Przenośne, niewielkie konsole stanowiły początkowo spełnienie marzeń wielu graczy. Nawet kiedy wyszli z domu, mogli ją zabrać ze sobą i grać dalej w swoje ulubione tytuły. Jednak rynek nie okazał się być szczególnie na to przygotowany. Propozycje Sony zyskały popularność, jednak PlayStation Vita szybko straciła swój rynkowy udział. Co innego Nintendo Switch, bezapelacyjny hit 2017 roku, który wygrał nawet z pełnoprawnym Xboxem czy PlayStation. W tym wszystkim nie da się zapomnieć o smartfonach. Najpopularniejszy sprzęt do odprężania się w gry, oferujące uproszczoną mechanikę i zupełnie inne podejście finansowe.

Za darmo na start

Gry mobilne są najczęściej dostępne bezpłatnie. Okazało się, że niespecjalnie dużo osób chce kupować tytuły na smartfon, płacąc za nie kilka, kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt złotych. Dlatego też deweloperzy zgodnie przeszło na inny model. Otóż są wyświetlane reklamy, a do tego dodatkowy ekwipunek czy wirtualną walutę da się kupić za prawdziwe pieniądze.

Wystarczy zobaczyć nawet jak wygląda to w przypadku tytułów na większy sprzęt. W 2012 roku free2play pozwoliło wygenerować przychód na poziomie 11 miliardów dolarów, ale w zeszłym osiągnęły już dwukrotnie więcej. Analitycy przewidują, że do 2025 roku osiągną wynik na poziomie 25 miliardów. Zresztą wszyscy są zgodni co do jednego – mikropłatności, nawet w płatnych grach, to przyszłość, choć na minimalnie mniejszą skalę niż obecnie.

Najważniejsze konsolowe fraszki

Do telefonów jako konsol podchodzi się pobłażliwie. O ile nikt nie ma specjalnych problemów z traktowaniem ich jako następców aparatów cyfrowych czy odtwarzaczy muzyki, o tyle jako substytut konsol już tak. Segment growy rządzi się swoimi prawami. Uzupełnia je natomiast odwieczna walka między komputerami, a konsolami – zarówno jedna, jak i druga strona ma swoje mocne argumenty, które zaciekle broni.

W tym wszystkim smartfony wypadają niepozornie. Jednak to właśnie na nich gramy poza domem, kiedy np. czekamy w kolejce, a kolejne minuty spędzone przed małym, dotykowym ekranem uciekają w oka mgnieniu. Być może to właśnie prostota i teoretycznie mało potrzebnego czasu do przejścia jednego poziomu lub odpowiednio szybko model rozgrywki powodują, że tak się chętnie po nie sięga.

AAA vs. prosty slasher

Teraz przechodzimy do tytułowego porównania. O ile mając wolny wieczór na granie, wybierzemy jakąś ambitniejszą produkcję, przy której nie będziemy żałować całej nieprzespanej nocy, o tyle na smartfonie docenimy właśnie coś prostego, lekkiego, co nie będzie nas zbytnio absorbować, a jednocześnie pozwoli na przyjemne spędzenie czasu i chwilę odpoczynku od otaczającego nas świata.

Owszem, takie coś nie może się równać z pełnoprawnym tytułem z fabułą, rozbudowanym światem czy niesamowitą grafiką, jednak statystyki jasno wskazują, że potrafią osiągać nawet znacznie lepsze wyniki finansowe. Dodając do tego fakt, że ich produkcja jest o wiele tańsza, otrzymujemy obraz na najlepszy możliwe biznes. Zresztą nie bez powodu, szczególnie w Sklepie Play, znajdziemy ogrom beznadziejnych gier, inspirowanych innymi – liczba podróbek podróbek może nawet nas zdziwić. W końcu warto skopiować czyiś poprawiony, już sam w sobie mocno zainspirowany pomysł, co nie?

Na Skyrima na telefonie już nie liczę

W przypadku smartfonów nie mamy co liczyć na odpowiednie wersje Skyrima, Cities, Wiedźmina, Watch Dogs, Total War i innych – z większych firm jedynie Rockstar zapewnił porty starszych odsłon GTA. Mam nadzieję, że wkrótce będziemy mieli szansę usłyszeć na telefonie zaprószenie na kręgle. Na przeszkodzie nie stoją wyłącznie jednak preferencje graczy, ale również oczywiste ograniczenia sprzętowe. Dotykowy wyświetlacz nie sprzyja ergonomicznemu sterowaniu, jednocześnie wydajność także nie pozwala na zbyt wiele, chociaż najnowsze flagowce mogłyby tu pokazać jeszcze pazur przy kilkuletnich produkcjach.

Myślę, że jeżeli już by doszło do premiery AAA na urządzenia mobilne, okazałoby się porażką. Jedynie usługi streamingowe stanowią tu rozsądne wyjście – wykupujemy abonament i używany telefonu wyłącznie jako odbiornika, a obraz przesyłamy na telewizor, podczas gdy sami w dłoniach trzymamy pada. Alternatywnie do smartfona otrzymany dock. Na taki pomysł wpadł ostatnio Razer i moim zdaniem to strzał w dziesiątkę, aczkolwiek zdobycie rozgłosu na targach to wciąż zbyt mało, żeby okrzyknąć to mianem sukcesu. Być może Razer Phone rzeczywiście będzie stanowił założyciela nowego segmentu: gamingowych telefonów. Wiecie, wyższa wydajność, agresywny wygląd i dedykowane gry, chociaż to ostatnio brzmi raczej jak za prawie nierealne życzenie…

źródło: Super Data