70

Górecki : Dlaczego nie lubię polskiego dubbingu

Autorem tekstu jest Michał Górecki Kiedy siedzisz w towarzystwie ludzi z różnych europejskich krajów i gadasz przy piwie o wszystkim i o niczym, jest całkiem spore prawdopodobieństwo, że pojawi się jeden, dyżurny temat. Lektor w polskich filmach. I choć dla nas jest on tak naturalny jak śnieg w zimie, to nawet dla naszych sąsiadów – […]

Autorem tekstu jest Michał Górecki
Kiedy siedzisz w towarzystwie ludzi z różnych europejskich krajów i gadasz przy piwie o wszystkim i o niczym, jest całkiem spore prawdopodobieństwo, że pojawi się jeden, dyżurny temat. Lektor w polskich filmach. I choć dla nas jest on tak naturalny jak śnieg w zimie, to nawet dla naszych sąsiadów – Niemców, Czechów, czy Rosjan – sytuacja jest absurdalna. „Jak to, możecie słuchać jak jakiś gość, bez żadnej barwy głosu, czyta po prostu wszystkie dialogi?”. Możemy. Choć pewnie większość z nas woli napisy. Ale słuchamy go dlatego, że wszystko jest lepsze od dubbingu. Wszystko.

Dubbing zawsze jest nieco sztuczny. Ale ten w polskich filmach, czy grach (poza wyjątkami o których za chwilę) jest po prostu tragiczny. Długo zastanawiałem się nad tym dlaczego tak jest i postanowiłem podzielić się moimi przemyśleniami. Może się mylę, a może mam rację i wspólnymi siłami jakiś zmienimy tę sytuację. Bo być może naprawdę proste.

Na początku wyjątek który obiecałem. Filmy dla dzieci. Nie mam tu zbyt wiele do zarzucenia, w każdej dyskusji musi paść przykład Stuhra w Shreku czy kreacje Boberka. Tak, są całkiem spoko. Problem polega na tym, że każdy film i każda gra jest w Polsce dubbingowana jak bajka dla dzieci. I to małych dzieci. I to chyba jest główny problem.

Przy filmach nie stanowi to większego problemu – i tak podkłada się głosy głównie w kreskówkach. Gorzej z filmami dla nastolatków, choćby takimi jak Gwiezdne Wojny. Tu całe szczęście zazwyczaj są dwie wersje do wyboru. Ale gry? Z grami jest istna tragedia i naprawdę nie dam sobie wmówić, że jest inaczej.

I ja stawiam diagnozę tej sytuacji – ja mam wrażenie, że aktorzy po prostu chyba są źle „briefowani”. Bo to przecież nie jest tak, że mamy kiepskich aktorów nie potrafiących dobrze zagrać głosem. Wręcz przeciwnie, dialogi w takich produkcjach jak „Pitbull” sa genialne. Dlaczego więc gdy słyszę dialogi w polskich grach, to mam wrażenie, że oglądam film dla czterolatków?

Wsłuchajcie się w oryginalne dialogi z gier. Jakichkolwiek. Albo nawet z kreskówek, choćby w stylu „Żółwi Ninja”. Te głosy brzmią w sposób dorosły i filmowy. Zazwyczaj nie różnią się specjalnie od tego jak odgrywane są postaci w filmach sensacyjnych.

Polski dialog prawie zawsze „śmierdzi” bajką dla dzieci. Głosy są przerysowane, teatralne. Modulowane jakby odbiorcą był przedszkolak.

Zresztą zobaczcie sami:

Ja gdy zamknę oczy, to spokojnie jestem sobie w stanie wyobrazić sobie, że oglądam jakiś serial.

A teraz polska wersja. Wiem, wiem, zaraz będzie hejt, bo ten dubbing był chwalony. Ale sorry, ja nie lubię kompromisów. Zamykam oczy i nie jestem sobie w stanie wyobrazić, że to film dla dorosłych. No nie jestem.

A przecież to zupełnie nie jest akcja dla dzieci. To film o bandziorach strzelających do siebie z broni palnej i kradnących skarby. Przecież to powinno brzmieć raczej tak:

Celowo wybrałem dubbing oceniany dość dobrze. Co z pozostałymi? „Tragejszon” jak śpiewa Natasza. Powiedzcie mi, gdzie leży błąd? Czy to nie jest tak, że aktorzy podświadomie myślą, że biorą udział w produkcji dla dzieci? Przecież taki jest stereotyp graczy. To samo z innymi filmami – „skoro dubbing to dla dzieci”. A więc błędne koło.

A może przesadzam i nie da się tak realistycznie podłożyć głosu? Nie wiem. Na pewno chciałbym żeby aktorzy podkładający głosy mieli wyryte na blachę „nie gram w filmie dla dzieci”. Może to by pomogło. Bo słynne „przed wyruszeniem w drogę należy zebrać drużynę” jest kultowe, ale gdy przysłuchamy się tej ścieżce dźwiękowej, to będzie jej przecież bliżej do Gargamela i Smurfów niż filmu fantasy.

Wytłumaczcie mi proszę. Co jest nie tak z polskim dubbingiem w grach?