100

Zaprezentowano grafenową baterię: 4800 mAh pojemności i ładowanie trwające kwadrans. Już wyjmuję portfel…

Pamiętacie jeszcze grafen? Kilka lat temu było o nim naprawdę głośno, świat nauki i biznesu przekonywał, że to produkt na miarę przełomu, rewolucji, która wiele zmieni w naszym życiu. A potem... Potem temat ucichł, o grafenie mówi się rzadziej. Czy to oznacza, że okazał się ślepą uliczką? Nie, raczej obserwujemy to, co komunikowali niektórzy twórcy i specjaliści: nim dojdzie do rewolucji na tym polu, miną lata. Potrzebne są nam technologie pozwalające wytwarzać duże ilości grafenu w przystępnej cenie oraz lata testów i eksperymentów. Wbrew temu, co sadzili niektórzy, grafen nie odmieni świata w parę kwartałów. Ciągle można w nim jednak pokładać nadzieje, a dowodem akumulator wykorzystujacy grafen.

Grafenowa bateria już jakiś czas temu została uznana za św. Graala świata nowych technologii: ma być lekka, pojemna, wytrzymała i zapewni szybkie ładowanie. Brzmi pięknie, gdy porównamy to z dzisiejszymi akumulatorami, o których pisałem niedawno, że stanowią barierę hamująca rozwój technologiczny. Elon Musk może budować Gigafactory, które ma odmienić akumulatorowy biznes, ale to będzie najwyżej ewolucja – rewolucji należy się spodziewać po wprowadzeniu do tego biznesu grafenu. Wydarzenie, o którym możemy dzisiaj jedynie pomarzyć? Niekoniecznie – Chińczycy zaprezentowali niedawno produkt dający nadzieję.

Grafenowa bateria G-King

Niektórzy przekonują, że Chińczycy potrafią jedynie kopiować, sami za innowacje się nie biorą, ale temu twierdzeniu przeczy chociażby niedawna premiera: firma Dongxu Optoelectronics zaprezentowała akumulator G-King. To powerbank, ale inny niż te, które znamy – do jego budowy wykorzystano grafen. Efekt? Pojemność 4800 mAh i czas ładowania (pełnego) wynoszący kwadrans. Nie kilka godzin, jak ma to miejsce w przypadku baterii litowo-jonowych, lecz kilkanaście minut. Smartfon nie musi być podłączany na noc do gniazdka, jeśli użytkownik tego nie zrobi, może zniwelować błąd podczas śniadania. Ewentualnie w drodze do pracy, gdy podłączy telefon do powerbanka, w którym znajduje się grafenowa bateria.

Pojawi się pewnie pytanie o jakość takiego produktu: czy szybkie ładowanie wpłynie jakoś np. na żywotność urządzenia? Według twórców G-King, ich sprzęt może być naładowany i rozładowany 3500 razy, co też czyni go lepszym od stosowanych dzisiaj komponentów. Do tego dochodzi mniejsza waga, którą odczulibyśmy w kieszeniach czy torebkach: dzisiejsze akumulatory odpowiadają za sporą część masy telefonu czy laptopa. Można zatem rzucić jeszcze raz okiem na G-King i krzyknąć: bierzcie moją kasę! Sęk w tym, że na razie nikt nie wyciąga po nią rąk – Chińczycy może i zaprezentowali nowy sprzęt, ale nie podali szczegółów dotyczących daty premiery masowego produktu, nie poinformowali kiedy może on trafić na rynek: jako osobne urządzenie lub w smartfonach czy tabletach. Kolejna obietnica, która rozbudza wyobraźnię i… I na razie tyle.

W końcu musi nastąpić przełom

Wydaje się mało prawdopodobne, by grafenowa bateria trafiła do naszych smartfonów w ciągu kilu najbliższych lat, nie spodziewam się jej w tej dekadzie. Jednocześnie wierzę jednak, że historie o grafenie zmieniającym świat nowych technologii, motoryzacji, medycyny, energetyki czy awiacji, nie są przesadzone, że Nagroda Nobla przyznana za to odkrycie i szum medialny wokół nowego materiału w końcu przełożą się na praktyczne zastosowania. Nie wiem, czy w tej rewolucji jedną z głównych ról odegra Polska, jak kiedyś przekonywano, ale jestem dobrej myśli: może za dekadę naładuję swoje elektroniczne przedmioty w ciągu wspomnianych kilkunastu minut, może wsiądę do elektrycznego samochodu, którego akumulator „zatankuję” w dwadzieścia minut i kupię sobie drona, który w powietrzu spędzi kilka godzin? Pomarzyć zawsze można…

Jeśli jesteście zainteresowani innymi zastosowaniami grafenu, odsyłam do tekstów: Grafen panaceum XXI wieku? oraz U progu grafenowej rewolucji