Moje przemyślenia

Google zachęca do Wallet większym bezpieczeństwem i 10 dolarami na start

SB
Szymon Barczak
9

Google Wallet już wystartował, ale co z tego? Early adopters są oczywiście podnieceni całą tą technologią, możliwościami jakie niesie, ale to nie do niszy, a masowego klienta kierowana jest usługa. W jaki sposób Google ma zamiar przekonać konsumentów do rezygnacji z dotychczasowych kart płatniczych...

Google Wallet już wystartował, ale co z tego? Early adopters są oczywiście podnieceni całą tą technologią, możliwościami jakie niesie, ale to nie do niszy, a masowego klienta kierowana jest usługa. W jaki sposób Google ma zamiar przekonać konsumentów do rezygnacji z dotychczasowych kart płatniczych na rzecz Wallet? Wciąż jest przecież wiele przeciwności takich jak niewystarczająca powszechność terminali zbliżeniowych. Plan Google to wynagrodzenie 10 dolarami każdego nowego użytkownika, który podepnie w usłudze swoją kartę. Dodatkowo sama usługa oferuje większe bezpieczeństwo i to może być argument zachęcający konsumentów do zmian - wiadomo, nikt nie chce stracić ciężko zarobionych pieniędzy.

Twórca najpopularniejszej na świecie wyszukiwarki połączył swoje siły z Visą na rzecz rozwijania usługi Google Wallet. Nie tylko jest to dobry pomysł ze względu na możliwość uzyskania know-how, ale również dlatego, że gigant nie pcha się na rynek kart, próbując uszczknąć jego część dotychczasowym graczom. Porozumienie z działającym producentem kart płatniczych pozwoli Google na spokojny rozwój usługi. Gdyby wszedł na rynek jako konkurent, Visa i MasterCard mogłyby połączyć siły przeciwko niemu.

Technologia płatności zbliżeniowych jest naprawdę wygodna i umożliwia znaczne przyspieszenie zakupów, zlikwidowanie stresu związanego z opóźnianiem kolejki w sklepie i tym podobnych problemów. Karty zbliżeniowe mają dla użytkowników wartość dodaną, ale nie zmienia to faktu, że posiadają jedną poważną wadę. Nad kartami tymi nie mamy żadnej kontroli. Osoby trzecie są w stanie zeskanować naszą kartę, uzyskując dostęp do danych takich jak numer karty czy data jej ważności.

Tego typu problem bierze się z prostej przyczyny. Karty nie wymagają wbudowanego zasilania. Stworzono je tak, że zasilane są tylko podczas płatności. Wysyłany impuls energii jest wykorzystywany do zasilenia układu, który przekazuje terminalowi informacje na temat karty. Nie przewidziano jednak, że w ten sam sposób zczytywane mogą być dane w sposób nieautoryzowany. W dalszej kolejności można zaprogramować inną kartę przechwyconymi danymi i dokonać zakupu na czyjeś konto.

W jaki sposób Google odpowiada na ten problem? Wallet daje możliwość kontroli kart. Telefon nie musi być pobudzany, żeby mógł przesyłać informacje za pomocą technologii RFID, bo ma swoje własne zasilanie. To użytkownik usługi będzie decydował kiedy przesłać dane karty do terminala. Zobaczcie sobie makiety przedstawiające telefon z aplikacją, a zobaczycie zielony przycisk Pay with this card. O tym właśnie mówię.

Nie bez znaczenia jest również fakt, że Google ma zamiar zwiększyć liczbę użytkowników oferując 10 dolarów każdemu, kto zarejestruje w usłudze swoją kartę. Przy dużej liczbie nowych użytkowników może to giganta sporo kosztować, jednak jednocześnie duża liczba użytkowników korzystających z usługi regularnie przełoży się na spore zyski z prowizji. Z pewnością inwestycja się zwróci. Sama kwota będzie do wykorzystania oczywiście jedynie za pomocą usługi Wallet. Ciekawe po osiągnięciu jakiego progu użytkowników bonus zostanie zlikwidowany.

Google Wallet to nie technologia na dziś czy jutro. Kilka lat minie zanim trafi ona do konsumenta masowego. Problemami, które należy rozwiązać są mała liczba telefonów z tą technologią oraz przestarzałe terminale, które nie umożliwiają płatności zbliżeniowych. Z pewnością jednak za jakiś czas technologia się spopularyzuje, tak samo jak idea Chromebooków.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy:

GoogleGoogle Wallet