12

Używasz Facebooka? W takim razie obejrzyj Hakowanie Świata. Szkoda tylko, że Netflix zmarnował potencjał tego dokumentu.

Nawet osoby, które nie interesują się światem technologii słyszały o aferze dotyczącej Cambridge Analytica i Facebooka. Ci pierwsi zwinęli interes, największy serwis społecznościowy na świecie musi zapłacić 5 mld dolarów kary. O tym opowiada nowy dokument Netflix - Hakowanie Świata. I choć to film, który zwyczajnie wypada obejrzeć, to jednak po seansie czułem, że zmarnowano potencjał.

O facebookowych danych użytkowników, które w kampanii prezydenckiej Donalda Trumpa i podczas Brexitu wykorzystywała firma Cambridge Analytica pisaliśmy na łamach Antyweba wielokrotnie. Temat przez długie miesiące pojawiał się praktycznie wszędzie i teoretycznie pokazał całą prawdę o największym serwisie społecznościowym świata. Dowiedzieliśmy się między innymi tego, że cała nasza aktywność w sieci jest zbierana niczym zboże przez wielki kombajn, a następnie wykorzystywana nie tylko do targetowania niegroźnych reklam namawiających nas do zakupu kolejnej niepotrzebnej rzeczy.

Twórcy Hakowania Świata, nowego dokumentu na Netflix postawili sobie dość trudne zadanie przedstawienia całej afery w odpowiedni sposób. Przez słowo „odpowiedni” rozumiem przystępny. I to się udało. Nie ma tu specjalistycznych zwrotów, nikt nie próbuje wyjaśnić zawiłości pozyskiwania, gromadzenia danych czy dokładnego procesu ich wykorzystywania przy tworzeniu na przykład profilu wyborcy w USA.Hakowanie Świata miało być filmem, który zrozumie każdy. Takim, podczas seansu którego nie trzeba będzie uruchamiać Google, doczytywać, szperać w opisach całej sprawy czy szukać w słowniku znaczenia poszczególnych terminów.

Sam pomysł na przedstawienie historii też był dobry – widzimy ją oczyma trzech głównych bohaterów. David Carroll, to nowojorski profesor zajmujący się bezpieczeństwem i niejako inicjujący dość ciekawą akcję polegającą na próbie odzyskania swoich danych od Cambridge Analytica. Carole Cadwalladr to natomiast dziennikarka The Guardian, która próbuje dociec prawdy brnąc coraz bardziej w tę niebezpieczną aferę. I w końcu najciekawsza moim zdaniem postać, czyli Brittany Kaiser. To były pracownik Cambridge Analytica, na tyle ważny, że jej słowa wydają się najbliższe prawdy. W końcu uczestniczyła we wszystkich najważniejszych wydarzeniach związanych z całą aferą – w którymś momencie postanowiła jednak stanąć po tej dobrej stronie. Czy jednak na pewno mówi prawdę? Krótka opowieść o jej przeszłości pozwala sądzić, że jest jeszcze bardziej wyrachowana niż główny czarny charakter Hakowania Świata, CEO firmy – Alexander Nix.

Hakowanie Świata nie jest dokumentem dla osób, które śledziły całą sprawę od początku. Nie dowiedzą się z tego filmu niczego nowego i tak naprawdę to jeden z moich głównych zarzutów. Spotkałem się już z opiniami, że brak w tym obrazie obiektywizmu – choć film opowiadając o polityce stara się za wszelką cenę nie stawać po którejkolwiek ze stron. Ostatecznie jednak staje, ale tylko ze względu na obecność Cambridge Analytica w jednym z obozów. Obstawiam więc, że zarówno w USA, jak i UK odbiór będzie bardziej spolaryzowany niż w pozostałych krajach.
Hakowanie Świata to dokument, z którym warto się zapoznać właśnie ze względu na jego charakter. To produkcja skierowana do każdego i myślę, że po seansie każdy będzie miał całkiem niezłe pojęcie o co chodziło w całej sprawie. Ale czy poczuje coś więcej? Niestety nie i to właśnie ten zmarnowany potencjał, o którym pisałem już na wstępie. W przeciwieństwie do wielu innych dokumentów – nawet tych, które nie mają z nami nic wspólnego, twórcom Hakowania Świata nie udaje się trafić do widza. Nie udaje pokazać, że to problem, który dotyczy każdego z nas. A to przecież dokument właśnie o nas, użytkownikach serwisów społecznościowych, którzy kilak razy dziennie dają „lajka”, czy komentują zdjęcia znajomych. To przecież do nas targetowane są konkretne treści i to w nas mogą one wywołać konkretny nastrój. Brak w Hakowaniu Świata choć jednego mocnego uderzenia, po którym jako widz czułbym się uderzony w głowę. Widziałem emocje poszczególnych postaci, ale czułem że są one gdzieś daleko, za grubą szybą – jakby funkcjonujące w innym, nie do końca realnym świecie.  Zrozumiałem problem, nie poczułem jednak by mnie dotyczył – myślę więc, że kompletnie nie znający sprawy widz wyniesie z tego seansu jeszcze mniej.

Doceniam więc, że temat został poruszony w tak popularnej usłudze streamingowej, szkoda jednak że Hakowanie Świata nie zmusza do refleksji. A bez tego trudno uznać, by był to dokument, który cokolwiek zmieni. Szkoda. Znajdziecie na Netflix wiele lepszych dokumentów.