14

Google ukarane grzywną. I śmieszno, i straszno

„Google ukarane w Hiszpanii ogromną grzywną”. Na taki tytuł trafiłem podczas dzisiejszej porannej prasówki. Człowiek długo się nie zastanawia i klika, bo chce wiedzieć, co przeskrobał gigant z Mountain View i jak mocno dostanie po kieszeni. W przypadku pierwszej kwestii do wyboru jest na dobrą sprawę zaledwie kilka możliwości: unikanie podatków, spory patentowe, postępowanie antymonopolowe […]

„Google ukarane w Hiszpanii ogromną grzywną”. Na taki tytuł trafiłem podczas dzisiejszej porannej prasówki. Człowiek długo się nie zastanawia i klika, bo chce wiedzieć, co przeskrobał gigant z Mountain View i jak mocno dostanie po kieszeni. W przypadku pierwszej kwestii do wyboru jest na dobrą sprawę zaledwie kilka możliwości: unikanie podatków, spory patentowe, postępowanie antymonopolowe albo głośne w roku 2013 zagadnienie wypaczeń w polityce prywatności oraz inwigilacji. I tu zaskoczenia nie było. Brwi podniosłem dopiero przy poznaniu wysokości owej kary.

Mniej więcej pół roku temu w kilku europejskich krajach zrobiło głośno się na temat łamania prawa przez Google (zmiany w polityce prywatności). Internetowego giganta oskarżano m.in. o bezprawne zbieranie, przechowywanie i wykorzystywanie danych, pojawił się także wątek ich przekazywanie innym. I nie chodzi tu wyłącznie o reklamodawców. Teraz przyszedł czas na kolejny rozdział tej historii: było przewinienie, pora na karę. Wymierzyły ją hiszpańskie organy i nie wykazały się prawem łaski – w trzech przypadkach uchybień nałożono na Google maksymalną karę finansową. Razem dało to imponujący wynik… 900 tys. euro.

Przyznam, że przez chwilę zastanawiałem się, czy dobrze widzę, liczę i czy zrozumiałem przekaz. Sprawdziłem też w innych źródłach – a nuż autor tekstu z „ogromną grzywną” w tytule czegoś nie zrozumiał albo pomylił się przy pisaniu. Nic z tych rzeczy: na Google nałożono maksymalną karę i w tym wypadku wynosi ona niecały milion euro, czyli 1,2 mln dolarów. Firma musi też dostosować swoje poczynania do prawa obowiązującego w Hiszpanii.

Nie chciałbym bawić się w populizm i Robin Hooda, nie będę krzyczał, że Google trzeba zabrać kasę i dać ją sierotom/chorym/biednym. Jednocześnie jednak stwierdzę wprost, że dla korporacji z Mountain View 1,2 mln dolarów to śmieszna kwota. Nawet, jeżeli weźmiemy pod uwagę, iż dotyczy ona wyłącznie przewinień na terenie jednego kraju. Rozumiem oczywiście, że organy nie mogły nałożyć większej grzywny, bo działają zgodnie z określonymi przepisami i wedle przyjętych limitów, ale to prowadzi do jednego wniosku: prawo i limity trzeba zmienić. W przeciwnym wypadku firmy takie jak Google nie przestaną go łamać, bo kary będą całkowicie niewspółmierne do zysków czerpanych z różnego typu procederów. Korporacje po prostu machną ręką na grzywny i raz na jakiś czas je zapłacą. Chociaż nawet to nie jest takie pewne.

Skoro wielkim firmom od lat udaje się unikać płacenia podatków w krajach, w których zarabiają spore pieniądze, ewentualnie wpłacać do państwowych kas śmiesznie niskie sumy, to i na ucieczkę od grzywny znajdzie się jakiś sposób. Przecież w tych firmach nie brakuje kreatywnych księgowych i zdolnych prawników. Jeśli Google udawało się przez lata tankować tańsze paliwo do baków swoich samolotów i oszczędzać na tym miliony dolarów, to znajdzie się też furtka dla bezprawnego zbierania i wykorzystywania danych. Niestety.

Filip pisał dzisiaj o karze, jaką nałożono na pewnego pirata za udostępnienie filmu na torrentach. O tamtej sumie (ponad 650 tys. dolarów) można napisać, że jest ogromna, bo dotyczy jednego człowieka. Prawdopodobnie przeciętnego, czyli nie dysponującego olbrzymim majątkiem. To mocna przestroga dla innych. Czy podobnie można określić grzywnę nałożoną na Google?

Źródło informacji: bloomberg.com
Źródło grafiki: bgr.com