10

Nie ogarniam co się tutaj stało – czyli rozwód przez Google Street View

Najlepsze i czasami najbardziej absurdalne scenariusze pisze życie. Jest wiele nagłówków, które "odmieniły moje życie" - "libacja na skwerku", "wybory na prezydenta Szczecina wygrał kandydat, którego nie było na liście", "miał odebrać telefon - odebrał żelazko" i inne tym podobne "tragedie". Uwierzcie mi, że wielokrotnie czytałem to, co stało się w związku z usługą Google Street View. Co ciekawe, niejako przez niewinny produkt Google doszło do rozwodu.

Dostarczycielem informacji na ten temat jest The Sun – odpowiednik naszego „Faktu”, m. in. pod względem jakości treści. Udało mi się jednak potwierdzić prawdziwość tej sytuacji – nikt sobie jej nie wymyślił i wydarzyła się naprawdę. Otóż, mąż rozstał się ze swoją żoną tuż po tym, jak rozpoznał ją w usłudze Google Street View. Wszystko odbyło się w momencie, gdy planował wycieczkę do chętnie uczęszczanego mostu stanowiącego ciekawostkę turystyczną. Jego uwagę zwróciła natomiast znajoma osoba, która siedziała na ławce i zbyt mocno spoufalała się z nieznanym mu mężczyzną.

Po powiększeniu grafik zarejestrowanych przez samochód Goole, szybko okazało się, że rzeczywiście, na nich znajduje się jego żona i na pewno, mężczyzna, z którym przebywa nie jest jej obojętny.

No i co? No i rozwód

Do tego momentu starałem się podchodzić do sprawy profesjonalnie – wyłożyłem Wam technikalia sprawy. Ostatecznie skończyło się na rozwodzie – mężczyzna uznał, że to wystarczający powód do zakończenia związku z kobietą, która nie zaprzeczyła, że to właśnie ona znajduje się w Google Street View.

Jaki morał z tej historii? Cóż, choćbyśmy się bardzo starali, zdarzy się czasami coś, co obnaży nasze słabostki – nowe technologie to generalnie bardzo niebezpieczna sprawa dla osób, które chcą coś ukryć przed światem. Jeżeli zamierzacie spotkać się z kochankiem / kochanką, zwyczajnie uważajcie na samochody Google. ;)

Wpis ma nieco bardziej żartobliwy charakter – redakcja Antyweb życzy Wam miłego weekendu, dzisiaj jest piątek, pamiętajcie. ;)