zupełnie nowego. Media huczą, że Apple wraz z iPhone 7S(8) wywróci do góry nogami to, co teraz nazywamy iPhone’em. Oby tak było.

Grafika: 1, 2